Siergiey Sikorsky. Człowiek, który zrewolucjonizował lotnictwo

We wrześniu 2025 roku odszedł ostatni żyjący świadek narodzin nowoczesnego lotnictwa śmigłowcowego. Siergiej Sikorski, syn pioniera lotnictwa Igora Sikorskiego, przeżył sto lat i przez większość z nich aktywnie kształtował przemysł, który jego ojciec stworzył od podstaw. 

Dzieciństwo Siergieja

Urodzony w 1925 roku Siergiej wzrastał w świecie, gdzie granice możliwości technicznych przesuwano niemal codziennie. Jego ojciec Igor, urodzony w Kijowie rosyjski inżynier, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, był już wówczas legendą. To on skonstruował pierwsze wielosilnikowe samoloty, łodzie latające, a później praktyczne śmigłowce, które zrewolucjonizowały transport i ratownictwo.

Dla młodego Siergieja lotnictwo nie było abstrakcyjną dziedziną techniki, lecz codziennością. W wieku zaledwie ośmiu lat odbył swój pierwszy lot jako pasażer łodzi latającej S-38 pilotowanej przez ojca. Później miał okazję lecieć prototypem przełomowego śmigłowca Vought-Sikorsky VS-300, maszyny która zapoczątkowała erę nowoczesnych wiropłatów. Te doświadczenia ukształtowały go na całe życie.

W domu Sikorskich rozmowy przy stole obracały się wokół problemów aerodynamiki, konstrukcji wirników i możliwości maszyn pionowego startu. Siergiej chłonął tę wiedzę niczym gąbka, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że pewnego dnia sam stanie się strażnikiem rodzinnego dziedzictwa.

Wojna jako szkoła życia

II wojna światowa zastała młodego Sikorskiego u progu dorosłości. W 1942 roku, mając siedemnaście lat, rozpoczął praktykę w przedsiębiorstwie ojca, jednak wkrótce jego życie przybrało zupełnie inny obrót. Został powołany do Straży Przybrzeżnej Stanów Zjednoczonych i przydzielony do Jednostki Rozwoju Śmigłowców stacjonującej w bazie Floyd Bennett Field.

To właśnie tam, z dala od rodzinnej firmy, Siergiej odkrył prawdziwe powołanie śmigłowców. Jednostka testowała pionierskie zastosowania wiropłatów w ratownictwie morskim, ratując rozbitków i rannych z miejsc niedostępnych dla tradycyjnych środków transportu. Lata później Siergiej wspominał ten okres jako najważniejszą pracę w swoim życiu.

Czytaj również:  Skazany za cudze zbrodnie. Historia, która boli

Doświadczenie wojenne uświadomiło mu, że śmigłowce to nie tylko fascynująca technologia czy źródło rodzinnego bogactwa. To przede wszystkim narzędzie ratowania ludzkiego życia, maszyny zdolne dotrzeć tam, gdzie inne pojazdy zawodzą. Ta perspektywa towarzyszyła mu przez kolejne dziesięciolecia kariery.

Budowanie imperium 

Po zakończeniu wojny Siergiej kontynuował edukację na Uniwersytecie Florenckim we Włoszech, by w 1951 roku na stałe związać się z firmą ojca, wówczas częścią korporacji United Technologies Corporation. Jego specjalnością stał się międzynarodowy marketing i sprzedaż, ze szczególnym uwzględnieniem rynków europejskich i wschodnioazjatyckich.

Praca ta wymagała nie tylko znajomości produktu, ale również dyplomatycznego talentu i umiejętności poruszania się w świecie zimnowojennej polityki. Siergiej okazał się mistrzem w obu dziedzinach. Jego największym sukcesem było doprowadzenie w czerwcu 1968 roku do sprzedaży ciężkich śmigłowców transportowych S-65C-1 do Republiki Federalnej Niemiec.

Jako wiceprezes programu koprodukcji nadzorował transakcję, która zaowocowała dostawą stu dziesięciu maszyn oznaczonych wojskowo jako CH-53G Sea Stallion. Był to jeden z największych kontraktów eksportowych w historii firmy i dowód na to, że Siergiej potrafił nie tylko latać, ale również budować mosty między narodami i kulturami.

Era Black Hawka 

Rok 1976 przyniósł przełom zarówno w historii firmy Sikorsky, jak i w karierze Siergieja. Spółka wygrała prestiżowy program UTTAS (Utility Tactical Transport Aircraft System), dostarczając armii amerykańskiej prototypy wielozadaniowego śmigłowca transportowego YUH-60A, który wkrótce zyskał sławę pod nazwą Black Hawk.

Siergiej powrócił wówczas do Stanów Zjednoczonych, obejmując stanowisko wiceprezesa ds. oddziału w Stratford w stanie Connecticut. Nadzorował programy koprodukcyjne firmy, uczestnicząc w narodzinach maszyny, która miała stać się ikoną współczesnego lotnictwa wojskowego i symbolem amerykańskiej potęgi militarnej.

Black Hawk, produkowany w tysiącach egzemplarzy i eksportowany do dziesiątek krajów, był w pewnym sensie zwieńczeniem wizji, którą Igor Sikorski nakreślił dziesięciolecia wcześniej. Jego syn miał przywilej uczestniczyć w realizacji tego marzenia, widząc jak rodzinna firma staje się jednym z wiodących producentów śmigłowców na świecie.

Czytaj również:  Obudziła się podczas własnego pogrzebu. Historia, która przeraża

Strażnik pamięci i ambasador marzeń

Siergiej Sikorski przeszedł na emeryturę w 1992 roku po czterdziestu jeden latach pracy w firmie założonej przez ojca. Jednak słowo emerytura miało w jego przypadku specyficzne znaczenie. Zamiast odpoczynku wybrał rolę ambasadora dobrej woli, pojawiając się na targach lotniczych i wydarzeniach branżowych, gdzie niestrudzenie opowiadał o dziedzictwie swojej rodziny.

Rozdawał autografy, pozował do zdjęć, ale przede wszystkim dzielił się pasją do śmigłowców i ich misji ratowania życia. Dla młodszych pokoleń inżynierów i pilotów stanowił żywy most łączący współczesność ze złotą erą lotnictwa, czasami gdy każdy nowy projekt był skokiem w nieznane.

W 2019 roku firma Sikorsky uhonorowała go w wyjątkowy sposób, przekształcając hangar lotniczy w zakładach w Stratford w Centrum Lotnicze imienia Siergieja I. Sikorskiego. Sam zainteresowany określił to wyróżnienie jako największy zaszczyt swojego życia, choć trudno wyobrazić sobie bardziej skromną reakcję człowieka, który przez całe życie stał w cieniu geniuszu ojca.

Kiedy 18 września 2025 roku nadeszła wiadomość o śmierci stulatka, cały świat lotnictwa pochylił głowę. Odszedł ostatni bezpośredni łącznik z pionierskimi latami, człowiek który pamiętał czasy, gdy śmigłowce były eksperymentem, a nie oczywistością.

O autorze: przez wieki

(Visited 87 times, 1 visits today)