Zaginął w Afganistanie. Wrócił do domu po 30 latach

W 1980 roku młody żołnierz z Samarkandy trafił do Afganistanu jako część radzieckiego kontyngentu wojskowego. Kilka miesięcy później zniknął bez śladu po starciu zbrojnym w prowincji Herat. Odnaleziono go dopiero po 33 latach – jako siwowłosego znachora w turbanie, który ledwo pamiętał rosyjski język.

Ranny wśród wrogów

Bakhretdin Khakimov służył w zmotoryzowanej jednostce piechoty, gdy we wrześniu 1980 roku jego oddział wziął udział w walkach w dystrykcie Shindand. Podczas starcia żołnierz został ciężko ranny w głowę. W normalnych okolicznościach taki uraz oznaczałby śmierć na polu bitwy lub ewakuację do szpitala polowego. Los Khakimova potoczyłby się jednak zupełnie inaczej.

Zamiast trafić w ręce radzieckich medyków, nieprzytomnego żołnierza zabrali miejscowi Afgańczycy. Dlaczego wrogowie uratowali obcego najeźdźcę? Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Być może kierowali się współczuciem, może widzieli w rannym człowieka, a nie symbol znienawidzonej okupacji. Faktem pozostaje, że wiejski starszyzna, który trudnił się ziołolecznictwem, zaopiekował się umierającym żołnierzem.

Khakimov nigdy nie nawiązał ponownego kontaktu z dowództwem. Armia radziecka nie otrzymała żadnych informacji o jego losie, więc trafił na listę zaginionych bez wieści.

Dla wojskowej biurokracji stał się jednym z ponad 250 żołnierzy, którzy rozpłynęli się w afgańskich górach i dolinach. Dla swojej rodziny w Uzbekistanie po prostu przestał istnieć.

Nowe życie 

Z Bakhretdina Khakimova narodził się Sheikh Abdullah. Były żołnierz przyjął afgańskie imię, przeszedł na islam i zaczął żyć według rytmu społeczności, która go uratowała. Starszy zielarz przekazał mu swoją wiedzę o leczniczych właściwościach roślin, a młody Uzbek okazał się pojętnym uczniem. Z czasem sam stał się szanowanym lokalnym uzdrowicielem.

Khakimov ożenił się z Afganką i prowadził półkoczowniczy tryb życia wraz z przyjmującą go wspólnotą. Wędrował między sezonowymi pastwiskami, leczył chorych ziołami i stopniowo zapominał swoje dawne życie. Język rosyjski zacierał się w pamięci, choć uzbecki – jego ojczysty – pozostał nietknięty. Trauma wojenna zostawiła jednak trwałe ślady. Drżenie rąk i nerwowy tik ramienia towarzyszyły mu przez wszystkie te lata.

Czytaj również:  Oskarżony z zaklejonymi ustami. Proces, który podzielił Amerykę

Nie posiadał żadnych dokumentów tożsamości. W afgańskiej rzeczywistości, gdzie państwowa administracja często nie sięgała do odległych wiosek, człowiek bez papierów mógł funkcjonować całkiem normalnie. 

Sheikh Abdullah nie był już radzieckim żołnierzem ani obywatelem Uzbekistanu. Stał się po prostu jednym z wielu wędrownych uzdrowicieli, których szanowano za umiejętności, nie pytając o przeszłość.

Powrót do rzeczywistości

Moskiewski Komitet do Spraw Weteranów-Internacjonalistów od lat systematycznie poszukuje zaginionych żołnierzy radzieckich. Organizacja non-profit zdołała już odnaleźć około trzydziestu osób, z których siedem postanowiło pozostać w Afganistanie. Przypadek Khakimova wymagał roku intensywnych poszukiwań, zanim udało się ustalić jego miejsce pobytu w dystrykcie Shindand.

Gdy weterani dotarli do Sheikh Abdullaha, zastali wychudzonego starszego mężczyznę w tradycyjnym afgańskim stroju i turbanie. Pierwsze spotkanie odbyło się dwa tygodnie przed oficjalnym ogłoszeniem odkrycia. Khakimov z trudem składał rosyjskie zdania, ale gdy pokazano mu zdjęcia dawnych towarzyszy broni, rozpoznał ich twarze. Przeszłość, którą starał się pogrzebać, nagle powróciła.

Były żołnierz jest obecnie wdowcem i nie ma dzieci. Wyraził pragnienie odnalezienia krewnych w dawnym Związku Radzieckim. Według przedstawiciela komitetu Khakimov przyjął wiadomość o możliwym powrocie ze spokojem człowieka, który nauczył się akceptować nieprzewidywalność losu. Powiedział po prostu, że cieszy się, iż przeżył. 

Komitet weteranów zapowiedział kontynuowanie poszukiwań, dopóki nie wyjaśni losów każdego zaginionego żołnierza z afgańskiej wojny.

O autorze: przez wieki

(Visited 3 022 times, 197 visits today)