
Australijski incydent lotniczy z września 1940 roku przeszedł do historii jako jeden z najbardziej niezwykłych wypadków w dziejach lotnictwa wojskowego. Dwa szkoleniowe samoloty zderzyły się w powietrzu i połączyły w jeden dziwaczny twór, który jednak zdołał dolecieć do ziemi bez większych ofiar. Młody pilot udowodnił wtedy, że zimna krew i determinacja potrafią sprawić cuda nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji.
Empire Air Training Scheme i rutynowe ćwiczenia
Program Empire Air Training Scheme powstał jako międzynarodowa inicjatywa szkolenia pilotów i załóg dla aliantów walczących w drugiej wojnie światowej. No. 2 Service Flying Training School działała w RAAF Station Forest Hill niedaleko Wagga Wagga w stanie Nowa Południowa Walia, gdzie przygotowywano młodych lotników do służby bojowej.
29 września 1940 roku dwa samoloty Avro Anson wystartowały z tej bazy do standardowych ćwiczeń nawigacyjnych nad południowymi terenami stanu. Maszyny oznaczone numerami bocznymi N4876 i L9162 miały przelecieć przez Corowa i Narrandera, po czym wrócić do punktu wyjścia w Forest Hill.
Za sterami górnego samolotu siedział dwudziestoletni Leading Aircraftman Leonard Graham Fuller, podczas gdy dolnym Ansonem pilotował dziewiętnastoletni Leading Aircraftman Jack Inglis Hewson. Obaj wykonywali rutynowe manewry mające przygotować ich do późniejszych operacji bojowych na europejskich frontach.
Na pokładach obu maszyn znajdowali się również nawigatorzy Ian Menzies Sinclair i Hugh Gavin Fraser, którzy pomagali pilotom w prowadzeniu tras. Nikt z załóg nie spodziewał się, że ten zwykły dzień szkoleniowy zamieni się w jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń w historii australijskiego lotnictwa wojskowego.
Katastrofalna kolizja nad Brocklesby
Gdy obie maszyny wykonywały zakręt na wysokości 300 metrów nad miejscowością Brocklesby, Fuller stracił z oczu samolot lecący poniżej jego pozycji. W ułamku sekundy dolny Anson wbił się swoim kadłubem w korpus górnej maszyny, tworząc groteskową konstrukcję z dwóch połączonych samolotów.
Statecznik pionowy dolnego samolotu utknął w skrzydle górnego, a oba aparaty zostały dosłownie sczepione ze sobą w powietrzu. Silniki maszyny Fullera natychmiast przestały działać po uderzeniu, co pozbawiło go podstawowego źródła mocy do kontrolowania lotu.
Na szczęście silniki dolnego Ansona nadal pracowały, generując wystarczającą siłę ciągu aby utrzymać połączone maszyny w powietrzu. Fuller szybko zorientował się, że mimo absurdalnej sytuacji może kontrolować ten dziwaczny twór za pomocą własnych lotek i klap, choć cała konstrukcja była niestabilna i niezwykle trudna w sterowaniu.
Hewson w dolnym samolocie znalazł się w znacznie gorszej pozycji – śmigło górnego Ansona przecięło kadłub jego maszyny, narażając go na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Sytuacja wymagała błyskawicznej decyzji o dalszych działaniach, ponieważ każda sekunda zwłoki mogła zakończyć się katastrofą ze śmiertelnymi ofiarami dla wszystkich czterech mężczyzn.
Ewakuacja załóg i samotny lot
Nawigatorzy Sinclair i Fraser jako pierwsi opuścili połączone maszyny, wyskakując na spadochronach i bezpiecznie lądując na ziemi poniżej. Wkrótce po nich Hewson również zdecydował się na skok, odnosząc podczas ewakuacji uraz kręgosłupa spowodowany uszkodzeniami w jego samolocie.
Fuller pozostał sam w kokpicie górnego Ansona, przyjmując na siebie całkowitą odpowiedzialność za kontrolowanie tego nietypowego pojazdu i bezpieczne sprowadzenie go na ziemię. Przez następne osiem kilometrów pilotował połączone samoloty, wypatrując odpowiedniego miejsca do lądowania w trudnym terenie rolniczym.
Młody lotnik dostrzegł duży wybieg dla koni około czterech mil na południowy zachód od Brocklesby i zdecydował się skierować tam swoją dziwaczną maszynę. Lądowanie przebiegło pomyślnie – połączone samoloty ślizgały się po trawie na dystansie blisko dwustu metrów zanim zatrzymały się bez większych uszkodzeń. Squadron Leader Cooper, dowódca Fullera, później ocenił wybór miejsca lądowania jako doskonały, a sam manewr nazwał wspaniałym wyczynem lotniczym. Wszyscy czterej uczestnicy zdarzenia przeżyli bez poważniejszych obrażeń, co było małym cudem biorąc pod uwagę dramatyczne okoliczności kolizji.
Konsekwencje i dalsze losy lotników
Górny samolot N4876 po naprawie wrócił do aktywnej służby szkoleniowej, podczas gdy dolny L9162 wykorzystano jako materiał dydaktyczny do nauki obsługi wodnosamolotów. Fuller otrzymał awans na stopień sierżanta, ale jednocześnie został ukarany dwoma tygodniami izolacji za nieuprawnioną rozmowę z dziennikarzami na temat incydentu.
Sztab lotnictwa australijskiego oficjalnie pochwalił go za panowanie nad sobą, odwagę i determinację w ekstremalnej sytuacji. Ukończył szkolenie w październiku 1940 roku i trafił do 37. dywizjonu RAF, gdzie w 1942 roku otrzymał specjalny medal za akcje bojowe nad Palermo na Sycylii.
