Co jedli polscy królowie? Luksus, który szokował

Wystawne uczty i ogromne przyjęcia czy może skromne obiady? Na królewskich dworach jedzenie było niezwykle ważne, a kucharze mieli ręce pełne roboty. Każdy władca mógł mieć inne preferencje kulinarne, ale jedno jest pewne – stół pełen pyszności był symbolem bogactwa, statusu i gościnności. Jak ucztowano i co jedzono na królewskim dworze w dawnych wiekach?

Na uczcie u pierwszych Piastów

Najstarszy kronikarz polski Anonim zwany Gallem bardzo obszernie rozpisywał się o królewskich ucztach, zwyczajach żywieniowych i konkretnych produktach, które pojawiały się na polskich stołach. Opisywał Polskę jako kraj dobrobytu, w którym niczego nie brakowało. Podkreślał rolę złotych zastaw i przyjęć, które obfitowały w mięsa, ryby, chleb i miód.

Dla Bolesława Chrobrego przyjęcia i dobre jedzenie były niezwykle ważne. Jego kucharze nie mogli narzekać na nudę. Zjazd gnieźnieński (1000) był trzydniową ucztą, którą zorganizował książę. Stoły były pełne różnych potraw i aż uginały się pod ich ciężarem. Zwykłe codzienne posiłki wcale nie odbiegały okazałością od wielkich przyjęć. Władca nakazywał zastawiać wiele stołów, a mięsa były niezwykle różnorodne. Na królewskim dworze zatrudniano ludzi odpowiedzialnych za polowania na ptactwo i większą zwierzynę.

Podczas zjazdu gnieźnieńskiego Bolesław Chrobry dążył za wszelką cenę do zamanifestowania przed przybyłym do Polski cesarzem Ottonem III swojej hojności i bogactwa. Według Galla, późniejszy król tuż po zakończeniu uroczystej biesiady „nakazał cześnikom i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne naczynia […] i ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go […] A nadto mu wiele innych darów […] ozdób nie widzianego dotąd rodzaju i drogich kamieni; a tego wszystkiego tyle ofiarował, że cesarz tyle darów uważał za cud”.

Od 1039 roku to w Krakowie znajdowała się główna siedziba królewska. W tamtych czasach spożywano oczywiście nie tylko różne gatunki mięs, ale również warzywa i owoce. Najczęściej uprawiano wiśnie, marchew, czereśnię, figę i śliwę. Zboża jakie dominowały to żyto, owies, jęczmień i proso. W przypadku problemów zdrowotnych korzystano z dobrodziejstw natury takich jak mak, rumianek czy chmiel.

Czytaj również:  Dziewczyna, która nie umiała się śmiać. Medyczna zagadka sprzed lat

Uczty Kazimierza Wielkiego

Kazimierz Wielki został zapamiętany jako władca rozważny, ale też rozrzutny i uwielbiający dobrze zjeść. Te cechy mogły doprowadzić tylko do jednego – do wielkich i wystawnych przyjęć. Ulubioną potrawą Kazimierza była kasza gryczana z białkiem.

Najsłynniejsza uczta z udziałem Kazimierza Wielkiego miała miejsce w drugiej połowie września w 1364 roku podczas kongresu w Krakowie, na którym zjawiło się wiele koronowanych głów i prominentnych gości z różnych stron Europy. Na koniec tego zjazdu miała miejsce słynna uczta u  Wierzynka. Przeszła ona do historii, pokazując ogromne bogactwo polskiej kuchni.

Wspomniana wyżej uczta została zorganizowana z wielkim rozmachem i pompą. Szerokimi strumieniami lało się piwo i wino. Na każdym kroku serwowano też różnego rodzaju potrawy. Według kronikarza Wilhelma z Machaut, gości uraczono mnogością chleba, wina, ptactwa, ryb oraz mięsa. Potrawy te sporządzili królewscy kucharze, którzy mieli wielkie pole do popisu. Wszak tylu prominentnych gości, zebranych w jednym miejscu, Polska Kazimierza Wielkiego dotąd jeszcze nie widziała.

Według tradycji, mieszczanin krakowski Mikołaj Wierzynek zapraszając do siebie dostojnych gości, wyznaczył im miejsce za stołem. Najważniejsze miejsce oddał Kazimierzowi Wielkiemu, przy boku którego posadził cesarza Karola IV i króla węgierskiego Ludwika Andegaweńskiego. Na odchodnym każdy z monarchów otrzymał od Mikołaja dary. Sam król Polski miał ponoć dostać nieznany bliżej przedmiot o wartości 100 000 florenów. Stanowiło to w tamtym czasie niezłą sumkę.

Uczta u Mikołaja Wierzynka była spotkaniem, mającym wielkie znaczenie dla ówczesnego władcy Polski, który mógł się pochwalić gościom, że zarządza krajem „mlekiem i miodem płynącym”.

Wielki apetyt a obawa przed zatruciem

Co było największą obawą dawnych monarchów? Oczywiście otrucie. Z tego właśnie powodu wprowadzano liczne procedury, które miały uchronić ich przed śmiercią.

Do testowania i odtruwania potraw używano różnych rzeczy. Uważano, że zęby rekina, porcelana i smocze języki są skuteczną odtrutką. Często używaną trucizną był arszenik, który nie miał koloru ani smaku. Dodawano go do alkoholu lub jedzenia, a otruty król umierał w męczarniach przez wiele dni.

Czytaj również:  Dom Pérignon. Mnich, który wcale nie odkrył szampana

Uczty w XVII wieku miały znacznie rozbudowaną oprawę. Stawiano na przepych, a potrawy musiały być idealnie dopieszczone. W tym celu wszystkie potrawy musiały zostać wypróbowane przed królem, a następnie przedstawiano mu dokładny skład oraz smak. Władysław IV bardzo nie lubił tego procesu, ponieważ jedzenie, które dostawał było zazwyczaj zimne.

Maestria uczt nowożytnych

Organizowanie uczt na dworze królów elekcyjnych wiązało się z ogromnymi wydatkami. Król Zygmunt III Waza musiał niekiedy zaciągać pożyczki, aby wyżywić siebie, najbliższą rodzinę i liczną świtę mu towarzyszącą.

Jak podkreślają znawcy zagadnienia, uczty na królewskim dworze zawsze starannie przygotowywano. Król jako gospodarz zajmował zaszczytne miejsce, nad którym rozkładano okazały baldachim. Stoły pokrywało kilka obrusów, które regularnie ściągano razem z pustymi naczyniami.

Przy każdym talerzu znajdowały się różnego rodzaju sztućce, w tym szklanki, kieliszki, noże, łyżki, i co zasługuje w tym miejscu na uwagę, dwie serwety. Jedna z nich służyła do wycierania ust, drugą zaś przywieszano pod brodę. Serwety przyszywano do obrusa w obawie, aby nikt ich nie ukradł!

Obserwatorzy z zewnątrz zazwyczaj pochlebnie wypowiadali się na temat uczt organizowanych przez polskich monarchów. Ganiono natomiast pijaństwo i ekscesy z udziałem podchmielonych biesiadników.

Wybrana bibliografia

  • Strzelczyk J., Zjazd gnieźnieński, Poznań 2000.
  • Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Wrocław 2004.

 

 

O autorze: Karolina Spodarek

Absolwentka Akademii Sztuki Wojennej na kierunku Bezpieczeństwo Międzynarodowe. Duża część programu jej studiów to historie konfliktów, wojen i wielkich władców. To właśnie na studiach zaczęła interesować się historią i postanowiła zgłębiać swoją wiedzę. Zajmuje się na co dzień copywritingiem, a prywatnie jej pasją jest psia psychologia.
(Visited 375 times, 1 visits today)