Messines. Miejsce jednej z największych bitew podziemnych w historii

Grzbiet Messines na południe od Ypres to ledwie łagodne wzniesienie, którego najwyższy punkt – słynne Wzgórze 60 – wznosi się zaledwie 60 metrów nad poziomem morza. A jednak ta niepozorna grzęda ziemi przez trzy lata była dla Brytyjczyków koszmarem, który generał Herbert Plumer postanowił zakończyć w sposób bezprecedensowy w dziejach wojen.

Wzgórze, które widziało wszystko

Niemieckie wojska zajęły grzbiet Messines jesienią 1914 roku i szybko uczyniły z niego twierdzę nie do zdobycia. Pozycja wydawała się skromna, ale dawała okupantom nieocenioną przewagę – możliwość obserwacji całego brytyjskiego wyłomu pod Ypres. Z głębokich okopów i betonowych schronów niemieccy obserwatorzy widzieli każdy ruch przeciwnika na równinie poniżej.

Alianci płacili za tę sytuację krwią przez kolejne lata. Każda próba przesunięcia wojsk, każdy transport zaopatrzenia odbywał się pod czujnym okiem wroga, który mógł w każdej chwili wezwać ogień artyleryjski. Ypres stało się synonimem bezsensownej rzezi, a grzbiet Messines pozostawał kluczem do przerwania tego zaklętego kręgu.

W 1917 roku alianckie dowództwo zaplanowało wielką ofensywę w kierunku Passchendaele. Zanim jednak mogła się ona rozpocząć, trzeba było najpierw zlikwidować niemiecką dominację na wzgórzach. Zadanie to powierzono generałowi Plumerowi, który podszedł do problemu w sposób, jakiego dotąd nie znała historia wojskowości.

Rok w podziemnym labiryncie

Prace tunelowe pod grzbietem Messines rozpoczęły się już w 1916 roku. Australijscy i brytyjscy saperzy drążyli korytarze na głębokości dwudziestu pięciu metrów, pracując w ciszy i ciemnościach, by nie zdradzić się przed niemieckimi kontrminierami. To była wojna nerwów toczona pod ziemią, gdzie każdy hałas mógł oznaczać śmierć.

Dwadzieścia pięć tuneli osiągnęło swój cel pod niemieckimi pozycjami. Na końcu każdego z nich saperzy wykopali ogromne komory, które następnie wypełniono setkami ton materiałów wybuchowych. Dwa tunele musiano porzucić – jeden z powodu udanej niemieckiej kontrminy przy Petit Douve Farm, drugi po zawaleniu się stropu przy Peckham. Cztery kolejne ładunki przy Ploegsteert uznano ostatecznie za zbędne.

Czytaj również:  Bitwa warszawska. Węgierska pomoc, która ocaliła Warszawę

Plan generała Plumera zakładał perfekcyjną koordynację wszystkich elementów ataku. Artyleria przez tydzień bombardowała niemieckie pozycje, a lotnicze rozpoznanie systematycznie wskazywało lokalizacje wrogich baterii. Piechota przeszła gruntowny trening współdziałania z artylerią. Wszystko musiało zadziałać jak w zegarku, bo druga szansa mogła się nie nadarzyć.

Przełomowa chwila

O godzinie 3:10 w nocy 7 czerwca 1917 roku dziewiętnaście min eksplodowało niemal jednocześnie. Ziemia zadrżała tak mocno, że wstrząs zarejestrowały sejsmografy w odległej Szwajcarii. 

Brytyjscy i australijscy żołnierze na pierwszej linii otrzymali wcześniej instrukcje, by w momencie wybuchu wyczołgać się z okopów na przedpiersie. Obawiano się bowiem, że fala uderzeniowa może zawalić ich własne stanowiska.

To, co stało się po niemieckiej stronie, przekraczało wszelkie wyobrażenia o wojnie. Betonowe schrony zostały wyrwane z ziemi i odrzucone jak puste pudełka. Zasieki z drutu kolczastego rozproszyły się w powietrzu. Tysiące żołnierzy po prostu zniknęły. Szacunki mówią o sześciu do dziesięciu tysiącach zabitych w ciągu kilku sekund. Ci, którzy przeżyli, byli głusi, zdezorientowani i niezdolni do walki.

Około siedmiu tysięcy Niemców poddało się lub zostało wziętych do niewoli niemal bez oporu. Aliancka piechota posuwała się naprzód przez krajobraz, który wyglądał jak powierzchnia innej planety. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą stały fortyfikacje, ziały teraz gigantyczne kratery wypełniające się wodą. Grzbiet Messines przestał istnieć jako pozycja obronna.

Blizny, które pozostały

Jeden z największych kraterów – Caterpillar – powstał na zachodnim krańcu Battle Wood, w miejscu gdzie Niemcy zbudowali umocnienia na nasypie kolejowym. Australijscy saperzy z Pierwszej Kompanii Tunelowej zdążyli się wycofać swoimi podziemnymi korytarzami przed detonacją. Niemieccy żołnierze na powierzchni, wyczerpani tygodniowym bombardowaniem, prawdopodobnie nie zdążyli zrozumieć, co się dzieje.

Dziś krater Caterpillar to spokojne jeziorko otoczone drzewami, w którym pływają żaby i przy którym można czasem zobaczyć jelenie. Ta sielska sceneria skrywa jednak makabryczny sekret – szczątki tysięcy niemieckich żołnierzy nigdy nie zostały wydobyte. Spoczywają tam, gdzie zastała ich eksplozja, dwadzieścia pięć metrów pod lustrem wody.

Czytaj również:  Gdy przyszli Sowieci. Dramat Lwowa we wrześniu 1939

O autorze: przez wieki

(Visited 270 times, 1 visits today)