
Jeden z najbardziej oryginalnych polskich muzyków XX wieku nie urodził się w wielkim mieście ani w środowisku artystycznym. Czesław Wydrzycki przyszedł na świat w 1939 roku w Starych Wasiliszkach koło Nowogródka, w drewnianym domu dzielonym z rodziną stryja. Zanim przyjął pseudonim Niemen i podbił polskie listy przebojów, spędził dziewiętnaście lat w świecie, który wkrótce miał zniknąć bezpowrotnie.
Złota rączka i organy kościelne
Antoni Wydrzycki, ojciec przyszłego artysty, był człowiekiem renesansu w wydaniu kresowym. Naprawiał zegarki, maszyny do szycia, stroił fortepiany i grał w miejscowej orkiestrze.
Rodzina nie należała do zamożnych, ziemi mieli niewiele, ale ojciec potrafił zapewnić byt dzięki swoim uniwersalnym umiejętnościom. Co istotniejsze dla przyszłości syna, Antoni sam był człowiekiem muzykalnym i rozumiał wagę edukacji artystycznej.
Regularnie woził młodego Czesława do Grodna, gdzie chłopiec mógł słuchać muzyki cerkiewnej. Te wyprawy nie były jedynie rozrywką. W czasach gdy dostęp do profesjonalnej edukacji muzycznej stanowił luksus, ojciec intuicyjnie budował fundament pod przyszłą karierę syna.
Sam Niemen po latach przyznawał, że to właśnie tamte dźwięki ukształtowały jego muzyczną wrażliwość w sposób trwalszy niż późniejsze studia.
Wielokulturowy tygiel Polesia
Stare Wasiliszki lat czterdziestych i pięćdziesiątych stanowiły mozaikę narodowości i wyznań. Obok Polaków mieszkali tam Litwini, Żydzi, Białorusini oraz potomkowie polskich Tatarów osiadłych w tych stronach od pokoleń. Młody Czesław zaprzyjaźnił się z tatarskimi rówieśnikami, którzy mimo odmiennego pochodzenia doskonale władali polszczyzną.
To środowisko, gdzie przenikały się różne tradycje muzyczne i religijne, okazało się nieocenionym darem dla przyszłego kompozytora. Podczas gdy większość polskich muzyków rockowych lat sześćdziesiątych czerpała inspiracje wyłącznie z zachodnich wzorców, Niemen dysponował znacznie szerszą paletą wpływów.
Słynny utwór oparty na wierszu Norwida, który krytycy okrzyknęli awangardą rockową, sam artysta określał jako powrót do ceremonii pogrzebowych z kresowych regionów.
Ucieczka przed mundurem
W 1958 roku Wydrzyccy opuścili rodzinne strony w ramach ostatniej fali masowych przesiedleń Polaków z terenów włączonych do Związku Radzieckiego. Oficjalnie była to repatriacja, w praktyce jednak rodzina uciekała przed konkretnym zagrożeniem. Dziewiętnastoletni Czesław zbliżał się do wieku poborowego, a perspektywa służby w Armii Radzieckiej oznaczałaby prawdopodobnie koniec marzeń o karierze muzycznej.
Pierwszy rok w nowej ojczyźnie rodzina spędziła w obozie dla ekspatriantów w Drawsku Pomorskim. Potem nastąpiła tułaczka przez Świebodzin, Białogard i Kołobrzeg, zanim Czesław osiadł wreszcie w Gdańsku.
Tam podjął naukę gry na fagocie, ale prawdziwe życie artystyczne toczyło się w studenckich klubach i kabaretach. Młody muzyk śpiewał piosenki latynoamerykańskie, akompaniując sobie na gitarze, a pieniądze na życie zarabiał w porcie lub strojąc fortepiany, kontynuując tym samym rodzinną tradycję.
Gdy dwadzieścia lat później Niemen odwiedził rodzinną wieś, nie poznał okolicy. Rzeka i trzęsawiska zniknęły, bagna Polesia zostały osuszone. Krajobraz jego dzieciństwa przestał istnieć, ale melodie i nastroje tamtych lat pozostały w jego muzyce na zawsze, stanowiąc fundament, którego żadna późniejsza edukacja nie mogłaby zastąpić.
