Albert Göring. Brat zbrodniarza, który ratował ofiary nazizmu
Albert Göring był człowiekiem, którego życie zdeterminowało jedno nazwisko. To samo nazwisko, które otwierało mu drzwi do najwyższych gabinetów III Rzeszy, ostatecznie skazało go na zapomnienie i ostracyzm. Młodszy brat Hermanna Göringa, drugiego po Hitlerze człowieka w nazistowskich Niemczech, przez lata prowadził podwójne życie, wykorzystując rodzinne koneksje do ratowania tych, których reżim skazał na zagładę.
Dzieciństwo w cieniu zamkowych murów
Albert Günther Göring przyszedł na świat 9 marca 1895 roku w berlińskiej dzielnicy Friedenau jako piąte i najmłodsze dziecko Heinricha Göringa oraz jego drugiej żony Franziski. Rodzina mogła poszczycić się imponującym drzewem genealogicznym, które łączyło ich z niemiecką arystokracją, w tym z rodem Zeppelinów i słynnym pionierem lotnictwa Ferdinandem von Zeppelinem.
Ojciec rodziny, były komisarz Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej, zaprzyjaźnił się podczas swojej służby kolonialnej z zamożnym lekarzem żydowskiego pochodzenia, Hermannem Epensteinem.
Przyjaźń ta okazała się na tyle bliska, że Epenstein został ojcem chrzestnym dzieci Göringów i zaprosił całą rodzinę do zamieszkania w swoich posiadłościach. Przez piętnaście lat młodzi Göringowie dorastali w średniowiecznych zamkach Veldenstein i Mauterndorf, otoczeni teutońskimi legendami i opowieściami o germańskiej przeszłości.
Wśród historyków krąży jednak teoria, która mogłaby wyjaśniać późniejsze wybory życiowe Alberta. Według niektórych badaczy Franziska Göring była kochanką Epensteina, a jej najmłodszy syn mógł być w rzeczywistości dzieckiem żydowskiego lekarza, nie starzejącego się męża. Uderzające podobieństwo Alberta do ojca chrzestnego podsycało te spekulacje przez lata.
Niezależnie od tego, czy plotki były prawdziwe, młody Albert wyrósł w domu, gdzie żydowskie pochodzenie nie było stygmatem, lecz częścią codzienności.
Dwie drogi jednego nazwiska
Pierwsza wojna światowa rzuciła Alberta w okopy frontu zachodniego, gdzie służył jako inżynier łączności w armii cesarskiej. Te doświadczenia ukształtowały go zupełnie inaczej niż jego starszego brata Hermanna, który jako pilot myśliwski zdobywał chwałę w powietrznych pojedynkach. Podczas gdy Hermann budował legendę bohatera wojennego, Albert poznawał prawdziwą twarz konfliktu zbrojnego w błocie i krwi okopów.
Po wojnie drogi braci rozeszły się jeszcze bardziej. Hermann związał się z rodzącym się ruchem nazistowskim, wspinając się po szczeblach partyjnej hierarchii aż na sam szczyt III Rzeszy.
Albert natomiast wybrał karierę inżyniera i biznesmena, z rosnącą odrazą obserwując ideologię, której jego brat stał się jednym z architektów. Kontrast między braćmi nie mógł być większy: jeden tworzył Gestapo i dowodził Luftwaffe, drugi postanowił wykorzystać jego pozycję do sabotowania nazistowskiego terroru.
Punktem zwrotnym dla Alberta stał się Anschluss Austrii w 1938 roku. Pracując jako dyrektor techniczny wiedeńskiej wytwórni filmowej Tobis-Sascha, był świadkiem pierwszych prześladowań. Gdy Gestapo aresztowało Oskara Pilzera, żydowskiego dyrektora wytwórni, Albert nie zawahał się. Wykorzystując nazwisko brata, pomógł Pilzerowi i jego rodzinie uciec z kraju. Ten moment zapoczątkował jego podwójne życie jako cichego bojownika przeciwko reżimowi.
Gra nazwiskiem Göringa
W okupowanych Czechach Albert objął stanowisko dyrektora eksportu w zakładach Škoda, co dało mu nowe możliwości działania. W sercu nazistowskiego aparatu przemysłowego rozwinął sieć pomocy, która działała na granicy szaleństwa i geniuszu. Jego głównym narzędziem stał się fałszywy podpis brata na dokumentach tranzytowych. Dzięki tym sfałszowanym przepustkom dziesiątki dysydentów i prześladowanych mogły opuścić Protektorat Czechy i Morawy.
Metody Alberta były równie zuchwałe, co skuteczne. Wysyłał ciężarówki do nazistowskich obozów koncentracyjnych z oficjalnymi żądaniami robotników przymusowych dla zakładów Škoda. Pojazdy zatrzymywały się jednak w odizolowanych miejscach, gdzie pasażerom pozwalano zniknąć.
Ilu ludzi uratował w ten sposób? Dokładna liczba pozostaje nieznana, ale świadectwa ocalonych potwierdzają, że nie była mała.
Jedna z anegdot z tamtego okresu szczególnie dobrze ilustruje brawurę Alberta. Gdy natknął się na grupę żydowskich kobiet zmuszanych przez SS do szorowania ulicy na kolanach, bez wahania dołączył do nich i uklęknął na bruku. Dowodzący oficer SS, sprawdziwszy dokumenty zuchwałego mężczyzny, zbladł na widok nazwiska Göring. Natychmiast nakazał rozejść się całej grupie, zdając sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji publicznego upokorzenia brata jednego z najpotężniejszych ludzi w Rzeszy.
Cena odwagi
Każde kolejne przekroczenie granicy przybliżało Alberta do katastrofy. Wielokrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany, konsekwentnie powoływał się na brata. Hermann, mimo wszystko, nigdy publicznie się go nie wyrzekł.
Ta dziwna lojalność między braćmi o diametralnie różnych poglądach pozostaje jedną z zagadek tamtych czasów. Być może Hermann wiedział o działaniach Alberta i milcząco je tolerował, być może po prostu chronił honor rodziny. Prawdy już się nie dowiemy.
Koniec wojny nie przyniósł Albertowi wyzwolenia. Wręcz przeciwnie, rozpoczął się dla niego nowy koszmar. Sądy alianckie najpierw aresztowały go jako potencjalnego zbrodniarza wojennego, lecz zeznania ocalonych, którym pomógł, doprowadziły do jego uwolnienia. Wolność okazała się jednak gorzka. W powojennych Niemczech nazwisko Göring było przekleństwem. Nikt nie chciał zatrudnić brata zbrodniarza, niezależnie od jego wojennych zasług.
Ostatnie dwie dekady życia Alberta upłynęły w biedzie i zapomnieniu. Wielokrotnie bezrobotny, uzależniony finansowo od dawnych znajomych, żył w cieniu nazwiska, które niegdyś wykorzystywał do ratowania innych. Zmarł 20 grudnia 1966 roku w Monachium, niemal całkowicie zapomniany.
Dopiero dziesięciolecia po jego śmierci historycy zaczęli doceniać jego humanitarną działalność. Albert Göring pozostaje jednym z najbardziej paradoksalnych bohaterów XX wieku. Człowiek, który nosił nazwisko symbolizujące nazistowskie zło, poświęcił życie, by temu złu się przeciwstawiać.