Ben Johnson. Największy skandal w historii olimpijskiego sprintu
Ben Johnson, jamajski imigrant z przedmieść Toronto, przez kilka lat był uznawany za najszybszego człowieka na Ziemi. Jego kariera to jednak historia spektakularnego wzlotu i równie spektakularnego upadku, który na zawsze zmienił postrzeganie dopingu w sporcie.
Z jamajskiej prowincji na kanadyjskie bieżnie
Falmouth na północnym wybrzeżu Jamajki to niewielka miejscowość, której nazwę świat poznał głównie dzięki jednemu z jej mieszkańców. Ben Johnson przyszedł tam na świat 30 grudnia 1961 roku, ale prawdziwe życie sportowe rozpoczęło się dla niego dopiero po emigracji. Gdy miał piętnaście lat, rodzina przeprowadziła się do Scarborough w prowincji Ontario.
W kanadyjskim mieście młody Johnson spotkał człowieka, który odmienił jego los. Charlie Francis, trener działający przy York University, dostrzegł w nastolatku niezwykły potencjał. Pod jego okiem Jamajczyk z kanadyjskim paszportem zaczął piąć się po szczeblach sprinterskiej hierarchii. Pierwsze poważne sukcesy przyszły zaskakująco szybko.
Już w 1982 roku podczas igrzysk Wspólnoty Narodów w Brisbane dwudziestoletni Johnson stanął na podium dwukrotnie. Srebrne medale w biegu na 100 metrów i sztafecie 4×100 metrów zapowiadały nadejście nowej gwiazdy. Rok później na mistrzostwach świata zabrakło mu jednak jeszcze doświadczenia i odpadł w półfinale setki z czasem 10,44 sekundy.
Narodziny rywalizacji, która zelektryzowała świat
Igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 1984 roku przyniosły Johnsonowi dwa brązowe medale. Jeden zdobył indywidualnie na 100 metrów, drugi w sztafecie z kolegami z reprezentacji Kanady. To było solidne osiągnięcie, ale Johnson chciał więcej. Przed nim stał bowiem człowiek, którego pokonanie stało się jego obsesją.
Carl Lewis, amerykański fenomen lekkoatletyki, wydawał się nieosiągalny. Johnson przegrywał z nim pojedynek za pojedynkiem, aż wreszcie w 1985 roku przełamał fatalną serię. Po siedmiu porażkach Kanadyjczyk wreszcie pierwszy minął linię mety. Ten triumf zmienił układ sił w światowym sprincie i zapoczątkował rywalizację, która przez następne lata elektryzowała kibiców na całym świecie.
Każdy wyścig Johnsona z Lewisem stawał się wydarzeniem wykraczającym daleko poza sport. Chodziło o prestiż narodowy, o pieniądze sponsorów, o miejsce w historii. Kanadyjczyk systematycznie poprawiał swoje rekordy kraju, schodząc w sierpniu 1986 roku w Zurychu do czasu 10,11 sekundy, a podczas pucharu świata osiągając magiczną barierę dziesięciu sekund równo.
Rok, w którym Johnson stał się królem
Styczeń 1986 roku przyniósł halowy rekord świata na 60 metrów z czasem 6,50 sekundy, ustanowiony w japońskiej Osace. Latem podczas igrzysk Wspólnoty Narodów w Edynburgu Johnson zdominował rywali, zdobywając złoto na 100 metrów przed słynnym później Linfordem Christiem oraz w sztafecie. Dorzucił jeszcze brąz na 200 metrów, pokazując wszechstronność.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak 7 lipca w Moskwie. Johnson jako pierwszy Kanadyjczyk w historii zbiegł 100 metrów poniżej bariery dziesięciu sekund, uzyskując czas 9,95. Ten wynik potwierdzał, że nie jest już tylko pretendentem do tronu, ale pełnoprawnym kandydatem do miana najszybszego człowieka świata.
Mistrzostwa świata w Rzymie w 1987 roku rozwiały wszelkie wątpliwości. Johnson nie tylko zwyciężył w finale biegu na 100 metrów, ale zrobił to w sposób spektakularny. Jego rekord świata wynoszący 9,83 sekundy zszokował świat lekkoatletyki. Różnica między nim a rywalami na mecie była tak wyraźna, że wydawał się reprezentować zupełnie inną kategorię sprintera.
Cena sławy i upadek bożyszcza
Po rzymskim triumfie Johnson stał się jednym z najlepiej zarabiających sportowców na świecie. Jego miesięczne przychody z kontraktów reklamowych i występów sięgały 480 tysięcy dolarów. Dziennikarze wybrali go sportowcem roku 1987, a prestiżowe czasopismo Track and Field News przyznało mu tytuł lekkoatlety roku. Jamajski chłopak z kanadyjskich przedmieść osiągnął szczyt możliwych zaszczytów.
Ta błyskotliwa kariera miała jednak mroczną stronę. W 1988 roku, po wykryciu niedozwolonego dopingu, Johnson został zdyskwalifikowany. Organizatorzy pozbawili go wszystkich medali zdobytych od 1987 roku, w tym tego najcenniejszego złota z rzymskich mistrzostw świata. Rekord świata został anulowany, a nazwisko Johnsona stało się synonimem oszustwa sportowego.
Sprinter próbował wrócić na bieżnię, ale historia powtórzyła się w 1993 roku. Kolejne wykrycie dopingu oznaczało tym razem dożywotnią dyskwalifikację. Johnson, który przez chwilę był najszybszym człowiekiem planety, zakończył karierę jako przestroga dla innych. Jego przypadek przyczynił się do zaostrzenia kontroli antydopingowych i na zawsze zmienił świat profesjonalnego sportu.