Józef Kuraś „Ogień”. Legendarny dowódca, który dzieli Polaków

Józef Kuraś „Ogień” przeszedł drogę od funkcjonariusza komunistycznego aparatu bezpieczeństwa do najgroźniejszego wroga nowej władzy na Podhalu. W ciągu dwóch lat jego oddział przeprowadził setki akcji zbrojnych, stając się legendą i postrachem jednocześnie. Historia tego dowódcy do dziś dzieli Polaków.

Podhale i mundur

Waksmund wykształcił Kurasia na twardego górala. Trzej bracia walczyli pod Lwowem i bili bolszewików w 1920 roku. Taki dom kształtował charaktery. Młody Józef poszedł do gimnazjum w Nowym Targu, ale szkoła go nie pochłonęła. Przerwał naukę po trzech latach.

Wojsko dało mu więcej. W Strzelcach Podhalańskich, potem w KOP-ie zrobił karierę podoficerską. Stopień kaprala przed wojną znaczył coś. Góralscy chłopcy w mundurach Korpusu Ochrony Pogranicza mieli hart i dyscyplinę. Kuraś łączył jedno z drugim.

Wrzesień 1939 roku zastał go w szeregach 1. Pułku Strzelców Podhalańskich. Kapitulacja pułku nie zabiła w nim żołnierza. Wrócił do Waksmundu, ale rolnictwo było tylko pozorem normalności. Pod okupacją normalność nie istniała.

Tragedia, która pali

Gestapo dokonało mordu 29 czerwca 1943 roku. Ojciec Józefa, żona Elżbieta i dwuipółletni syn Zbigniew zginęli w płomieniach spalonego domu. Ten dzień zmienił wszystko. „Orzeł” stał się „Ogniem”. Nowy pseudonim nie był przypadkowy.

Utrata rodziny radykalizuje każdego człowieka. Kuraś miał odtąd powód osobisty, nie tylko narodowy. Walczył za Polskę, ale także za zemstę. Granica między tymi motywacjami zacierała się z każdym dniem wojny. Płomienie z Waksmundu płonęły w jego pamięci do końca życia.

Oddział partyzancki „Wilk”, współorganizowany w lipcu 1943 roku, wyrósł z tej tragedii. Dowódca spalony żałobą prowadził ludzi z desperacją i determinacją. Konfederacja Tatrzańska, potem AK. Kuraś nie był człowiekiem jednej organizacji.

Między frontami

Konflikt z dowództwem AK w 1944 roku odsłonił jego charakter. Kuraś nie znosił podporządkowania, jeśli nie rozumiał racji. Przeszedł do Batalionów Chłopskich z częścią swoich ludzi. Osiemdziesięciu partyzantów to była siła. Wykonywali wyroki podziemnych sądów specjalnych. Krew lała się po obu stronach.

Czytaj również:  Fiat 508. Samochód, który zmienił oblicze II RP

Potem przyszło coś dziwniejszego. Kontakt z Armią Ludową, zgrupowanie sowieckich partyzantów, uznanie KRN. Dla wielu to była zdrada. Dla Kurasia – pragmatyzm? Czy może próba przetrwania w chaosie?

Wyzwolenie Nowego Targu w 1945 roku otworzyło nowy rozdział. Sowieci podporządkowali sobie jego oddział. Potem dostał zadanie organizacji Milicji Obywatelskiej. Górski partyzant w czerwonej milicji? Historia pisała absurdalne scenariusze.

Czerwony mundur, który nie pasował

Nominacja na szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego była szczytem kariery. I początkiem końca. PPR widziało w Kurasiu lokalnego przywódcę, który obroni nową władzę. Pomyliło się.

Donosy funkcjonariuszy i wezwanie do krakowskiego WUBP przyszły szybko. Kuraś dostał ostrzeżenie i zawrócił. Nie był naiwny. Wiedział, co czeka tych, którzy wchodzą do budynków bezpieki na rozmowy wyjaśniające. Las był bezpieczniejszy.

Zgrupowanie „Błyskawica” działało w latach 1945–1947. Teraz cel był jasny: walka z komunistycznymi strukturami. Kuraś wrócił do korzeni. Góry, oddział, partyzantka. Ale świat się zmienił. Nowy wróg miał więcej czołgów niż Wehrmacht.

Akcja, która mogła zmienić wszystko

Rozbicie więzienia św. Michała w Krakowie w 1946 roku było mistrzowskie. Kilkudziesięciu żołnierzy AK, WiN i NSZ wyszło na wolność. To była historia jak z filmu. Partyzanci zdobyli więzienie w centrum miasta kontrolowanego przez bezpiekę.

Ślub z Czesławą Polaczyk w tym samym roku miał wymiar symboliczny. Weselne obchody w Ostrowsku stały się manifestacją polityczną. Kuraś żył publicznie, nie w ukryciu. To była prowokacja. I błąd.

W liście do premiera Bieruta wyłożył karty na stół. Chciał Polski niepodległej, demokratycznej, bez ingerencji ZSRR. To były żądania niemożliwe do spełnienia. Stalin nie negocjował z góralskimi partyzantami. Historia potoczyła się swoim torem.

Ofensywa bezpieki w 1947 roku dopadła go w Ostrowsku. Walka 21 lutego, próba samobójstwa, rany. Umarł dzień później w szpitalu w Nowym Targu. Miał 31 lat. Ciało zniknęło. Miejsce pochówku pozostaje tajemnicą. Komuniści bali się nawet jego grobu.

Czytaj również:  Ludwik Kalkstein. Zdrada, która wstrząsnęła polskim podziemiem

Bibliografia:

-Józef Kuraś „Ogień”. Bohater czy bandyta? [https://historia.dorzeczy.pl/prl/495651/jozef-kuras-ogien-bohater-czy-bandyta.html].

-Józef Kuraś „Ogień”. Prawdziwa historia władcy Podhala [https://chwalazapomniana.pl/jozef-kuras-ogien-prawdziwa-historia-wladcy-podhala/].

 

 

O autorze: przez wieki

(Visited 462 times, 1 visits today)