Owen Baggett. Człowiek, który zestrzelił myśliwiec z pistoletu
W marcu 1943 roku nad Birmą rozegrał się jeden z najbardziej osobliwych pojedynków w historii lotnictwa. Amerykański pilot, ranny i bezbronnie wiszący na spadochronie, miał stawić czoła japońskiemu myśliwcowi uzbrojonemu jedynie w pistolet kalibru .45. Historia Owena Baggetta przez dekady funkcjonowała jako jedyny udokumentowany przypadek zestrzelenia samolotu z broni krótkiej, choć prawda okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.
Droga z Wall Street na birmańskie niebo
Owen J. Baggett przyszedł na świat w 1920 roku w Graham w Teksasie. Ukończył Hardin-Simmons University w 1941 roku, gdzie zasłynął jako tamburmajor uczelnianej orkiestry. Po studiach trafił do nowojorskiego świata finansów, pracując jako wykonawca kontraktów obronnych na Wall Street. Wydawało się, że czeka go spokojna kariera biurowa z dala od frontów rozpętanej właśnie wojny światowej.
Wszystko zmieniło się wraz z wstąpieniem do Army Air Forces. W lipcu 1942 roku Baggett ukończył szkolenie pilotażowe w New Columbus Army Flying School. Kilka miesięcy później znalazł się na drugim końcu świata, w Indiach Brytyjskich, jako członek elitarnej 7. Grupy Bombowej. Młody Teksańczyk nie mógł wiedzieć, że wkrótce zapisze się w annałach historii w sposób, jakiego nikt nie przewidział.
Służba w rejonie Azji Południowo-Wschodniej nie należała do łatwych. Alianci prowadzili tam kampanię przeciwko japońskim siłom okupującym Birmę, a każda misja bombowa nad tym terytorium wiązała się z ogromnym ryzykiem. Japońskie lotnictwo wciąż stanowiło poważne zagrożenie, a bazy myśliwców rozsiane po całym regionie czyhały na ciężkie, powolne bombowce.
Katastrofa nad Pyinmaną
Ostatniego dnia marca 1943 roku 9. Dywizjon Bombowy otrzymał rozkaz zniszczenia mostu kolejowego w Pyinmanie, położonej w połowie drogi między Rangunnem a Mandalay. Było to strategicznie istotne miejsce, ale także niezwykle niebezpieczne, gdyż znajdowało się w pobliżu dwóch aktywnych japońskich baz myśliwskich. Formację dwunastu bombowców B-24 Liberator prowadził osobiście dowódca grupy, pułkownik Conrad F. Necrason.
Bombowiec B-24 był dumą amerykańskiego przemysłu lotniczego. Zaprojektowany w 1938 roku przez Consolidated Aircraft, mógł osiągać prędkość 290 mil na godzinę i przenosić ładunek bomb o wadze ponad dwóch ton na dystansie 1700 mil. Przewyższał pod tym względem słynną Latającą Fortecę B-17, oferując większy zasięg, prędkość i udźwig. Mimo tych zalet pozostawał jednak ciężkim celem dla zwinnych japońskich myśliwców.
Na prawym skrzydle maszyny dowódcy leciał B-24 pilotowany przez porucznika Lloyda Jensena. Jego drugim pilotem był właśnie podporucznik Owen Baggett. Zanim formacja dotarła do celu, trzynaście japońskich myśliwców Ki-43 z 64. Sentai przechwyciło amerykańskie bombowce. Samolot Baggetta został trafiony w zbiorniki paliwa i stanął w płomieniach. Załoga otrzymała rozkaz opuszczenia maszyny. Ledwie zdążyli wyskoczyć, gdy B-24 eksplodował w powietrzu.
Masakra na spadochronach
To, co wydarzyło się później, należało do najokrutniejszych praktyk wojennych. Japońscy piloci rozpoczęli ostrzeliwanie amerykańskich lotników opadających na spadochronach. Dwóch członków załogi zginęło w powietrzu, bezbronnych i niezdolnych do jakiejkolwiek obrony. Sam Baggett został ranny w lewą rękę, ale zachował przytomność umysłu. Postanowił udawać martwego, licząc że wrogowie stracą nim zainteresowanie.
Jeden z japońskich pilotów postanowił jednak upewnić się co do losu Amerykanina. Wykonał zaskakujący manewr, zwalniając maszynę i zbliżając się do bezwładnie wiszącego ciała. Otworzył nawet osłonę kabiny, by lepiej przyjrzeć się swojej ofierze. Był to moment, na który Baggett czekał. W ułamku sekundy wyciągnął służbowy pistolet Colt M1911 kalibru .45 i oddał cztery strzały w kierunku japońskiego pilota.
Według relacji Baggetta trafił Japończyka w głowę. Myśliwiec wszedł w korkociąg i runął ku ziemi. Ranny Amerykanin wylądował na terytorium kontrolowanym przez wroga i natychmiast został schwytany przez japońskich żołnierzy. Trafił do obozu jenieckiego, gdzie spędził pozostałe dwa lata wojny aż do wyzwolenia przez agentów OSS w Singapurze w 1945 roku.
Legenda kontra dokumenty
Historia Baggetta szybko obrosła legendą. Przez dekady funkcjonował jako jedyny człowiek w historii, który zestrzelił samolot przy użyciu pistoletu. Media powtarzały tę opowieść, a sam Baggett stał się nieformalnym bohaterem amerykańskiego lotnictwa. Istnieje jednak poważny problem z tą narracją, a mianowicie japońskie dokumenty wojenne.
Zgodnie z archiwami japońskimi podczas tej akcji nie utracono żadnego samolotu. Oznacza to jedną z dwóch możliwości. Albo japoński pilot, nawet jeśli został trafiony, zdołał odzyskać kontrolę nad maszyną i wrócić do bazy, albo też cała historia nigdy się nie wydarzyła w sposób opisywany przez Baggetta. Ranny, opadający na spadochronie człowiek mógł nie być w stanie dokładnie ocenić skutków swoich strzałów.
Paradoksalnie istnieje świadectwo pośrednio potwierdzające część tej historii. Japoński komendant obozu jenieckiego miał podobno przyjąć Baggetta z pewnym szacunkiem, a nawet uhonorować go za celność strzałów. Jeśli ta anegdota jest prawdziwa, wskazywałaby na to, że Japończycy wiedzieli o incydencie i docenili go zgodnie z kodeksem Bushido, który cenił honor i męstwo w walce, nawet u wroga.
Niezależnie od tego, czy Baggett rzeczywiście zestrzelił japoński myśliwiec, czy jedynie ranił pilota, jego historia pozostaje niezwykłym świadectwem ludzkiej determinacji. Ranny, bezbronny, wiszący na spadochronie nad wrogim terytorium, nie poddał się. W momencie, gdy większość ludzi czekałaby na nieuchronny koniec, on sięgnął po ostatnią szansę. I właśnie ta postawa, bardziej niż kwestia tego, co stało się z japońskim samolotem, czyni z Owena Baggetta postać wartą zapamiętania.