Sanitariuszka AK. Niemcy rozstrzelali ją razem z pacjentami
Córka ministra i generała, studentka medycyny, sanitariuszka Armii Krajowej. Ewa Matuszewska zginęła 26 września 1944 w piwnicy budynku na Mokotowie, rozstrzelana przez Niemców wraz z rannymi, których odmówiła opuścić. Miała dwadzieścia pięć lat.
Rodzina intelektualistów i wojskowych
Ignacy Matuszewski, ojciec Ewy, był pułkownikiem, pierwszym szefem wywiadu wojskowego, ministrem skarbu i dyplomatą na Węgrzech. Matka Stanisława pochodziła z Kuszelewskich, pisała książki i tłumaczyła literaturę. Ewa miała też ojczyma – generała Ludomiła Rayskiego, który dowodził polskim lotnictwem wojskowym.
Takie środowisko dawało dostęp do edukacji niedostępnej większości. W 1937 skończyła warszawskie Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego, rok później zaczęła studiować medycynę na uniwersytecie. We wrześniu 1939 pracowała z matką na punkcie opatrunkowym w Szpitalu Dzieciątka Jezus.
Okupacja nie przerwała studiów, tylko zepchnęła ją do podziemia. Ewa chodziła na tajne komplety medyczne i ukończyła szkołę pielęgniarską oraz kurs ratowania ciężko rannych. Te umiejętności miały się okazać kluczowe w warunkach ulicznych walk.
Szare Szeregi i akcje dywersyjne Kedywu
Matuszewska wstąpiła do służby sanitarnej Szarych Szeregów, potem trafiła do oddziału dywersji „Agat” z Kedywu Komendy Głównej jako łączniczka. W październiku 1943 brała udział w akcji przeciwko esesmanowi Alfredowi Milkemu – przewoziła broń do ukrycia.
W 1944 oddział przemianowano na „Pegaz” i włączono do Batalionu „Parasol”. Ewa przechodziła tam szkolenia z chirurgii polowej, uczyła się operować rannych w warunkach ulicznych bojów. Ukończyła tajny kurs kwatermistrzowski, a jej matka zorganizowała zaopatrzenie dla czterech tysięcy ludzi na zachodnim Mokotowie.
Konspiracyjne struktury replikowały regularne wojsko, ale w trudniejszych warunkach. Brak sprzętu wymuszał improwizację, brak czasu eliminował teoretyczne rozważania. Każde szkolenie musiało kończyć się praktyczną umiejętnością, którą można użyć natychmiast.
W punkcie zbornym
1 sierpnia 1944 Ewa czekała na Mokotowie na rozkaz przeniesienia do Batalionu „Parasol”, ale rozkaz nie przyszedł. W nocy z pierwszego na drugi sierpnia dołączyła do kompanii O-2 z Batalionu „Olza”, który należał do Pułku „Baszta” pod dowództwem podporucznika Kazimierza Grzybowskiego. Pracowała tam razem z matką, która prowadziła kuchnię polową.
Matuszewska objęła stanowisko kierowniczki sanitariatu pułku i zastępczyni lekarza kompanii. Działała na pierwszej linii podczas walk o ulicę Puławską i w redutach Mokotowskich. W czasie jednej z akcji dostała się pod ostrzał i została kontuzjowana.
Sanitariusze w powstaniu nie mieli luksusowych warunków pracy. Piwniczne punkty opatrunkowe, brak morfiny, skończony zapas bandaży, operacje przy świecach. Każdy ranny zabierał czas i materiały, których mogło zabraknąć następnemu.
Ostatnia decyzja
26 września Niemcy nacierali na pozycje „Baszty”. Matuszewska przebywała w punkcie sanitarnym w piwnicy przy alei Niepodległości 117/119. Kiedy żołnierze niemieccy weszli do budynku, zbrojni powstańcy zaproponowali jej wycofanie się.
Odpowiedziała: „Nie, ja zostaję”. Niemcy rozstrzelali wszystkich – rannych, sanitariuszy, obrońców. Ekshumacja w 1945 pokazała, że Ewa trzymała w dłoni nierozwinięty bandaż. Wraz z nią zginęli kapral Ryszard Stankiewicz i Witold Wetta-Gorzkowski.
Decyzja o pozostaniu z rannymi nie była romantyzmem, ale konsekwencją wyboru zawodu i przysięgi. Opuszczenie pacjentów niszczy fundamenty medycyny – jeśli lekarz ucieka, gdy jest najtrudniej, cała struktura zaufania się rozpada. Matuszewska tego nie zrobiła.