
Nazywano go najlepszym uczniem nie tylko swojego gimnazjum, ale całego Lwowa. Jego świadectwa pełne były ocen celujących, a stopień dobry traktował jako osobistą porażkę. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten delikatny, cierpiący na bóle głowy chłopiec zostanie człowiekiem odpowiedzialnym za polską obronę we wrześniu 1939 roku.
Chłopiec z bólami głowy i niebotycznymi ambicjami
Wacław Stachiewicz przyszedł na świat 19 listopada 1894 roku we Lwowie, w rodzinie lekarza Teofila. Jego matka Aniela pochodziła z rodu Kirchmayerów, była stryjeczną siostrą ojca późniejszego generała Jerzego Kirchmayera. To właśnie ten krewny pozostawił nam bezcenny opis młodego Wacława jako chłopca o nieprawdopodobnych postępach w naukach, który jednak nieustannie zmagał się z dolegliwościami zdrowotnymi.
Rodzice martwili się o syna, uważając że forsowna nauka jest przyczyną jego bólów głowy. Starali się więc wyrywać go od książek, zabierając na rodzinne Pasieki, gdzie młody Stachiewicz bawił się z kuzynami w Indian i bohaterów sienkiewiczowskich powieści.
Te beztroskie chwile dzieciństwa szybko jednak ustąpiły miejsca poważniejszym sprawom. Po ukończeniu C.K. V Gimnazjum we Lwowie Wacław rozpoczął studia geologiczne na Uniwersytecie Lwowskim.
Rok 1912 okazał się przełomowy. Osiemnastoletni student wstąpił jednocześnie do Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego, gdzie jego zdolności analityczne znalazły praktyczne zastosowanie. Specjalizował się w kartografii i topografii wojskowej, umiejętnościach które wkrótce miały okazać się bezcenne na polach bitew Wielkiej Wojny.
Legionista z ranami
Gdy w sierpniu 1914 roku wybuchła I wojna światowa, Stachiewicz nie wahał się ani chwili. Wstąpił do Legionów Polskich i objął dowództwo plutonu w V batalionie słynnego 1 pułku I Brygady. Już w październiku tego roku otrzymał awans na podporucznika, co świadczyło o dostrzeżeniu jego talentów przez przełożonych. Kariera wojskowa nabrała tempa.
Służba frontowa okazała się brutalna. W maju 1915 roku, dowodząc 4 kompanią 5 pułku, został ranny w krwawej bitwie pod Konarami. Po wyleczeniu powrócił na stanowisko i kontynuował walkę.
Jego zdolności organizacyjne zaowocowały funkcjami dowódcy batalionu i adiutanta pułku. W marcu 1917 roku ukończył prestiżowy Kurs Oficerów Sztabu Generalnego w Warszawie.
Latem 1917 roku nadszedł moment próby. Kryzys przysięgowy postawił legionistów przed dramatycznym wyborem między lojalnością wobec idei niepodległościowej a posłuszeństwem wobec okupantów. Stachiewicz odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austrii. Konsekwencje były natychmiastowe. Zdegradowany do stopnia sierżanta w armii austriackiej, został karnie wysłany na front włoski.
Ucieczka przez Europę
Marzec 1918 roku przyniósł rozkaz, który zmienił wszystko. Edward Śmigły-Rydz, Komendant Główny Polskiej Organizacji Wojskowej, polecił Stachiewiczowi dezercję z frontu włoskiego i przedostanie się do Warszawy. Była to misja niezwykle ryzykowna. Złapanie oznaczało rozstrzelanie jako dezertera i zdrajcy.
Stachiewicz podjął wyzwanie. Przebrany, przemierzył setki kilometrów przez terytorium wroga, by dotrzeć do stolicy Królestwa Polskiego. W Warszawie otrzymał nominację na szefa sztabu Komendy Naczelnej nr I POW. Z delikatnego chłopca cierpiącego na bóle głowy wyrósł oficer zdolny do podejmowania samodzielnych, ryzykownych decyzji.
Awans na kapitana przyszedł szybko. Przydzielony do sztabu generała Kazimierza Sosnkowskiego, Stachiewicz znalazł się w centrum wydarzeń odbudowującej się państwowości polskiej. W maju 1920 roku wziął udział w działaniach Armii Rezerwowej podczas wojny z bolszewicką Rosją, która zadecydowała o losach odrodzonej Rzeczypospolitej.
Droga na szczyt wojskowej hierarchii
Lata 1921 do 1923 Stachiewicz spędził we Francji, studiując w prestiżowej École Supérieure de Guerre. To tam doskonalił swoją wiedzę sztabową i poznawał najnowsze doktryny wojskowe, które później starał się adaptować do polskich warunków. Po powrocie do kraju został wykładowcą Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, dzieląc się zdobytą wiedzą z młodszymi oficerami.
Jego kariera nabrała przyspieszenia po przewrocie majowym 1926 roku. Jako pułkownik objął funkcję szefa I Oddziału Sztabu Generalnego, a następnie służył jako oficer sztabu przy Inspektorze Armii generale Tadeuszu Piskorze. Dowodził kolejno pułkiem, piechotą dywizyjną 1 Dywizji Piechoty Legionów w Wilnie oraz 7 Dywizją Piechoty w Częstochowie.
Na początku 1935 roku Józef Piłsudski osobiście mianował Stachiewicza generałem brygady. Był to ostatni awans generalski dokonany przez Marszałka przed śmiercią. Kilka miesięcy później nowy Generalny Inspektor Sił Zbrojnych Edward Rydz-Śmigły powierzył mu najważniejsze stanowisko w polskiej armii. Stachiewicz został szefem Sztabu Głównego Wojska Polskiego.
Wrzesień 1939 i gorzkie lata emigracji
Gdy we wrześniu 1939 roku Naczelny Wódz wyjechał do Brześcia, to właśnie Stachiewicz pozostał w Warszawie, kierując stamtąd armiami na środkowym odcinku frontu. Był świadkiem rozpadu polskiej obrony i bolesnych decyzji, które musiały zapaść w obliczu miażdżącej przewagi wroga wspartego sowieckim ciosem w plecy.
Po upadku kampanii wrześniowej przedostał się do Rumunii, gdzie został internowany. Historia jednak zatoczyła koło. Tak jak dwadzieścia lat wcześniej uciekł z frontu włoskiego, tak teraz zbiegł z rumuńskiego obozu internowania i dotarł do odtwarzającego się we Francji Wojska Polskiego. Wydawało się, że jego doświadczenie i wiedza zostaną ponownie wykorzystane.
Rzeczywistość okazała się gorzka. Na osobisty rozkaz generała Władysława Sikorskiego Stachiewicz został skierowany do Algierii i tam internowany przez władze francuskie. Między dowódcami istniał głęboki konflikt personalny i polityczny. Nawet po śmierci Sikorskiego w 1943 roku i przybyciu do Londynu, były szef Sztabu Głównego nie otrzymał żadnego przydziału wojskowego.
Lata 1945 do 1948 spędził na współpracy z Komisją Historyczną Sztabu Głównego, spisując swoje doświadczenia i broniąc decyzji podjętych w kampanii wrześniowej. W 1948 roku wyjechał do Kanady i osiadł w Montrealu, gdzie pozostał do końca życia. Dopiero w 1964 roku władze emigracyjne awansowały go na generała dywizji w uznaniu zasług. Zmarł na atak serca 12 listopada 1973 roku, tydzień przed swoimi siedemdziesiątymi dziewiątymi urodzinami.
