William Howard Taft. Kim był prezydent, który nie chciał rządzić?
William Howard Taft przeszedł do historii jako jedyny Amerykanin, który piastował zarówno urząd prezydenta, jak i prezesa Sądu Najwyższego. Jednak droga do najwyższych stanowisk w państwie nie była dla niego pasmem sukcesów, lecz raczej ciągłym kompromisem między własnymi ambicjami a oczekiwaniami otoczenia. Ten wybitny prawnik i zdolny administrator okazał się jednak kiepskim politykiem, a jego czteroletnia kadencja w Białym Domu stała się źródłem frustracji zarówno dla niego samego, jak i dla amerykańskiego społeczeństwa.
Prawnik z powołania
Urodzony w Cincinnati w 1857 roku William Taft dorastał w atmosferze prawniczych i politycznych tradycji. Jego ojciec Alphonso pełnił funkcje sekretarza wojny oraz prokuratora generalnego w gabinecie prezydenta Granta, co niewątpliwie ukształtowało młodego Williama. Po ukończeniu prestiżowego Yale powrócił do rodzinnego miasta, gdzie rozpoczął praktykę prawniczą i szybko zyskał reputację zdolnego jurysty.
Kariera sędziowska Tafta rozwijała się błyskawicznie dzięki jego niekwestionowanym kompetencjom oraz, jak sam żartobliwie zauważył, umiejętności trzymania talerza właściwą stroną do góry, gdy spadały stanowiska.
W wieku zaledwie trzydziestu czterech lat został mianowany sędzią federalnego sądu apelacyjnego. Jego prawdziwe aspiracje zawsze kierowały się ku Sądowi Najwyższemu, który uważał za szczyt prawniczej kariery.
Jednak żona Tafta, Helen Herron, miała dla męża zupełnie inne plany. To właśnie jej ambicje oraz naciski rodziny i przyjaciół skierowały niechętnego polityce prawnika na ścieżkę prowadzącą ostatecznie do prezydentury. Taft wielokrotnie odrzucał propozycje nominacji do Sądu Najwyższego, czekając na odpowiedni moment, który wciąż się oddalał ze względu na niechęć dotychczasowego prezesa do przejścia na emeryturę.
Administrator na rubieżach imperium
Przełomem w karierze Tafta okazała się misja na Filipinach, dokąd wysłał go w 1900 roku prezydent McKinley. Początkowo wahał się przed przyjęciem tej propozycji, wciąż licząc na nominację sędziowską, lecz ostatecznie udał się na drugi koniec świata jako szef komisji nadzorującej archipelag. Rok później otrzymał oficjalną nominację na cywilnego gubernatora i pozostał na tym stanowisku przez kolejne cztery lata.
Na Filipinach Taft ujawnił swoje wybitne zdolności administracyjne połączone z autentyczną sympatią wobec miejscowej ludności. Zreformował gruntownie system sądownictwa, dbał o rozwój infrastruktury handlowej poprzez budowę dróg i portów, zakładał szkoły i umożliwił Filipińczykom przynajmniej częściowy udział w rządzeniu. Te osiągnięcia ugruntowały jego pozycję jako sprawnego zarządcy zdolnego do realizacji skomplikowanych zadań.
Doświadczenie filipińskie otworzyło przed Taftem drzwi do gabinetu Theodore’a Roosevelta, który powierzył mu tekę sekretarza wojny w 1904 roku. Na tym stanowisku nadal nadzorował politykę wobec Filipin, ale także pełnił rolę specjalnego wysłannika prezydenta w kluczowych sprawach międzynarodowych. Kontrolował budowę Kanału Panamskiego, pośredniczył w negocjacjach pokojowych między Japonią a Rosją oraz pertraktował zakończenie konfliktu na Kubie.
Niechciany prezydent
Wybory prezydenckie w 1908 roku Taft wygrał dzięki gorącemu poparciu ustępującego Roosevelta oraz własnej podwójnej twarzy politycznej. Jego przeciwnik William Jennings Bryan żalił się, że musi walczyć z dwoma kandydatami jednocześnie – zachodnim progresistą Taftem i wschodnim konserwatystą Taftem. Sam Taft wspominał kampanię jako jeden z najbardziej niekomfortowych okresów swojego życia.
Objąwszy urząd w marcu 1909 roku, nowy prezydent szybko znalazł się w ogniu krzyżowym między progresistami a konserwatystami. Próba złagodzenia wieloletniej polityki protekcjonistycznej zakończyła się rozczarowaniem społeczeństwa, szczególnie farmerów, którzy oczekiwali radykalniejszych zmian ceł. Obrona kontrowersyjnej ustawy Payne’a-Aldricha, utrzymującej wysokie taryfy celne, zraziła do Tafta wielu liberalnych republikanów.
Paradoksalnie administracja Tafta osiągnęła znaczące sukcesy, które przeszły niemal bez echa w atmosferze politycznych sporów. Wszczęto osiemdziesiąt postępowań antymonopolowych, dwukrotnie więcej niż za Roosevelta. Powołano agencję regulującą firmy transportowe, wprowadzono podatek od korporacji i system oszczędności pocztowych. Kongresowi przedłożono poprawki konstytucyjne dotyczące federalnego podatku dochodowego oraz bezpośredniego wyboru senatorów. Jednak te osiągnięcia nie uchroniły Tafta przed polityczną klęską.
Sędzia w todze
Rozłam w Partii Republikańskiej w 1912 roku przypieczętował los prezydentury Tafta. Roosevelt, niezadowolony z polityki swojego następcy, opuścił szeregi partii i stanął na czele nowo utworzonego Ruchu Progresywnego. Podział głosów republikańskich zagwarantował zwycięstwo demokraty Woodrowa Wilsona, a Taft z ulgą opuścił urząd, który nigdy tak naprawdę nie odpowiadał jego naturze.
Po prezydenturze Taft powrócił do świata akademickiego jako profesor prawa na Yale, gdzie czuł się znacznie bardziej na miejscu niż w politycznych bojach Waszyngtonu. Przez osiem lat wykładał i czekał na spełnienie swojego życiowego marzenia. W 1921 roku prezydent Harding mianował go wreszcie prezesem Sądu Najwyższego, stanowisko które Taft uważał za największy zaszczyt swojego życia.
Na fotelu prezesa Sądu Najwyższego Taft odnalazł wreszcie spokój i satysfakcję, których brakowało mu przez całą polityczną karierę. Piastował to stanowisko niemal do śmierci w 1930 roku, pozostawiając po sobie znaczący wkład w amerykańskie orzecznictwo.
Jego słynne stwierdzenie, że nie pamięta, by kiedykolwiek był prezydentem, najlepiej oddaje stosunek tego wybitnego prawnika do najwyższego urzędu w państwie, który dla większości stanowi szczyt ambicji, a dla niego był jedynie przystankiem na drodze do prawdziwego celu.