Zabił kolaboranta. Zginął później w dziwnych okolicznościach

Policjant Willem Ragut nosił przy sobie dwa pistolety i potrafił z nich korzystać nawet leżąc na bruku z kulą w ciele. Ta przezorność kosztowała życie jednego z najodważniejszych holenderskich partyzantów, który właśnie go zastrzelił. Jan Bonekamp, zginął wykonując wyrok na człowieku, którego nienawidził cały podziemny Zaandam.

Od kierownicy do konspiracji

Jan Bonekamp przed wojną wiódł życie typowego holenderskiego robotnika. Pracował jako kierowca w zakładach Hoogovens, należał do związku zawodowego transportowców i działał w strukturach Komunistycznej Partii Holandii. W 1938 roku ożenił się, dwa lata później urodziła mu się córka. Wojna zastała go jako spokojnego ojca rodziny.

Wiosną 1943 roku Niemcy ogłosili rozkaz powrotu holenderskich żołnierzy do niewoli. Reakcja społeczeństwa zaskoczyła okupantów. W fabrykach wybuchły strajki, również w zakładach Hoogovens. Bonekamp rzucił się w wir akcji, roznosząc nielegalne gazety i ulotki wzywające do protestu.

Po stłumieniu strajków Gestapo przystąpiło do aresztowań. Bonekampa zatrzymano i przesłuchano, ale Niemcy popełnili błąd. Uznali, że schwytali nie tego Bonekampa, którego szukali, i wypuścili go. 

Gdy zorientowali się w pomyłce i wrócili po niego, było za późno. Były kierowca ukrył się pod podłogą własnego domu, a potem zniknął w Brabancji. Do IJmuiden już nie wrócił.

Człowiek z dwoma pistoletami

Willem Ragut objął stanowisko komendanta policji w Zaandam jesienią 1943 roku i natychmiast zasłynął gorliwością w tropieniu podziemia. Szczególnie zaciekle ścigał siedmiu więźniów, którym udało się zbiec z aresztu w Wormerveer. Rada Oporu wydała na niego wyrok śmierci.

Wykonanie zlecono Bonekampowi i Hannie Schaft, dwudziestotrzyletniej studentce prawa, która dopiero od niedawna należała do zbrojnego podziemia. To właśnie Bonekamp nauczył ją strzelać. Rzadko się o tym mówi, ale ta rudowłosa dziewczyna, która stała się później symbolem holenderskiego oporu, była wówczas jeszcze niedoświadczona.

Przygotowania trwały tygodniami. Ragut znał się na rzeczy i zawsze nosił dwa pistolety. Trzeba było ustalić jego codzienną trasę, wybrać miejsce, zaplanować drogę ucieczki. Bonekamp, nazywany w konspiracji Kleine Jan, dopilnował każdego szczegółu. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Czytaj również:  Adam Borys. Cichociemny, który wyeliminował katów Warszawy

Strzały na Westzijde

Rankiem 21 czerwca 1944 roku Schaft i Bonekamp ruszyli z kryjówki w Limmen. Na Westzijde, tuż przed budynkiem Izby Handlowej, czekali na swoją ofiarę. Hannie strzeliła pierwsza i natychmiast odjechała rowerem. Ragut runął na chodnik.

Wbrew planom Bonekamp podszedł, żeby oddać strzał kontrolny. To był błąd. Ragut, leżąc w kałuży własnej krwi, zdołał wyciągnąć broń i trafić napastnika w brzuch. Bonekamp wypróżnił magazynek w umierającego policjanta, ale sam był już martwy. Akurat nad miastem przelatywała formacja bombowców, więc przypadkowi świadkowie wzięli strzelaninę za nalot.

Ragut skonał na miejscu. Bonekamp, krwawiąc obficie, zadzwonił do przypadkowego domu. Pewien policjant ukrył jego rewolwer, ale inny, kolaborant, zawiadomił Sicherheitsdienst. Rannego partyzanta przewieziono do szpitala Wilhelmina w Amsterdamie. Truus i Freddie Oversteegen, siostry walczące w tym samym oddziale, widziały jak ciężko strzeżonego Bonekampa wnoszono na noszach.

Zdrada pod narkozą

Niemcy podali umierającemu środek rozwiązujący język. Bonekamp podał adres żony w IJmuiden. Prawdopodobnie wydał też Cora Koelmana, który często współpracował z Hannie Schaft. Najbardziej kontrowersyjna jest jednak kwestia samej Schaft.

Według jednej wersji gestapowiec Emil Rühl nachylił się nad konającym, udając przyjaciela. Zapytał, czy może jeszcze coś dla niego zrobić. Bonekamp miał wtedy wymienić nazwisko Hannie i jej adres. Według innej relacji podstawiona pielęgniarka zaproponowała, że kogoś ostrzeże. Efekt był ten sam.

Tydzień po śmierci Bonekampa Sicherheitspolizei wpadła do mieszkania na Van Dortstraat. Hannie Schaft zdążyła uciec, ale jej kryjówka była spalona. Przetrwała jeszcze dziesięć miesięcy, zanim Niemcy ją schwytali i rozstrzelali. Ironia losu chciała, że wykonała dziesiątki akcji, ale to właśnie ta jedna, przeprowadzona z Bonekampem, rozpoczęła jej drogę ku śmierci.

Jan Bonekamp spoczywa na cmentarzu w IJmuiden. W latach osiemdziesiątych dawni towarzysze broni próbowali przenieść jego prochy na prestiżowy cmentarz w Bloemendaal. Odmówiono im. Regulamin zamknięto przed 1960 rokiem i nikt nie zamierzał robić wyjątków, nawet dla bohatera, który oddał życie za wolną Holandię.

Czytaj również:  Indianin w AK? Prawda o Sat-Okh szokuje historyków

O autorze: przez wieki

(Visited 311 times, 1 visits today)