Bitwa pod Małojarosławcem. Pyrrusowe zwycięstwo cesarza Francuzów

24 października 1812 roku pod Małojarosławcem rozegrała się jedna z najbardziej dramatycznych bitew kampanii rosyjskiej. Choć Napoleon formalnie zwyciężył, to właśnie tego dnia jego marzenia o triumfalnym zakończeniu wojny legły w gruzach. Starcie, w którym miasto przechodziło z rąk do rąk osiem razy w ciągu osiemnastu godzin walki, stało się punktem zwrotnym całej wyprawy na Moskwę.

Desperacki plan cesarza

Napoleon opuszczał Moskwę z armią liczącą jeszcze 108 tysięcy żołnierzy i 570 dział. Nie zamierzał jednak wracać tą samą drogą, którą przyszedł. Przed nim majaczyła wizja bogatych magazynów w Kaludze oraz niespustoszonych jeszcze terenów Ukrainy, które mogłyby wyżywić jego głodujące wojska. To był plan godny geniusza – ominąć spaloną ziemię i znaleźć nową drogę do domu przez krainę mlekiem i miodem płynącą.

Problem polegał na tym, że Michaił Kutuzow doskonale rozumiał intencje swojego przeciwnika. Rosyjski głównodowodzący dysponował przewagą liczebną – 120 tysięcy żołnierzy gotowych zablokować francuską armię. Wyścig do Małojarosławca, niewielkiego miasta położonego 103 kilometry na południowy zachód od Moskwy, miał zdecydować o losach całej kampanii.

Wieczorem 22 października generał Dmitrij Dochturow otrzymał wiadomość, która zmieniła wszystko. Francuzi zmienili kierunek marszu i kierowali się prosto na jego pozycje. Przez następne trzydzieści sześć godzin, w siekącym deszczu i nocnych ciemnościach, 70 tysięcy rosyjskich żołnierzy forsowało marsz, dając z siebie dosłownie wszystko, aby dotrzeć na miejsce przed nieprzyjacielem.

Krwawy świt nad rzeką

Na czele francuskiej kolumny maszerował IV Korpus pod dowództwem Eugeniusza de Beauharnais, pasierba Napoleona. Cesarz mawiał o nim, że jako jedyny w całej rodzinie nigdy nie dał mu powodu do uskarżania się. Teraz lojalny Eugeniusz prowadził 22 tysiące żołnierzy w nieznane, nie wiedząc jeszcze, że czeka go najbardziej krwawa próba w życiu.

Czytaj również:  Kapitulacja Warszawy 1831. Tragiczny epilog powstania listopadowego

Zmęczone forsownym marszem bataliony generała Delzonsa przekroczyły przełom rzeki w ciemnościach. Kozacy zdążyli już zdemolować most, ale Francuzi i tak przebili się przez wąwóz otoczony z obu stron skałami. Gdy dotarli do Małojarosławca, miasto wydawało się uśpione. Ta cisza nie trwała długo.

Dochturow pojawił się niemal równocześnie z przeciwnikiem. Natychmiast rzucił dwa pułki strzelców z rozkazem wyrzucenia Francuzów za rzekę i zniszczenia mostu. Tak rozpoczęło się osiemnaście godzin nieprzerwanej rzezi, jakiej nawet weterani wojen napoleońskich rzadko doświadczali.

Zażarta bitwa

Małojarosławiec nie był fortecą ani strategicznym punktem oporu. To było zwykłe prowincjonalne miasteczko, które tego jednego dnia stało się areną apokalipsy. Osiem razy zmieniało właściciela – osiem desperackich szturmów i kontrszturmów, osiem fal umierających ludzi przetaczających się przez te same ulice.

Generał Delzons, weteran Lodi, Rivoli i Piramid, nie doczekał końca bitwy. Pułkownik Seruzier, którego działa stały bezużytecznie w odwodzie z powodu zbyt stromego terenu, widział, jak jego dowódca pędzi w sam środek zamieszania, próbując zebrać rozproszoną dywizję. Kilku rosyjskich jegrów ukrytych za murem położyło kres jego życiu jedną salwą.

Po południu sytuacja wydawała się patowa. Pod miasto nadciągały kolejne rosyjskie dywizje, ale Kutuzow wstrzymywał się z decydującym uderzeniem, czekając na pełne rozwinięcie sił. To dało szansę Francuzom. Świeżo przybyły I Korpus marszałka Davouta przekroczył rzekę i uderzył na prawym skrzydle. Wymiana ognia trwała aż do dziewiątej wieczorem.

Pyrrusowe zwycięstwo

O zmierzchu Kutuzow nakazał przegrupowanie i wycofanie się na południe. Małojarosławiec pozostał w rękach francuskich. Zwycięstwo? Formalnie tak. W praktyce był to początek końca Wielkiej Armii.

Bilans strat mówił sam za siebie. Francuzi stracili od 5 do 6 tysięcy zabitych i rannych, Rosjanie od 6 do 8 tysięcy. Ale to nie liczby zdecydowały o znaczeniu tej bitwy. Napoleon stanął przed murem. Kutuzow pokazał, że droga na Kaługę będzie prowadzić przez kolejne takie rzezie, przy stale rosnącej przewadze rosyjskiej.

Czytaj również:  Paweł I. Apodyktyczny car, który chciał kontrolować wszystko i wszystkich

Cesarz Francuzów podjął najtrudniejszą decyzję kampanii. Zrezygnował z marszu na niespustoszoną Ukrainę i rozkazał powrót drogą smoleńską – tą samą, którą przyszedł, przez ziemię już wcześniej ogołoconą z żywności. Ta decyzja, podjęta w cieniu pyrrusowego zwycięstwa, przesądziła o losie setek tysięcy ludzi.

Droga do katastrofy

Ironią historii jest to, że bitwa pod Małojarosławcem została upamiętniona na Łuku Triumfalnym w Paryżu, obok innych wielkich zwycięstw napoleońskich. Napis MJAROSLAWIETZ na północnym filarze monumentu przypomina o dniu, który w oficjalnej narracji był triumfem, a w rzeczywistości otworzył wrota piekła dla Wielkiej Armii.

Cofająca się drogą smoleńską armia Napoleona wkraczała w rosyjską zimę bez odpowiednich zapasów, przez tereny pozbawione żywności, ścigana przez kozaków i regularną armię Kutuzowa. Z ponad 600 tysięcy żołnierzy, którzy wkroczyli do Rosji, granicę w drodze powrotnej przekroczyło zaledwie kilkadziesiąt tysięcy.

Małojarosławiec nauczył Napoleona czegoś, czego dotąd nie chciał przyjąć do wiadomości. Nawet wygrana bitwa może być przegraną kampanią, jeśli przeciwnik jest gotów płacić wyższą cenę niż ty. Kutuzow nie musiał zwyciężać – wystarczyło, że nie przegrał.

O autorze: przez wieki

(Visited 168 times, 1 visits today)