
Ksiądz Henryk Hlebowicz należy do tych postaci polskiego Kościoła, których biografia czyta się jak scenariusz dramatycznego filmu. Młody, błyskotliwy intelektualista z dwoma doktoratami, który w obliczu wojny zamienił katedrę uniwersytecką na działalność konspiracyjną i zapłacił za to najwyższą cenę.
Syn zesłańca
Henryk przyszedł na świat w Grodnie 1 lipca 1904 roku, ale jego dzieciństwo upłynęło daleko od rodzinnych stron. Ojciec Franciszek, urzędnik, odmówił przejścia na prawosławie i za tę niepokorność całą rodzinę wywieziono do Orenburga nad Uralem. To właśnie tam, na syberyjskich rubieżach imperium carów, młody Henryk pobierał pierwsze nauki i zdawał maturę.
Dopiero w sierpniu 1921 roku Hlebowiczowie mogli wrócić do Grodna. Siedemnastoletni Henryk nie wahał się długo co do swojej przyszłości. Już we wrześniu zapukał do bram Seminarium Duchownego w Wilnie. Jego zdolności musiały robić wrażenie, skoro ukończył je z wynikiem celującym, mając zaledwie dwadzieścia lat na karku.
Przełożeni dostrzegli w nim potencjał i wysłali go najpierw na Katolicki Uniwersytet Lubelski, a potem do Rzymu. W 1927 roku przyjął święcenia kapłańskie, a w ciągu kolejnych dwóch lat zdobył dwa doktoraty. Pierwszy z teologii fundamentalnej na KUL-u, gdzie napisał rozprawę o jedności Kościoła według św. Jana Chryzostoma. Drugi z filozofii na prestiżowym Angelicum, poświęcony substancjalności duszy.
Gdy w 1930 roku stanął za katedrą Uniwersytetu Stefana Batorego jako zastępca profesora teologii fundamentalnej, miał zaledwie dwadzieścia sześć lat. Był najmłodszy w całym gronie profesorskim. O jego pozyskanie zabiegał także macierzysty KUL, ale młody uczony pozostał wierny Wilnu.
Duszpasterz studentów i człowiek wielu talentów
Praca akademicka stanowiła tylko część aktywności księdza Hlebowicza. Arcybiskup Romuald Jałbrzykowski powierzył mu najpierw obowiązki wikariusza w parafii Wszystkich Świętych, ale prawdziwym polem działania młodego kapłana stało się środowisko studenckie. Został moderatorem Sodalicji Mariańskiej Akademiczek, doradcą organizacji Juventus Christiana, współtworzył Porozumienie Akademickich Katolickich Stowarzyszeń.
Pełnił również funkcję cenzora kościelnego miesięcznika Pax, co świadczyło o zaufaniu, jakim darzyli go przełożeni. W połowie lat trzydziestych jego zdrowie zaczęło jednak szwankować. Gruźlica, plaga tamtych czasów, zmusiła go do opuszczenia Wilna. W latach 1935 do 1938 pracował jako duszpasterz w Trokach, a następnie wyjechał na kurację do Rabki, gdzie objął stanowisko prefekta żeńskiego gimnazjum.
Wydawało się, że kariera akademicka definitywnie się zakończyła. Nikt nie przypuszczał, że wkrótce świat stanie w ogniu, a ksiądz Henryk znajdzie zupełnie nowe powołanie.
Wigilia, która zapisała się w historii
Wrzesień 1939 roku przyniósł klęskę militarną, a wraz z nią rozpad dotychczasowego świata. Wilno znalazło się pod okupacją litewską, uniwersytet zamknięto. Piętnastego grudnia tego roku społeczność akademicka zgromadziła się w kościele św. Jana na ostatnim nabożeństwie, a wieczorem urządzono pożegnalną wieczerzę wigilijną w Domu Akademickim.
Jeden z uczestników, Jerzy Wroński, zapamiętał to spotkanie jako najsmutniejszą wieczerzę w swoim życiu. Wszyscy obecni wciąż nie mogli otrząsnąć się po koszmarze wrześniowej kampanii. Przemówił rektor Stefan Ehrenkreutz, potem jakiś elokwentny student. A potem wstał chudziutki ksiądz w okularach.
Od pierwszych słów zmienił nastrój na sali. Mówił krótko, ale z głębokim autentyzmem, który wstrząsnął wszystkimi zebranymi. Na zakończenie uniósł wysoko opłatek i wypowiedział zdanie, które przeszło do legendy. Stwierdził, że wolałby trzymać w ręku karabin zamiast opłatka, ale gdy nadejdzie zwycięstwo, ręka miłości powinna powstrzymać rękę karzącą.
Te słowa brzmiały jak manifest i zapowiedź tego, co miało nadejść. Ksiądz Hlebowicz nie zamierzał biernie przyglądać się okupacji.
Kapelan podziemia i droga na śmierć
W latach 1939 do 1941 młody kapłan działał jako kapelan podziemia niepodległościowego w Wilnie. Stał się przywódcą ideowym lewicowo-katolickiej organizacji Akcja Ludowa, udzielał się duszpastersko w kościele pobernardyńskim, głosił kazania także w innych świątyniach miasta. Jego wiara i patriotyzm przyciągały ludzi szukających duchowego oparcia w czasach zagłady.
We wrześniu 1941 roku otrzymał nominację na administratora parafii w Chotajewiczach na Białorusi, skąd obsługiwał także parafie w Korzeniu i Okołowie. Był to teren objęty niemiecką okupacją, gdzie działała kolaboracyjna policja białoruska. Szóstego listopada w jego mieszkaniu przeprowadzono rewizję, a następnego dnia wezwano go na posterunek w Pleszczenicach.
Tam został aresztowany przez białoruskich policjantów współpracujących z nazistami. 8 listopada przewieziono go do aresztu w Borysowie. Następnego dnia o godzinie siedemnastej wywieziono go z więzienia w nieznanym kierunku. Rozstrzelano go w lesie pod Borysowem, a ciało zakopano w miejscu, którego do dziś nie udało się ustalić.
Miał trzydzieści siedem lat. Jego symboliczny grób znajduje się w Laskach pod Warszawą, a krzyż upamiętniający męczeńską śmierć stoi obok kościoła w Borysowie. 13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym wraz ze stu siedmioma innymi męczennikami II wojny światowej.
