Bitwa pod Tassafarongą. Najbardziej upokarzająca porażka USA
W ciemności cieśniny Ironbottom Sound rozegrał się paradoks nowoczesnej wojny morskiej. Flota wyposażona w najnowocześniejszy radar przegrała z eskadrą transportową, której głównym ładunkiem były beczki z żywnością. Bitwa pod Tassafarongą stała się trzecią największą klęską amerykańskiej marynarki na Pacyfiku i bolesną lekcją, że technologia bez właściwego dowodzenia jest bezużyteczna.
Głodujące imperium na tropikalnej wyspie
Pod koniec listopada 1942 roku japońska 17. Armia na Guadalcanalu umierała. Nie w metaforycznym sensie, lecz dosłownie. Codziennie od 40 do 50 żołnierzy ginęło w walkach, ale trzykrotnie więcej zabijały choroby i głód. System zaopatrzenia załamał się całkowicie po serii przegranych bitew morskich, w których kontradmirał Raizō Tanaka stracił jedenaście statków transportowych w zaledwie trzy dni.
Japońskie dowództwo stanęło przed dylematem bez dobrego rozwiązania. Wyspa pochłaniała ludzi i zasoby, ale wycofanie się oznaczałoby przyznanie się do porażki. Cesarska marynarka wymyśliła więc desperacki plan nazwany przez Amerykanów Tokyo Express. Szybkie niszczyciele miały nocą podchodzić do brzegu i zrzucać do wody beczki połączone linami, wypełnione ryżem, amunicją i lekami.
To było rozwiązanie nieefektywne i ryzykowne, ale jedyne możliwe. Każdy niszczyciel zabierał od 200 do 240 beczek, czyli ułamek tego, co mógł przewieźć zwykły transportowiec. Jednak Japonia nie mogła już pozwolić sobie na dalsze straty w statkach handlowych. Tanaka zaplanował pięć nocnych rajdów, zaczynając od 29 listopada.
Noc, w której radar zawiódł
Amerykański konwój dowodzony przez kontradmirała Carletona Wrighta był imponujący. Cztery ciężkie krążowniki, jeden lekki i sześć niszczycieli. Wyposażenie w radar dawało teoretycznie miażdżącą przewagę w nocnym starciu. Japońskie okręty zostały wykryte na długo przed tym, zanim ich załogi mogły cokolwiek dostrzec.
Wright miał wszystkie atuty. Element zaskoczenia, przewagę ogniową, technologiczną wyższość. Brakowało mu tylko jednego: właściwej decyzji we właściwym momencie. Kiedy dowódca amerykańskich niszczycieli poprosił o zgodę na odpalenie torped, Wright zwlekał. Te kluczowe minuty wahania dały Japończykom czas na reakcję.
Kontradmirał Tanaka udowodnił tej nocy, że doświadczenie i zimna krew mogą pokonać technologię. Jego niszczycielowce były przeciążone beczkami z zaopatrzeniem, pozbawione zapasowych torped dla obniżenia środka ciężkości. A mimo to załogi zareagowały błyskawicznie, odpalając słynne torpedy Long Lance, które od początku wojny były koszmarem amerykańskiej floty.
Cena jednej minuty zwłoki
Rezultat starcia był katastrofalny dla Stanów Zjednoczonych. Ciężki krążownik USS Northampton poszedł na dno. Trzy kolejne krążowniki, Minneapolis, New Orleans i Pensacola, doznały tak poważnych uszkodzeń, że wymagały wielomiesięcznych napraw w stoczniach. Japończycy stracili jeden niszczyciel, Takanami, którego załoga poświęciła się, aby dać pozostałym czas na atak torpedowy.
Proporcja strat była druzgocąca. Amerykanie weszli do bitwy z przytłaczającą przewagą, a wyszli z niej jako pokonani. W historii US Navy Tassafaronga ustępuje jedynie Pearl Harbor i bitwie pod Savo. Co gorsza, obie te wcześniejsze porażki można było tłumaczyć zaskoczeniem. Pod Tassafarongą to Amerykanie zaskoczyli przeciwnika.
Bitwa ujawniła fundamentalny problem amerykańskiej taktyki morskiej. Radar dawał informację, ale nie dawał mądrości. Dowódcy nie potrafili jeszcze wykorzystać przewagi technologicznej, kurczowo trzymając się procedur opracowanych dla tradycyjnej artylerii okrętowej. Japończycy natomiast doskonale znali wartość torpedy jako broni głównej w nocnych starciach.
Paradoks zwycięstwa
Ironią losu było to, że japońskie zwycięstwo taktyczne nie przyniosło żadnych korzyści strategicznych. W chaosie bitwy niszczyciele Tanaki nie zdążyły zrzucić beczek z zaopatrzeniem. Głodująca armia na Guadalcanalu nie otrzymała ani ziarna ryżu. Brawurowa akcja torpedowa uratowała honor cesarskiej marynarki, ale nie uratowała żołnierzy w dżungli.
System Tokyo Express działał jeszcze przez kilka tygodni, ale był skazany na porażkę. Nawet gdyby wszystkie planowane rajdy zakończyły się sukcesem, dwadzieścia tysięcy żołnierzy potrzebowało znacznie więcej niż beczki zrzucane nocą z pokładów niszczycieli. Guadalcanal stał się dla Japonii tym, czym Stalingrad dla Niemiec: symbolem przegranej wojny pozycyjnej.
Dla Amerykanów Tassafaronga była bolesną, ale cenną lekcją. Flota Pacyfiku przebudowała swoje procedury taktyczne, ucząc się wreszcie wykorzystywać radar nie tylko do wykrywania wroga, ale do koordynacji ataków torpedowych. Kolejne bitwy na Wyspach Salomona pokazały, że wnioski zostały wyciągnięte. Jednak tej listopadowej nocy 1942 roku to Japończycy udowodnili, że w morskiej wojnie liczy się nie tylko sprzęt, ale przede wszystkim ludzie, którzy go używają.