Obozy koncentracyjne w Finlandii. Zapomniana tragedia XX wieku
Finlandia w XX wieku doświadczyła dwóch fal terroru obozowego, które pochłonęły dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Najpierw w 1918 roku zwycięscy biali Finowie zamknęli za drutami 80 000 swoich rodaków, a ćwierć wieku później nazistowskie Niemcy utworzyły w fińskiej Laponii około 200 obozów dla jeńców wojennych. Obie te historie przez dekady pozostawały w cieniu, przyćmione przez inne tragedie stulecia.
Między młotem a kowadłem
Położenie Finlandii przypomina los Polski – ściśnięta między wielkimi mocarstwami, przez wieki służyła jako bufor i pole walki cudzych interesów. Przez ponad sto lat pozostawała częścią Imperium Rosyjskiego, doświadczając brutalnej rusyfikacji ze strony caratu. Gdy w 1917 roku Rosja pogrążyła się w rewolucyjnym chaosie, Finowie wykorzystali szansę na niepodległość.
Wolność przyszła jednak w parze z głębokim podziałem społecznym. Zaledwie kilka tygodni po ogłoszeniu niepodległości kraj stanął w płomieniach wojny domowej. Po jednej stronie stanęli biali – monarchiści wspierani przez Niemcy, po drugiej czerwoni – socjaliści i komuniści, których wspierała młoda Rosja Sowiecka. Konflikt trwał niespełna cztery miesiące, ale jego konsekwencje okazały się przerażające.
Wiosną 1918 roku siły białych pod dowództwem generała Carla Gustawa Emila Mannerheima odniosły ostateczne zwycięstwo. To, co nastąpiło potem, przeszło do historii jako jeden z najbardziej bezwzględnych aktów zemsty politycznej w Europie tamtych czasów. Mannerheim, późniejszy bohater narodowy i symbol fińskiego oporu wobec Sowietów, zyskał wówczas przydomki, o których jego oficjalne biografie wolą nie wspominać – nazywano go Katem i Rzeźnikiem.
Zwycięzcy utworzyli obozy koncentracyjne, w których zamknęli około 80 000 osób podejrzanych o sympatie lewicowe. Liczba ta robi wrażenie, jeśli uświadomimy sobie, że ówczesna Finlandia liczyła zaledwie trzy miliony mieszkańców. Za drutami znalazł się zatem niemal co czterdziesty obywatel kraju. Rozstrzelano 8 000 więźniów, w tym 364 kobiety i 58 dzieci. Terror nie oszczędzał nikogo.
Głód za drutami
Warunki panujące w obozach urągały wszelkim normom ludzkiego traktowania. W ciągu zaledwie czterech miesięcy z głodu, chorób i wycieńczenia zmarło 11 000 osadzonych. Relacje ocalałych opisują sceny, które trudno czytać bez obrzydzenia. Więźniowie rzucali się na każdą roślinę, desperacko próbując zaspokoić głód trawiący ich ciała.
Jeden z osadzonych, Viljo Sohkanen, pozostawił wstrząsające świadectwo: współwięzień, który otrzymał w paczce kiełbasę, pożarł ją w całości, po czym zwymiotował.
Inni natychmiast rzucili się na wymiociny, wyrywając sobie kawałki niestrawionego jedzenia. Paradoksalnie więcej czerwonych Finów zginęło w wyniku białego terroru niż na polach bitew samej wojny domowej.
Nazistowskie obozy na północy
Ćwierć wieku później Finlandia ponownie stała się miejscem masowego przetrzymywania ludzi, tym razem z inicjatywy nazistowskich Niemiec. Podczas II wojny światowej w fińskiej Laponii funkcjonowało około 200 obozów dla jeńców wojennych – jak wykazały najnowsze badania archeologiczne, dwukrotnie więcej niż dotąd sądzono. Archeolodzy z uniwersytetów w Helsinkach i Oulu prowadzą wykopaliska na tych terenach od 2009 roku, systematycznie odkrywając kolejne miejsca uwięzienia.
W obozach przetrzymywano przede wszystkim jeńców radzieckich oraz osoby skierowane do pracy przymusowej. Więźniowie wycinali lasy i budowali drogi na potrzeby niemieckiej armii. Historycy szacują, że przez lapoński system obozowy mogło przejść około 30 000 osób. Tysiące z nich zmarło z głodu i wycieńczenia, a ich groby wciąż czekają na odnalezienie.
Gdy w 1944 roku Wehrmacht wycofywał się do Norwegii, Niemcy systematycznie niszczyli obozy, próbując zatrzeć ślady zbrodni. Przez dekady wiedza o skali nazistowskiej obecności w Laponii pozostawała fragmentaryczna. Dopiero współczesne badania archeologiczne pozwalają odtworzyć pełniejszy obraz tamtych wydarzeń. Wśród znalezisk są puszki po konserwach, naczynia, elementy umundurowania i pozostałości odzieży.
Najbardziej przejmającym świadectwem obecności więźniów okazały się jednak fragmenty butów wykonanych ręcznie przez samych osadzonych. Te prowizoryczne obuwie, sklecone z dostępnych materiałów, mówi więcej o warunkach życia za drutami niż jakiekolwiek dokumenty. Szczątki ofiar wciąż spoczywają w fińskiej ziemi, czekając na godny pochówek i pamięć potomnych.