
Józef Ignacy Kraszewski, znany ze swojej pracowitości i płodności pisarskiej, jest jednak postacią mało odkrytą. Miał życie obfitujące w sukcesy, ale też w smutek i rozłąkę.
Dorastanie do pisania
Kraszewski urodził się w roku kampanii napoleońskiej przeciwko Rosji. Był środek lata, 28 lipca 1812 roku. Rodzina przyszłego pisarza była familią „herbową” (dokładnie herbu Jastrzębiec, z którego wywodził się również Andrzej Frycz Modrzewski, również pisarz). Jego rodzice to Zofia i Jan.
Mały Józef wychowywał się w rodzinie wielodzietnej (trzech braci i dwie siostry) w Romanowie. Jego młodszy brat Kajetan też postanowił zajmować się twórczością.
Nic dziwnego, że bracia zapałali do książek taką miłością – rodzice byli wykształceni i posiadali w domu dużą bibliotekę. Mama przyszłego pisarza wieczorami czytała zebranej przy stole rodzinie, a wszyscy jej słuchali. Dziadkowie Józefa także mieli wpływ na jego zainteresowania literackie.
Ciekawe jest jednak to, że wybrał się on, po ukończeniu gimnazjum w Świsłoczy, na studia lekarskie. Te wymagające precyzji i ścisłego umysłu (czego jednak nie brakowało młodemu Kraszewskiemu), ale też mało kreatywne studia nie mogły na dłuższą metę satysfakcjonować tego młodego studenta. Przeniósł się więc niedługo po ich rozpoczęciu na Wydział Literacki.
Gdy Józef Kraszewski osiągał pełnoletność, zaczęto przygotowywać powstanie listopadowe. Za udział w konspiracji uwięziono młodzieńca i trzymano pod nadzorem policyjnym aż do 1833 roku. Zaczął on w tym czasie pisać swoje pierwsze powieści.
Nowy rozdział w życiu
Józef Ignacy powrócił w wieku 21 lat w rodzinne strony, do wsi o wdzięcznej nazwie Dołhe. Tam pomagał ojcu na gospodarstwie.
Tak się złożyło, że ten pracowity i wielu talentów autor książek historycznych poznał o cztery lata (oraz trzy miesiące i 10 dni) młodszą Zofię Woronicz, a jakże, szlachciankę – herbu Pawęża. Była również spokrewniona jako bratanica z prymasem Janem Pawłem Woroniczem. A było to tak.
Kilkanaście mil od posiadłości ojca Józefa, w Horodcu mieściła się biblioteka. Gdy tylko ojciec pozwolił młodzieńcowi udać się tam, ten pospiesznie to zrobił. Zatopił się wręcz w księgi. Jednak chyba nie aż tak, by nie zauważyć pewnego razu obecności przebywającej tam u swojej ciotki Zofii Woroniczówny.
Dziewczyna była pełna zalet. Józef Ignacy miał powiedzieć o niej: „nie można odmówić jej najsłodszego charakteru, najlepszych skłonności, talentów, słowem wszystkiego, czego się tylko wymaga”.
Wzięli ślub 10-go albo 22-go czerwca 1838 roku. Małżeństwo miało okazać się szczęśliwe, chociaż jeszcze bardziej – trwałe. Mieli przeżyć wspólnie bez mała 49 lat, wliczywszy jednak czas rozłąki po wyjeździe Józefa z Warszawy.
Małżonkowie zamieszkali w Omelnie na Wołyniu, później jednak kupili wieś Gródek, koło Łucka. Nie był to łatwy dla nich czas. Musieli poradzić sobie (co ostatecznie się nie udało) z długami ciążącymi na wsi oraz trudnym życiem gospodarskim. Kraszewski znalazł jednak trochę czasu na podróże – do roku 1848 udało mu się odwiedzić Odessę i Kijów, zawitał także w Warszawie.
Niewiele wiadomo o życiu codziennym państwa Kraszewskich. Można założyć, że przynajmniej przez pierwsze 10 lat życia byli ze sobą szczęśliwi, gdyż w tym czasie urodziło im się czworo dzieci – dwie córki i dwóch synów. Oczywiście ten fakt nie musi świadczyć o zgodności pożycia, jednak nic też nie wiadomo o jakichś poważnych konfliktach między Zofią i Józefem Ignacym, ani o aferach w tej rodzinie. Z drugiej strony, Kraszewski sporo wyjeżdżał i miał mało czasu dla rodziny.
Też faktem jest, że on coraz więcej pisał, a żona prawdopodobnie zajmowała się domem i dziećmi. Jeżeli tak, to żona była najwidoczniej wielką pomocą dla męża, który mógł się w ciągu dnia (a może i nocy) zająć swoją twórczością i pracą zawodową.
Praca zawodowa mistrza
W 1853 roku Józef Ignacy Kraszewski przeniósł się z żoną i dziećmi do Żytomierza, gdzie mieszkali przez siedem lat. W tym czasie pełnił rolę kuratora szkolnego, ale i nie tylko. Działał na rzecz Klubu Szlacheckiego jako dyrektor oraz w Towarzystwie Dobroczynności jako jego prezes.
We wcześniejszych latach, co może warto wspomnieć, współpracował z wileńskim „Athenaeum”, „Tygodnikiem Petersburskim”, „Gazetą Warszawską” i „Gazetą Codzienną”.
Zaangażowanie w politykę miało się okazać dla Kraszewskiego – przynoszące honor, a jednocześnie zgubne (z ludzkiego punktu widzenia). Uczestniczył w działaniach na rzecz polityki emigrantów polskich. Sprzeciwiał się polityce margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, który to m.in. urządził brankę do wojska rosyjskiego w 1863 roku. W tym też roku, ze względu właśnie na to stanowisko Kraszewskiego oraz jego (prawdopodobne) poparcie dla tzw. stronnictwa „białych”, musiał pisarz opuścić Królestwo Polskie.
Kraszewski nigdy już nie wrócił do Warszawy. Opuścił żonę i dzieci i więcej ich do swojej śmierci nie zobaczył. Zaczęła się dla niego nowa epoka – trudna, ale i budująca podłoże dla jego późniejszego upamiętnienia jako pisarza narodowego i poniekąd – bohatera.
Na wygnaniu
Pisarz wyjechał do Drezna. Tam pomagał polskim imigrantom, jak tylko mógł. Okazało się, że Józef Kraszewski jest nie tylko pracowitym pisarzem, ale i człowiekiem o dobrym sercu i przywiązanym do ojczyzny.
Interesował się nie tylko nauką i malarstwem. Dostrzegł, że również litografia i miedziorytnictwo to ciekawe hobby. Ponadto wiele podróżował.
W 1879 roku przypadł jubileusz 50-lecia pracy twórczej Józefa Ignacego Kraszewskiego. W Krakowie zorganizowano to wydarzenie, które zamieniło się w patriotyczną demonstrację. Były też inne pozytywne akcenty. Pisarz otrzymał order od samego cesarza Austrii i gwiazdę na piersi od króla włoskiego.
Ostatnie lata życia
Józef Ignacy do końca życia był zaangażowany w przekazywanie swoim rodakom tego, co miał do powiedzenia. Dostrzegał wszelkie boleści i radości swego narodu mimo pozostawania na emigracji i z tego rodziły się kolejne książki i listy.
Miał się wstawiać za rodakami i Łużyczanami, którzy byli zagrożeni całkowitą germanizacją. Nikomu nie odmawiał pomocy, jeśli taka była potrzeba.
W ostatnich latach życia ciężko chorował. Nękany przez władze krajów, dostrzegające jego szerzący się wpływ (Kraszewski zdecydowanie nie był na rękę zaborcom swoją propolską działalnością), musiał w końcu wyemigrować do Włoch. Po trzęsieniu ziemi, w jeszcze gorszym stanie zdrowotnym, musiał przenieść się do Szwajcarii.
Genewa okazała się końcem jego podróży. Tam, przyjąwszy ostatnie namaszczenie, zmarł w dzień wspomnienia swojego patrona chrzcielnego, św. Józefa 19 marca 1887.
Magister filologii polskiej. Uważa, że literatura nie istnieje bez historii, a historia bez literatury. Interesuje ją historia kobiet. Podejmuje problematykę z pogranicza historii i innych nauk. Zajmuje się redakcyjną i techniczną stroną funkcjonowania portalu przezwieki.pl.
