Gęsta mgła
B-25 wykonywał zwykły lot z Bedford w Massachusetts do Newark. Na pokładzie znajdowali się pilot, podpułkownik William F. Smith Jr., mechanik oraz pasażer służący w marynarce.
Nad Nowym Jorkiem panowała bardzo gęsta mgła. Widoczność była tak słaba, że kontrolerzy z lotniska LaGuardia ostrzegli pilota, iż nie widzą nawet szczytu Empire State Building.
Smith mimo to kontynuował lot do Newark. Nad Manhattanem stracił orientację i znalazł się niebezpiecznie nisko nad gęstą zabudową miasta.
Maszyna minęła Chrysler Building, a chwilę później znalazła się na kursie prowadzącym wprost na Empire State Building.
Katastrofa
Tuż przed godziną 10.00 B-25 uderzył w północną elewację budynku między 78. i 79. piętrem. W ścianie powstała ogromna wyrwa.
Siła uderzenia była tak duża, że części samolotu przedostały się głęboko do wnętrza wieżowca. Jeden z silników przebił budynek i spadł na dach przy West 33rd Street. Drugi wraz z fragmentami podwozia wpadł do szybu windy.
Rozlane paliwo natychmiast się zapaliło. Ogień pojawił się w kilku miejscach na uszkodzonych kondygnacjach.
W katastrofie zginęło 14 osób, w tym wszyscy trzej mężczyźni znajdujący się w samolocie. Około 25 osób zostało rannych. Liczba ofiar mogła być znacznie większa, ale do wypadku doszło w sobotni poranek, kiedy wiele biur było pustych.
Zachowana konstrukcja
Uderzenie wyglądało katastrofalnie, ale uszkodzenia pozostały skoncentrowane przede wszystkim wokół dwóch pięter.
Empire State Building miał stalowy szkielet złożony z wielu połączonych ze sobą słupów i belek. Dzięki temu zniszczenie części konstrukcji nie oznaczało automatycznie utraty stabilności całego wieżowca.
Uszkodzone elementy przestały przenosić część obciążeń, ale ciężar wyższych kondygnacji mogły przejąć sąsiednie fragmenty stalowego szkieletu.
B-25 nie trafił również w miejsce, którego zniszczenie natychmiast doprowadziłoby do zawalenia całego budynku. Samolot wyrządził poważne szkody miejscowe, lecz nie naruszył konstrukcji w stopniu zagrażającym całemu wieżowcowi.
Opanowanie ognia
Po uderzeniu równie groźny jak same zniszczenia był pożar. Długotrwałe działanie wysokiej temperatury mogło osłabić stalową konstrukcję.
Budynkowi sprzyjały jednak zabezpieczenia przeciwpożarowe. Elementy stalowego szkieletu miały osłony chroniące przed ogniem, a podział wnętrza ograniczał rozprzestrzenianie się płomieni.
Klatki schodowe pozostały dostępne. Strażacy mogli więc dostać się w pobliże miejsca katastrofy, choć ostatnie kondygnacje musieli pokonać pieszo z ciężkim sprzętem.
Pożar udało się opanować w ciągu kilkudziesięciu minut. Dzięki temu stalowa konstrukcja nie była przez wiele godzin poddawana działaniu wysokiej temperatury.
Otwarcie wieżowca
Skala zniszczeń była poważna. Trzeba było naprawić elewację, wymienić uszkodzone elementy konstrukcji oraz odbudować zniszczone wnętrza.
Mimo to większość Empire State Building ponownie otwarto już w poniedziałek, dwa dni po katastrofie.
Wypadek nie dowodził, że wieżowiec był niezniszczalny. Pokazał natomiast, jak ważna jest konstrukcja zdolna przetrwać miejscowe uszkodzenia bez utraty stabilności całego budynku.