Kim był Roman Abraham? Historia niezwykłego dowódcy
Roman Abraham należał do tych oficerów, których biografie czyta się jak scenariusz filmu przygodowego. Doktor praw, który tytuł naukowy zdobył podczas leczenia w szpitalu wojennym, a następnie przez kolejne lata prowadził swoich żołnierzy przez najkrwawsze bitwy odrodzonej Polski.
Od studenta prawa do oficera kawalerii
Gdy w sierpniu 1914 roku Europa stanęła w ogniu wielkiej wojny, młody Roman Abraham trafił jako jednoroczny ochotnik do 1 Pułku Ułanów Obrony Krajowej armii austro-węgierskiej. Służba rzuciła go na niemal wszystkie fronty cesarsko-królewskiej monarchii. Walczył przeciwko Rosjanom, Rumunom, Serbom i Włochom, zdobywając bezcenne doświadczenie bojowe w najbardziej wymagających warunkach.
Niezwykłe było to, że Abraham potrafił łączyć służbę frontową z ambicjami akademickimi. Podczas pobytu w szpitalach Czerwonego Krzyża w Wiedniu i Lwowie jesienią 1915 roku zdołał przygotować się do finalnych egzaminów uniwersyteckich. 15 listopada tego roku uzyskał tytuł doktora praw i umiejętności politycznych Uniwersytetu Lwowskiego. Wkrótce potem wrócił na front, tym razem jako oficer sztabowy 2 Armii Austro-Węgier.
We wrześniu 1918 roku, gdy monarchia habsburska chyliła się ku upadkowi, porucznik Abraham przebywał na urlopie we Lwowie. Nawiązał wtedy kontakt z tajną organizacją Polskie Kadry Wojskowe, którą dowodził kapitan rezerwy Czesław Mączyński. Miasto stało na progu konfliktu polsko-ukraińskiego, a Abraham miał wkrótce odegrać w nim kluczową rolę. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten trzydziestoletni prawnik zapisze się w historii jako jeden z najodważniejszych obrońców Lwowa.
Straceńcy z Góry Stracenia
1 listopada 1918 roku o wpół do czwartej nad ranem oddziały ukraińskie przystąpiły do zajmowania Lwowa. Abraham dysponował początkowo zaledwie dwunastoma ludźmi, ale już następnego dnia prowadził ich do ataku na Dworzec Główny.
Trzy polskie grupy uderzyły z różnych kierunków, zdobywając magazyn broni i amunicji. Oddział Abrahama wdarł się do hali głównej dworca, co otworzyło Polakom dostęp do cennych zasobów militarnych.
Strategiczna intuicja młodego oficera kazała mu zwrócić uwagę na Górę Stracenia w północno-zachodniej części miasta. 3 listopada, dysponując już wzmocnionym ochotnikami oddziałem, zdecydował się zająć słabo obsadzone przez przeciwnika wzgórze. Szturm powiódł się przy minimalnych stratach dwóch poległych.
Od tej chwili Góra Stracenia stała się areną zaciekłych walk, a grupa Abrahama zyskała przydomek Straceńców, nawiązujący zarówno do nazwy pozycji, jak i do brawurowej odwagi żołnierzy.
Przez trzy tygodnie Straceńcy prowadzili nieustanne boje, nie ograniczając się wyłącznie do obrony. Organizowali śmiałe wypady i toczyli krwawe walki uliczne. 6 listopada Abraham został ranny w rękę, ale odmówił oddania dowództwa i pozostał na linii frontu. 22 listopada, wraz z nadejściem odsieczy, jego żołnierze zatknęli polski sztandar na lwowskim ratuszu. Łącznie przez oddział Straceńców przewinęło się sto dziewięćdziesiąt trzy osoby reprezentujące najróżniejsze zawody i grupy wiekowe.
Bohater wielu frontów
Awans na rotmistrza przyszedł dwa dni po zakończeniu walk o Górę Stracenia. Od stycznia 1919 roku Abraham dowodził samodzielnym batalionem w grupie pułkownika Władysława Sikorskiego, odnosząc kolejne sukcesy w wojnie polsko-ukraińskiej. Za najważniejsze z nich uznawano zdobycie i trzydziestogodzinną obronę Baratowa, podczas której został ranny w twarz i prawy bok, oraz ośmiodniową obronę Gródka Jagiellońskiego.
Sikorski wysoko cenił swojego podwładnego. W orzeczeniu podsumowującym jego służbę pisał o niezwykle dzielnym oficerze bojowym, nieustraszonym w boju, szybkim i zdecydowanym w ofensywie, nieustępliwym w obronie. Podkreślał również umiejętność Abrahama do ożywiania oddziału ideą zwycięstwa oraz zdobywania miłości oficerów i żołnierzy. Te słowa najlepiej oddają fenomen dowódcy, za którym ludzie szli w ogień bez wahania.
Latem 1920 roku, gdy bolszewicka 1 Armia Konna Siemiona Budionnego parła na Lwów, major Abraham ponownie stanął na czele ochotników. Jego grupa pościgowa przyciągała lwowian pragnących walczyć pod komendą legendarnego obrońcy Góry Stracenia. W sierpniu przeprowadził śmiały wypad w głąb pozycji nieprzyjacielskich, rozbijając sowiecki pułk piechoty i biorąc ponad trzystu jeńców. Ranny w nogę, nadal osobiście kierował walkami tylnych straży, walcząc na równi z szeregowcami.
Polskie Termopile pod Zadwórzem
Najbardziej tragicznym epizodem związanym z oddziałami Abrahama była bitwa pod Zadwórzem 17 sierpnia 1920 roku. Dowódca, ranny pod Chodaczkowem, kierował wówczas walkami z noszy. Jego żołnierze pod bezpośrednim dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego, dawnego plutonowego ze Straceńców, stawili rozpaczliwy opór przeważającej sile bolszewickiej kawalerii.
Poległo wtedy trzystu osiemnastu polskich żołnierzy, ale ich ofiara nie poszła na marne. Powstrzymali nawałę konnicy Budionnego u samych bram Lwowa, dając miastu czas na przygotowanie obrony. Bitwa przeszła do historii jako polskie Termopile, a Zajączkowski, który dwa lata wcześniej dzielnie dowodził plutonem na Górze Stracenia, stał się symbolem najwyższego poświęcenia.
Abraham zakończył wojnę z Orderem Virtuti Militari na piersi i opinią jednego z najzdolniejszych oficerów swojego pokolenia. W następnych latach wykorzystał swoje doświadczenie konspiracyjne podczas III powstania śląskiego, organizując pod pseudonimem Roman Wydera dostawy broni i transporty ochotników dla powstańców. Człowiek, który zaczynał jako student prawa, stał się żywą legendą polskiego oręża, łącząc w sobie cechy intelektualisty i nieugiętego wojownika.