
Syn ubogich mieszczan z Bochni, który dzięki wujowi-poecie trafił na
dwory biskupie, a potem królewskie, stworzył jedno z najważniejszych
dzieł polskiego renesansu. Łukasz Górnicki nie tylko przetłumaczył
włoski traktat o idealnym dworzaninie, ale tak go przerobił, że Polacy
mogli go uznać za swój. Jego kariera pokazuje, jak w XVI wieku talent i
protekcja mogły wynieść człowieka z mieszczańskiej nędzy na szczyty
władzy.
Chłopiec z Oświęcimia na dworach możnych
Oświęcim w pierwszej połowie XVI wieku był małym miasteczkiem na peryferiach Królestwa Polskiego. Trudno sobie wyobrazić gorszy punkt startowy dla kogoś, kto miał ambicje intelektualne. Marcin Góra i Anna Gąsiorkówna, rodzice przyszłego pisarza, nie dysponowali ani majątkiem, ani koneksjami. Mieli jednak coś cenniejszego, a mianowicie brata Anny.
Stanisław Gąsiorek, znany jako Kleryka, pełnił funkcję kapelana i dyrygenta kapeli na Wawelu. Poeta, kompozytor, człowiek znający mechanizmy dworskiej kariery. W 1538 roku zabrał jedenastoletniego siostrzeńca do Krakowa. Decyzja ta zmieniła bieg życia chłopca równie radykalnie, jak studia we Florencji zmieniały losy młodych Włochów z dobrych domów. Tyle że Górnicki nie miał domu, miał wuja.
Kraków lat czterdziestych XVI wieku tętnił intelektualnym życiem na sposób, który dziś trudno sobie wyobrazić. W klasztorze franciszkanów wykładali Włosi, w szkole parafialnej św. Jana uczono greki na poziomie godnym zachodnich uniwersytetów. Młody Łukasz wchłaniał to wszystko jak gąbka. Nie zapisał się wprawdzie na Akademię Krakowską, ale kto potrzebował dyplomu, skoro można było uczyć się bezpośrednio od najlepszych?
Siedem lat po przybyciu do Krakowa osiemnastolatek trafił na dwór biskupa Samuela Maciejowskiego w Prądniku. Rezydencja ta funkcjonowała jako nieformalna akademia dla zdolnych młodzieńców. Górnicki pracował tam jako pisarz kancelaryjny, ale przede wszystkim obserwował. Zapamiętywał rozmowy, gesty, sposoby argumentacji. Nie wiedział jeszcze, że dwadzieścia lat później uczyni z tego dworu scenę swojego największego dzieła.
Kariera na służbie trzech królów
Śmierć biskupa Maciejowskiego w 1550 roku nie przerwała kariery młodego pisarza. Przeszedł na dwór Andrzeja Zebrzydowskiego, a dwa lata później trafił do kancelarii królewskiej. Zygmunt August potrzebował ludzi sprawnych, dyskretnych i wykształconych. Górnicki spełniał wszystkie te kryteria.
Podróże dyplomatyczne pochłaniały znaczną część jego czasu. Gdańsk, Królewiec, Litwa, wreszcie Wiedeń, gdzie w 1553 roku uczestniczył w misji mającej przekonać Habsburgów do małżeństwa Katarzyny z polskim królem. Misja zakończyła się sukcesem. Czy młody pisarz przyczynił się do tego osobiście? Źródła milczą, ale sam fakt udziału w tak delikatnej misji świadczy o zaufaniu, jakim go darzono.
W międzyczasie Górnicki przyjął niższe święcenia duchowne. Nie zamierzał zostać księdzem, choć podobną drogę wybrał Jan Kochanowski. Chodziło o pieniądze. Święcenia otwierały dostęp do beneficjów kościelnych, a te oznaczały stały dochód bez konieczności pełnienia obowiązków duszpasterskich. System ten, dziś budzący etyczne wątpliwości, w XVI wieku nikogo nie gorszył. Probostwo w Wieliczce, kanonia w Kruszwicy, probostwo w Kętach. Górnicki zbierał te tytuły jak inni zbierają odznaczenia.
Zebrane środki pozwoliły mu w 1557 roku wyjechać na dwuletnie studia do Padwy. Włochy były wówczas tym, czym dziś są amerykańskie uniwersytety dla ambitnych Europejczyków. Górnicki studiował prawo, ale przede wszystkim oddychał powietrzem przesiąkniętym renesansową kulturą. Wrócił bez dyplomu, za to z bagażem doświadczeń, które ukształtowały jego pisarstwo.
Dworzanin, który zmienił polską literaturę
Nominacja na bibliotekarza Zygmunta Augusta w 1559 roku otworzyła przed Górnickim zupełnie nowy świat. Przez trzynaście lat opiekował się jednym z najcenniejszych księgozbiorów w Europie Środkowej. Miał dostęp do książek, o których większość polskich intelektualistów mogła tylko marzyć. Wśród nich znajdował się egzemplarz Il Cortegiano Baldassare’a Castiglione, włoskiego traktatu o idealnym dworzaninie.
Górnicki nie przetłumaczył tej książki. Zrobił coś znacznie trudniejszego i ciekawszego. Spolszczył ją w sposób tak radykalny, że współcześni mogli uznać Dworzanina polskiego za dzieło oryginalne. Akcję przeniósł do Prądnika, na dwór zmarłego biskupa Maciejowskiego. Dialogom nadał polskie imiona, anegdotom polski kontekst. Usunął kobiety z rozmów, bo jak zauważył później Juliusz Kleiner, w Polsce nie brały one jeszcze wówczas udziału w takich zebraniach towarzyskich.
Czy to było tłumaczenie? Adaptacja? Plagiat? Żadne z tych słów nie oddaje istoty zabiegu. Górnicki stworzył wzorzec polskiego gentleman’a na pół wieku przed tym, zanim Anglicy ukuli to słowo. Honor, ogłada, mądrość, umiejętność zachowania się w każdej sytuacji. Te cechy miały odróżniać dworzanina od zwykłego szlachcica równie wyraźnie, jak znajomość łaciny odróżniała wykształconego człowieka od analfabety.
Zygmunt August docenił dzieło w sposób najbardziej wymowny z możliwych. Nadał Górnickiemu szlachectwo. Syn mieszczan z Bochni, noszący dotąd nazwisko Góra, stał się Górnickim herbu Ogończyk. Awans społeczny przypieczętowany królewskim dokumentem. W XVI-wiecznej Polsce takie rzeczy wciąż były możliwe.
Ostatnie lata życia Górnickiego
Lata siedemdziesiąte przyniosły Górnickiemu starostwo tykocińskie i ożenek z Barbarą Broniewską. Osiadł na Podlasiu, gdzie biblioteka królewska znalazła nowe miejsce po przeniesieniu z Wilna. Pisał, zarządzał majątkiem, wychowywał ośmioro dzieci. Życie układało się spokojnie, może nawet zbyt spokojnie jak na kogoś, kto spędził młodość w centrum wielu wydarzeń.
Lata osiemdziesiąte przyniosły serię ciosów. Najpierw zmarła żona. Górnicki pożegnał ją Trenem na śmierć żony, utworem wzorowanym na trenach Kochanowskiego. Potem zmarł sam Kochanowski, przyjaciel z czasów padewskich studiów i dworskich lat. Wreszcie odszedł Stefan Batory, król, na którego dworze Górnicki cieszył się szczególnymi względami.
Samotność zepchnęła pisarza w stronę filozofii stoickiej. Seneka stał się jego przewodnikiem. Tłumaczył Rzecz o dobrodziejstwach, szukając w rzymskim myślicielu odpowiedzi na pytania, które zadaje sobie każdy starzejący się człowiek. Jak żyć, gdy odchodzą bliscy? Jak zachować godność wobec nieuchronnego końca?
Jednocześnie Górnicki nie przestał interesować się sprawami publicznymi. W Rozmowie Polaka z Włochem krytykował złotą wolność szlachecką z pozycji, które dziś nazwalibyśmy postępowymi. Widział, jak Rzeczpospolita zmienia się z państwa szlacheckiego w magnacką oligarchię. Proponował reformy sejmu, armii, sądownictwa. Nikt go nie słuchał. Kasandra polskiego renesansu, moglibyśmy powiedzieć, gdyby nie to, że sam pewnie odrzuciłby tak patetyczne porównanie.
Zmarł 22 lipca 1603 roku w Lipnikach pod Tykocinem. Pochowano go w kościele Bernardynów na wyspie na Narwi. Kościół już nie istnieje. Książki Górnickiego przetrwały.
