Najbardziej nieprawdopodobna walka II wojny. McKinney kontra cały oddział

W annałach wojennych heroizmu zdarzają się epizody tak nieprawdopodobne, że gdyby pojawiły się w scenariuszu filmowym, zostałyby odrzucone jako nierealistyczne. Historia szeregowca Johna Randolpha McKinneya z wiosennego poranka 1945 roku na filipińskiej wyspie Luzon należy właśnie do tej kategorii. Z tą różnicą, że każdy jej szczegół został skrupulatnie udokumentowany przez armię Stanów Zjednoczonych.

Świt nad zatoką Dingalan

11 maja 1945 roku kampania wyzwalania Filipin spod japońskiej okupacji wchodziła w decydującą fazę. Amerykańska 33. Dywizja Piechoty prowadziła operacje w prowincji Tayabas, gdzie linie zaopatrzeniowe przeciwnika przecinały się z pozycjami alianckimi w skomplikowanej mozaice dżungli i przybrzeżnych przyczółków. 

Posterunek obsadzony przez kompanię A 123. pułku piechoty stanowił jeden z wielu punktów kontrolnych w tym trudnym terenie.

McKinney, dwudziestoczteroletni ochotnik z rolniczego hrabstwa Screven w Georgii, służył już od dwóch i pół roku – zaciągnął się krótko po przystąpieniu Ameryki do wojny. Tamtej nocy zakończył właśnie wielogodzinną wartę przy karabinie maszynowym i odpoczywał kilka kroków od stanowiska, gdy tuż przed brzaskiem doszło do nieoczekiwanego natarcia.

Arytmetyka niemożliwego

Japońska taktyka infiltracji zakładała ciche podejście i błyskawiczne uderzenie na kluczowe punkty obrony. Około stu żołnierzy skoncentrowało atak na pozycji karabinu maszynowego, którą obsadzało zaledwie trzech Amerykanów. 

Pierwszy cios szabli dosięgnął McKinneya, zanim zdążył w pełni się obudzić – ostrze ześlizgnęło się po czaszce, ogłuszając, ale nie eliminując go z walki.

To, co nastąpiło później, wymyka się standardowym parametrom ludzkiej wytrzymałości bojowej. Osamotniony po ewakuacji rannego towarzysza, McKinney stanął naprzeciw dziesięciu żołnierzy, którzy właśnie przejęli karabin maszynowy z zamiarem obrócenia go przeciwko amerykańskim pozycjom. 

W ciasnym okopie strzeleckim rozegrała się walka na dystansie wyciągniętej ręki – siedmiu napastników padło od ognia z karabinu, trzech kolejnych od uderzeń kolbą.

Czytaj również:  Z czego śmiano się w okupowanej Polsce?

Bilans i pamięć

Gdy nadeszły posiłki, McKinney kontrolował całą strefę starcia. Wokół zniszczonego stanowiska karabinowego doliczono się trzydziestu ośmiu ciał przeciwnika, kolejnych dwóch leżało przy moździerzu czterdzieści metrów dalej. Wszystkich czterdziestu wyeliminował jeden człowiek, początkowo oszołomiony ciosem w głowę, uzbrojony wyłącznie w standardowy karabin piechoty.

W styczniu następnego roku prezydent Harry Truman wręczył McKinneyowi Medal Honoru w Białym Domu – najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe, przyznawane za czyny wykraczające poza wszelkie wymogi służby. Szeregowiec z Georgii dożył siedemdziesięciu sześciu lat, odchodząc w 1997 roku jako żywy dowód na to, że granice ludzkich możliwości pozostają znacznie bardziej elastyczne, niż skłonni jesteśmy przyjmować.

O autorze: przez wieki

(Visited 1 503 times, 1 visits today)