
Henry Wadsworth Longfellow zdominował amerykańską poezję dziewiętnastego wieku, zdobywając sławę po obu stronach Atlantyku. Jego utwory, pełne melodyjności i romantycznej wizji świata, trafiały do milionów czytelników, choć krytycy zarzucali mu nadmierny sentymentalizm. Za fasadą sukcesu krył się jednak człowiek naznaczony bólem i stratą.
Od studenta z Maine do profesora Harvardu
Longfellow przyszedł na świat w Portland w 1807 roku, w rodzinie ceniącej edukację i kulturę. Już podczas studiów w Bowdoin College ujawnił niezwykły talent językowy oraz pasję do literatury europejskiej. Szczególnie pochłaniały go romanse Waltera Scotta i szkice Washingtona Irvinga, które kształtowały jego wyobraźnię. Jego wiersze zaczęły ukazywać się w ogólnokrajowych czasopismach, zanim jeszcze odebrał dyplom.
Biegłość w przekładach zwróciła uwagę władz uczelni, które zaproponowały mu katedrę języków nowożytnych pod warunkiem odbycia studiów w Europie. Młody poeta spędził lata na poznawaniu francuskiego, hiszpańskiego i włoskiego, wędrując po kontynencie bez przywiązania do żadnego uniwersytetu. Po powrocie objął stanowisko profesora i bibliotekarza w Bowdoin, lecz prowincjonalne środowisko szybko zaczęło go uwierać. Dopiero propozycja z Harvardu otworzyła przed nim nowe horyzonty.
Druga podróż do Europy w 1835 roku okazała się przełomowa, choć tragicznie naznaczona śmiercią pierwszej żony. W Heidelbergu Longfellow zetknął się z niemieckim romantyzmem, który trwale wpłynął na jego twórczość.
Przez osiemnaście lat kierował programem języków nowożytnych na Harvardzie, zanim w 1854 roku porzucił nauczanie dla pisarstwa. Resztę życia spędził w Cambridge, w budynku służącym niegdyś za kwaterę główną George’a Washingtona podczas wojny o niepodległość.
Muzyka słów
Twórczość Longfellowa wyróżniała się niezwykłą różnorodnością formalną. Poeta eksperymentował z heksametrem, wierszem wolnym, kupletami heroicznymi, balladami i sonetami. Zanim przystąpił do pisania, długo rozważał temat, szukając idealnego metrum dla każdej idei. Ta staranność przynosiła efekt w postaci utworów o wyjątkowej melodyjności.
W 1855 roku ukazała się „Pieśń o Hajawacie”, dzieło oparte na pracach etnograficznych Henry’ego Rowe’a Schoolcrafta o plemionach indiańskich. Longfellow sięgnął po trocheiczny rytm fińskiego eposu Kalevala, tworząc charakterystyczny, niemal hipnotyczny puls narracji. Publiczność przyjęła poemat z entuzjazmem, choć jego śpiewna monotonia stała się później obiektem licznych parodii. Historia Ojibwe’a Hajawacie i jego żony Minnehahy weszła na stałe do amerykańskiej kultury popularnej.
Równie wielką sławę przyniosły mu inne utwory, w tym „Jazda Paula Revere’a” opowiadająca o bohaterze rewolucji amerykańskiej. Longfellow jako pierwszy Amerykanin przełożył w całości „Boską Komedię” Dantego, udowadniając swój kunszt translatorski.
Należał do grona poetów kominowych z Nowej Anglii, którzy kształtowali gust literacki epoki. Jego maksyma, że pisarz oczekuje od czytelnika nie tyle sympatii, co uważnego słuchania, oddawała istotę jego podejścia do sztuki.
Cień za triumfem
Na pogrzebie Longfellowa Ralph Waldo Emerson nazwał go „słodką i piękną duszą”, lecz za tą łagodną fasadą kryło się życie pełne cierpienia. Poeta zmagał się z neuralgią powodującą nieustanny ból oraz postępującymi problemami ze wzrokiem. W liście do przyjaciela Charlesa Sumnera wyznał, że nie wierzy w pełne zdrowie kogokolwiek obdarzonego mózgiem i sercem. Te słowa zdradzają głębię jego wewnętrznych zmagań.
Szczególnie traumatyczna okazała się śmierć drugiej żony Frances, z którą poeta nigdy w pełni się nie pogodził. Z upływem lat stawał się coraz bardziej zamknięty i nietowarzyski, unikając wychodzenia z domu. Ta nieśmiałość i skrytość kontrastowały z jego publicznym wizerunkiem uwielbianego barda. Melancholia przenikająca jego wiersze miała więc źródło w autentycznym doświadczeniu straty.
Pomimo osobistych dramatów Longfellow pozostał najpopularniejszym amerykańskim poetą swojej epoki. W 1884 roku, dwa lata po jego śmierci, w Kąciku Poetów opactwa Westminster odsłonięto jego popiersie jako pierwszego uhonorowanego tam Amerykanina.
Krytycy zarzucali mu naśladowanie europejskich wzorców i brak głębi emocjonalnej, porównując go niekorzystnie z Waltem Whitmanem. Jednak słodycz, prostota i romantyczna wizja jego poezji zapewniły mu trwałe miejsce w literackiej pamięci.
