
Są artyści, których biografia czyta się jak scenariusz filmowy – z ucieczkami przez ogarniętą wojną Europę, przypadkowymi spotkaniami zmieniającymi życie i triumfami na największych scenach świata. Witold Małcużyński, polski pianista urodzony na Wileńszczyźnie, należał właśnie do tego grona. J
Niezwykły talent
Małcużyński dotknął klawiszy fortepianu jako pięciolatek, ale dopiero w wieku dziewięciu lat rozpoczął systematyczną edukację muzyczną. Warszawskie Konserwatorium stało się jego domem na niemal dekadę – najpierw w klasie Jerzego Lefelda, później u Józefa Turczyńskiego.
Równolegle próbował studiować prawo i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, jednak szybko zrozumiał, że muzyka nie znosi rywalizacji z innymi pasjami.
Rok 1937 przyniósł mu trzecią nagrodę na Konkursie Chopinowskim – wydarzeniu, które w dwojaki sposób odmieniło jego życie. Po pierwsze, otworzyło mu drzwi do Paryża i lekcji u legendarnej Marguerite Long.
Po drugie, pozwoliło poznać francuską pianistkę Colette Gaveau, która wkrótce miała zostać jego żoną. Ironia losu sprawiła, że ślub zaplanowany na koniec lata 1939 roku zbiegł się z wybuchem wojny.
Świadkowie ceremonii – poeta Jan Lechoń i wspomniana Marguerite Long – reprezentowali dwa światy, między którymi Małcużyński będzie się odtąd poruszał: polski patriotyzm i francuską kulturę muzyczną. Ta dwoistość okaże się kluczowa dla jego przyszłej kariery.
Ucieczka, która stała się trampoliną
Gdy Francja upadła w czerwcu 1940 roku, Małcużyńscy znaleźli się w pułapce. Wydostanie się z okupowanego kraju graniczyło z cudem, ale zaplombowany pociąg do Lizbony okazał się przepustką do wolności. Portugalia, neutralna i pełna uchodźców z całej Europy, stała się dla pianisty miejscem niespodziewanego przełomu.
Po koncercie zorganizowanym przez portugalskie radio Małcużyński przypadkowo spotkał Mikołaja Zborowskiego – impresaria, który zaproponował mu tournée po Argentynie. Decyzja o wyjeździe za ocean mogła wydawać się ryzykowna, ale alternatywa – wegetacja w wojennej Europie – nie była żadną alternatywą. W listopadzie 1940 roku pianista zadebiutował w Buenos Aires, nie podejrzewając, że właśnie rozpoczyna jeden z najbardziej spektakularnych rozdziałów swojej kariery.
Ameryka Południowa przyjęła go z entuzjazmem graniczącym z szaleństwem. Trzeci recital w Buenos Aires trzeba było przenieść do gigantycznego Teatro Colón, bo mniejsze sale nie mieściły tłumów.
Ta popularność przyciągnęła uwagę Yehudi Menuhina – skrzypka, który sam był żywą legendą. To właśnie Menuhin otworzył Małcużyńskiemu drzwi do Nowego Jorku.
Carnegie Hall i powrót do ojczyzny
Kwietniowy recital w Carnegie Hall w 1942 roku stanowił test najwyższej próby. Sala pamiętała występy Paderewskiego, Hofmanna, Friedmana – gigantów polskiej pianistyki, z którymi każdy następca musiał się mierzyć.
Małcużyński wybrał na debiut Sonatę h-moll Liszta, utwór wymagający nie tylko wirtuozerii, ale i dojrzałości interpretacyjnej. Nawet surowy krytyk Olin Downes przyznał, że polski pianista „deklamuje ją z rozmachem, w wielkim stylu”.
Po tym triumfie ruszyła machina wielkiej kariery. Współpraca z najwybitniejszymi dyrygentami epoki – Kusewicki, Monteux, Mitropoulos, Reiner – tournée po całych Stanach Zjednoczonych, nagrania dla prestiżowych wytwórni. Małcużyński stał się ambasadorem polskiej kultury w czasach, gdy Polska zniknęła z mapy jako niepodległe państwo.
Do ojczyzny wrócił dopiero w 1958 roku, niemal dwie dekady po wyjeździe. Koncerty w Filharmonii Narodowej, w Krakowie, nawet w Nowej Hucie przed robotnikami – każdy występ przeradzał się w manifestację patriotycznych uczuć. Dla publiczności, która przez lata słuchała go tylko z płyt i zagranicznych relacji, Małcużyński był dowodem, że polska kultura przetrwała wojnę i podział świata na bloki.
Zmarł nagle w 1977 roku na Majorce, przygotowując się do kolejnych koncertów. Miał sześćdziesiąt trzy lata i wciąż pełen kalendarz występów. Pochowano go w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach – pianistę, który uciekając przed wojną, podbił świat, a potem wrócił, by przypomnieć rodakom, czym jest wielka sztuka.
