
Katastrofa Titanica pochłonęła życie ponad tysiąca pięciuset ludzi, wśród których znalazła się Ann Elizabeth Isham z Chicago, pasażerka pierwszej klasy podróżująca z Paryża do Nowego Jorku. Mimo że była członkinią amerykańskiej elity i podróżowała w luksusowych warunkach, nie przeżyła feralnej nocy, stając się jedną z zaledwie czterech zamożnych kobiet, które utonęły podczas tragedii.
Chicago, Paryż i powiązania rodzinne
Edward Swift Isham, prawnik i polityk pochodzący z Vermont, wraz z żoną Frances Burch doczekał się córki Ann Elizabeth 25 stycznia 1862 roku w Chicago. Ojciec współtworzył kancelarię Isham, Lincoln & Beale razem z Robertem Toddem Lincolnem, synem szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych, co zapewniło rodzinie pozycję w elitarnych kręgach miasta.
Dorastanie wśród chicagowskiej arystokracji otworzyło Ann Elizabeth drzwi do prestiżowych organizacji takich jak Friday Club oraz literacki Scribbler’s Club, gdzie spotykali się przedstawiciele intelektualnej śmietanki społeczeństwa.
Przeprowadzka do Paryża w 1903 roku wiązała się z decyzją o zamieszkaniu u siostry Frances, która poślubiła Harry’ego Sheltona i osiadła we francuskiej stolicy. Przez następne dziewięć lat Ann Elizabeth mieszkała w Europie, utrzymując kontakty z rodziną w Stanach Zjednoczonych i obserwując życie paryskiej bohemy oraz arystokracji. Wiosną 1912 roku zaplanowała wakacyjny powrót do Ameryki, gdzie miała odwiedzić brata Edwarda mieszkającego w Nowym Jorku.
Decyzja o podróży transatlantykiem zamiast innym statkiem okazała się tragiczna w skutkach, choć nikt wtedy nie przewidywał nadchodzącej katastrofy. Ann Elizabeth należała do wąskiego grona pasażerów pierwszej klasy, których los zakończył się tragicznie podczas zatopienia największego statku pasażerskiego ówczesnego świata.
Podróż na pokładzie Titanica
10 kwietnia 1912 roku Ann Elizabeth wsiadła w Cherbourgu na pokład Titanica, zajmując kabinę C-49 położoną obok kajuty pułkownika Archibalda Gracie. Ironią losu Gracie, który przeżył katastrofę, później twierdził że nigdy nie widział swojej sąsiadki podczas rejsu, mimo że przebywali w bezpośrednim sąsiedztwie przez kilka dni.
Inni pasażerowie zapamiętali obecność kobiety z Chicago na statku – Kornelia Andrews wraz z siostrą panią John Hogeboom i siostrzenicą Gretchen Longley rozpoznawali Ann Elizabeth i po ewakuacji szukali jej na Carpathii.
Podróż pierwszą klasą gwarantowała dostęp do najlepszych restauracji, salonów i kabin wyposażonych w luksusowe udogodnienia niedostępne dla pasażerów niższych klas. Ann Elizabeth spędzała czas w towarzystwie innych zamożnych podróżnych, nie wiedząc że statek zmierza ku lodowej górze, która przesądzi o jej losie. Ostatnie dni rejsu upływały w atmosferze spokoju i rutyny typowej dla transatlantyckich przepraw, gdy pasażerowie rozkoszowali się komfortem i oczekiwali przybycia do Nowego Jorku.
Noc katastrofy zastała ją prawdopodobnie w kabinie lub jednym z salonów, gdy statek uderzył w górę lodową niszcząc kadłub i rozpoczynając proces zatonięcia. Szczegóły jej ostatnich godzin pozostają nieznane, gdyż żaden ze świadków nie opisał dokładnie momentów poprzedzających jej śmierć.
Cztery ofiary wśród zamożnych pasażerek
Spośród wszystkich kobiet podróżujących pierwszą klasą jedynie cztery straciły życie – oprócz Ann Elizabeth były to Ida Straus, Bess Allison oraz Edith Evans. Ida Straus odmówiła ewakuacji bez męża i pozostała na tonącym statku, Bess Allison zginęła szukając swojego dziecka, Edith Evans oddała swoje miejsce w łodzi młodszej kobiecie. Los Ann Elizabeth pozostał zagadką, gdyż nikt nie widział jej podczas ewakuacji ani nie znaleziono jej ciała w morzu.
Statystyki katastrofy pokazują że kobiety z pierwszej klasy miały największe szanse przetrwania – niemal wszystkie zostały ewakuowane do łodzi ratunkowych zgodnie z zasadą ratowania kobiet i dzieci w pierwszej kolejności. Ann Elizabeth należała do wyjątków od tej reguły, co stało się podstawą do różnych spekulacji dotyczących przyczyn jej śmierci. Brak świadków i konkretnych informacji stworzył przestrzeń dla legend, które w późniejszych latach obrosły jej osobę.
Rodzina nigdy nie dowiedziała się dokładnie co stało się z Ann Elizabeth podczas ostatnich godzin Titanica. Zaginięcie ciała uniemożliwiło ostateczne pożegnanie i pozostawiło bliskich z pytaniami bez odpowiedzi przez resztę ich życia.
Nieprawdziwa historia
Popularna legenda głosi że Ann Elizabeth odmówiła opuszczenia statku, gdy załoga zabroniła jej zabrania psa „Wielkiego Dana” do łodzi ratunkowej, a później jej ciało widziano dryfujące na oceanie w objęciach psa. Historia ta nie znajduje potwierdzenia w żadnych źródłach historycznych ani relacjach świadków z epoki – Ann Elizabeth w ogóle nie posiadała psa podczas podróży.
Legenda powstała prawdopodobnie przez pomyłkę lub celowe połączenie różnych opowieści o zatonięciu statku, a jej imię przypisano do historii tylko dlatego że spośród dziewięciu zamożnych kobiet, których los pozostawał nieznany, była najbardziej tajemniczą postacią.
Sensacyjne opowieści o pasażerach Titanica powstawały masowo w następnych dekadach, gdy ludzie próbowali znaleźć dramatyczne wyjaśnienia dla niejasnych okoliczności śmierci niektórych ofiar. Ann Elizabeth stała się wygodnym bohaterem takiej narracji właśnie przez brak konkretnych informacji o jej ostatnich chwilach. Media i kultura popularna chętnie powtarzały tę historię, ignorując fakty i przyczyniając się do utrwalenia mitu zamiast prawdy.
Współcześni badacze katastrofy jednoznacznie odrzucają legendę o psie jako wymysł pozbawiony jakichkolwiek podstaw faktycznych. Prawdziwa historia Ann Elizabeth, choć mniej sensacyjna, pozostaje jedną z wielu ludzkich tragedii związanych z zatonięciem Titanica.
