
Gdy w 1868 roku w ponurej twierdzy Szlisselburg umierał osiemdziesięcioletni starzec, niemal nikt już o nim nie pamiętał. A przecież cztery dekady wcześniej jego imię elektryzowało polskich patriotów. Walerian Łukasiński – major, spiskowiec, założyciel tajnych organizacji – stał się żywym symbolem carskiej tyranii, choć paradoksalnie jego największą karą było właśnie to, że żył.
Żołnierz napoleońskich nadziei
Łukasiński należał do pokolenia, które dorastało w cieniu rozbiorów, ale dojrzewało w blasku napoleońskich zwycięstw. Urodził się w Warszawie w 1786 roku, gdy Polska istniała już tylko we wspomnieniach starszych. Księstwo Warszawskie dało mu jednak namiastkę ojczyzny i mundur, który nosił z dumą.
Kampanie 1807, 1809 i 1813 roku ukształtowały go jako żołnierza. Pod Raszynem walczył ramię w ramię z żołnierzami, którzy wierzyli, że Napoleon przywróci Polsce wielkość. Klęska cesarza oznaczała koniec tych złudzeń, ale nie koniec marzeń o wolności.
To właśnie w tym okresie zetknął się z masonerią. Najpierw loża Wolność Odzyskana w Lublinie, później Jedność w Zamościu. Dla wielu oficerów loże masońskie stanowiły przestrzeń, gdzie można było swobodnie dyskutować o sprawach, o których na zewnątrz mówiło się szeptem.
Architekt podziemia
Kongres wiedeński stworzył Królestwo Polskie, teoretycznie autonomiczne, w praktyce całkowicie zależne od cara. Wielki książę Konstanty, dowódca armii, zasłynął jako okrutnik dręczący polskich żołnierzy absurdalnymi wymaganiami i brutalnymi karami. Namiestnik Józef Zajączek, dawny legionista, zamienił się w bezwolną marionetkę rosyjskiej władzy.
Dla Łukasińskiego ta sytuacja była nie do zniesienia. W 1817 roku otrzymał awans na majora, ale prestiż wojskowy nie wystarczał. Dwa lata później, symbolicznej daty 3 maja 1819 roku, założył Wolnomularstwo Narodowe. Organizacja łączyła masońską obrzędowość z jasnym celem politycznym: odbudową niepodległej Polski.
Barwność konspiracji okazała się jednak jej słabością. Romantyczna egzaltacja, skomplikowane rytuały i symbolika przyciągały uwagę carskiej tajnej policji. Gdy część członków z Wielkiego Księstwa Poznańskiego odeszła pod wodzą Ignacego Prądzyńskiego, tworząc Związek Kosynierów, Łukasiński musiał działać.
W maju 1821 roku powołał do życia Narodowe Towarzystwo Patriotyczne. Program organizacji wykraczał poza hasła niepodległościowe. Łukasiński domagał się powszechnego uwłaszczenia chłopów i włączenia ich do walki o wolność. Rozumiał, że bez mas ludowych żadne powstanie nie ma szans.
Pułapka zamyka się
Policja wielkiego księcia Konstantego nie próżnowała. W 1822 roku funkcjonariusze wpadli na trop spisku. 25 października aresztowano Łukasińskiego. Rozpoczął się proces, który miał złamać nie tylko człowieka, ale przede wszystkim ideę, którą reprezentował.
Sąd Wojenny Najwyższy, zastępujący konstytucyjnie przewidziany sąd sejmowy, skazał majora na 9 lat twierdzy. Car Aleksander I okazał pozorną łaskawość, zmniejszając karę o dwa lata. Nikt wówczas nie przypuszczał, że te siedem lat zamieni się w prawie pół wieku.
Publiczna degradacja w obozie na Powązkach 2 października 1824 roku miała upokorzyć skazanego i odstraszyć innych. Zdzierano z niego odznaczenia, łamano szablę. Tłum obserwował w milczeniu, jak niszczy się człowieka, który ośmielił się marzyć.
Więzień, który nie chciał się poddać
Twierdza zamojska przyjęła Łukasińskiego w październiku 1824 roku. Początkowo trzymano go w kazamacie Bramy Lwowskiej, później przeniesiono do jeszcze ciaśniejszej komory przy Bramie Lubelskiej. Warunki były nieludzkie, ale duch pozostał niezłomny.
Nawet w więzieniu Łukasiński nie przestał walczyć. 28 sierpnia 1825 roku był jednym z inicjatorów buntu więźniów. Zryw nie miał szans powodzenia, ale świadczył o tym, że major nie pogodził się z losem. Konsekwencje były straszne: wyrok śmierci przez rozstrzelanie.
Wielki książę Konstanty zamienił egzekucję na coś, co miało być gorsze od śmierci. Podwojono karę więzienia do 14 lat, zarządzono publiczną chłostę i zakucie w kajdany. Skazanego przeniesiono do kazamaty w Bramie Szczebrzeskiej, gdzie czekały go nowe tortury.
To właśnie z tym okresem związany jest najbardziej kontrowersyjny epizod w życiu Łukasińskiego. Skuszony wizją uwolnienia i zastraszony perspektywą dalszych tortur, ujawnił tożsamość członków Towarzystwa Patriotycznego. Był to moment słabości, który przez lata rzucał cień na jego pomnikowy wizerunek.
Zapomniana legenda
Po powstaniu listopadowym władze carskie przeniosły Łukasińskiego do twierdzy Szlisselburg nad Newą. Tam spędził kolejne dziesięciolecia w całkowitej izolacji. Świat zapomniał o więźniu, który przeżył wszystkich swoich wrogów i przyjaciół.
Wielki książę Konstanty zmarł w 1831 roku podczas epidemii cholery. Car Aleksander I odszedł jeszcze wcześniej, w 1825 roku. Józef Zajączek nie doczekał nawet wybuchu powstania. A Łukasiński wciąż żył, zamknięty w celi, której położenia nawet nie znał.
Zmarł 27 lutego 1868 roku, mając 81 lat. Z tego ponad 46 spędził w więzieniu. Jego historia stała się symbolem polskiego losu pod zaborami: niezłomności, ale i tragicznej bezsilności wobec potęgi imperium. Udowodnił, że można zabić człowieka, nie odbierając mu życia.
