Wstrząsające skutki obrony Breslau. Tylu ludzi straciło życie
Kiedy myślimy o najbardziej zniszczonych miastach II wojny światowej, do głowy przychodzą Drezno, Warszawa, Berlin. A jednak to właśnie Breslau — dzisiejszy Wrocław — okazał się jednym z najbardziej zrujnowanych miejsc w całej Europie. Garnizon twierdzy bronił się dłużej niż jakakolwiek inna niemiecka forteca na froncie wschodnim, w tym sama stolica III Rzeszy. Cena tego oporu była przerażająca i do dziś budzi spory wśród historyków.
Niemiecka kapitulacja w liczbach
Łącznie do niewoli poszło 1135 oficerów i 43 728 żołnierzy niemieckich. Pozostawili po sobie blisko 250 dział polowych i moździerzy, 1750 karabinów maszynowych, 30 tysięcy karabinów, 20 pojazdów opancerzonych oraz prawie 350 samochodów i ciężarówek.
W czasie trzymiesięcznego oblężenia zniszczonych zostało blisko 50 niemieckich czołgów i dział szturmowych oraz 120 dział i moździerzy. Poza tym radziecka artyleria przeciwlotnicza twierdziła – ze sporą przesadą – że strąciła 130 niemieckich samolotów i szybowców transportowych.
Krwawe żniwo wśród obrońców i oblegających
Jeśli chodzi o poniesione przez obrońców straty w ludziach, to wykaz nieśmiertelników sugeruje, iż w czasie walk o Festung Breslau poległo 5663 żołnierzy niemieckich. W marcu dziennie ginęło średnio siedemdziesięciu landserów. W kwietniu ta liczba spadła do sześćdziesięciu pięciu.
Ocenia się również, że rannych zostało 23 tysiące obrońców – w dniu kapitulacji w szpitalach niemieckich znajdowało się 6 tysięcy wojskowych. Krótko mówiąc, ponad połowa żołnierzy i volkssturmistów w Breslau poległa lub odniosła rany. Strona radziecka oceniała liczbę swoich zabitych na niecałe 8 tysięcy: 763 oficerów pochowano na wielkim cmentarzu przy ulicy Karkonoskiej niedaleko Parku Południowego, a 7121 żołnierzy pogrzebano w osobnej nekropolii na południowych obrzeżach miasta.
Cywile – największe i najbardziej tajemnicze ofiary
Sporną kwestią pozostaje wielkość strat poniesionych przez ludność cywilną. Co najmniej 64 żołnierzy i cywilów zostało powieszonych lub rozstrzelanych na rozkaz dowództwa twierdzy, głównie za dezercję lub grabieże, chociaż szacuje się, że prawdziwa liczba straconych była nawet czterokrotnie wyższa. Około 3 tysięcy wrocławian popełniło samobójstwo. Podobna liczba zginęła w czasie budowy pasa startowego koło Gwiazdy Szczytnickiej, chociaż według niektórych szacunków ta operacja miała pochłonąć aż 13 tysięcy ofiar.
Szacunki dotyczące łącznej liczby zabitych cywilów w Festung Breslau są bardzo rozbieżne: od 10 do 80 tysięcy. Ta druga liczba pochodzi od naczelnego lekarza w sztabie twierdzy Paula Mehlinga, który powiedział oficerom radzieckim, że w ciągu pierwszych sześciu tygodni oblężenia zginęło 50 tysięcy cywilów, a dalszych 30 tysięcy poniosło śmierć w okresie od Wielkanocy do kapitulacji miasta.
Kolejne tysiące ludzi zmarły jeszcze przed rozpoczęciem oblężenia: 18 tysięcy zamarzło w czasie marszu śmierci do Kątów Wrocławskich, a na całym Dolnym Śląsku po odwilży znaleziono w rowach przydrożnych i na polach ciała blisko 90 tysięcy ofiar chaotycznej ucieczki przed styczniową ofensywą Armii Czerwonej.
Zniszczone bardziej niż Drezno
Miasto, w którym mieszkali i którego bronili, doznało większych zniszczeń niż Berlin, a nawet większych niż Drezno, stanowiące przecież w powszechnej świadomości synonim destrukcji w czasie drugiej wojny światowej. W czasie dwunastotygodniowego oblężenia broniony obszar zmniejszył się o połowę i w chwili kapitulacji linia obrony twierdzy liczyła niecałe 40 kilometrów długości. Większość północnej i wschodniej części miasta wraz z przylegającymi do nich wioskami do końca pozostała w rękach niemieckich i w większości pozostała nietknięta.
Tego samego nie można było jednak powiedzieć o dzielnicach południowych i zachodnich. Na zachodzie wojska radzieckie zdobyły Muchobór Mały, Gądów Mały wraz z lotniskiem, jak również Popowice i prawie cały Szczepin oraz Grabiszyn wraz z dzielnicą fabryczną. Na południu linia frontu biegła środkiem ulicy Wiktorii, przecinając najpiękniejszy bulwar w mieście, czyli ulicę SA. Wojska radzieckie dotarły na odległość niecałego kilometra od Dworca Głównego.
Dwie trzecie zabudowy Breslau legło w gruzach, podobnie jak dwie trzecie zakładów przemysłowych w mieście. Na każde trzy domy dwa nie nadawały się już do zamieszkania. Siedem na dziesięć budynków szkolnych zamieniło się w ruiny. Prawie cała sieć tramwajowa i kolejowa uległa zniszczeniu, podobnie jak cała napowietrzna sieć elektryczna i trzy czwarte sieci telefonicznej. Ujęcia wody zostały uszkodzone lub zniszczone w 3 tysiącach miejsc, a system kanalizacyjny przerwano w 7 tysiącach miejsc.
Z około 600 kilometrów ulic i dróg w Breslau blisko połowa była nieprzejezdna z powodu zalegających na nich 8 milionów metrów sześciennych gruzu. Ogród Botaniczny przeorano, kopiąc w nim schrony amunicyjne. Park Szczytnicki był usiany okopami, lejami po bombach i zbiorowymi mogiłami. Czterysta z sześciuset istniejących w mieście pomników i monumentów przestało istnieć.
"Cud wrocławski" czy radziecka niemoc?
Taka skala spustoszeń była nieunikniona. Breslau był oblężony przez ponad osiemdziesiąt dni, czyli dłużej niż którakolwiek inna twierdza niemiecka na Wschodzie: Gdańsk, Królewiec, Piła, Kołobrzeg, Poznań i oczywiście Berlin.
Nazistowska propaganda mówiła o "cudzie wrocławskim" (Wunder von Breslau). Jednak trwająca piętnaście tygodni obrona miasta nie była wcale cudem, lecz rezultatem stanowczego, ba, nawet bezwzględnego dowodzenia po stronie niemieckiej, walecznej postawy obrońców wykazujących wybitną umiejętność improwizacji, ale przede wszystkim braku determinacji po stronie radzieckiej, żeby zmiażdżyć nadodrzańską twierdzę.
Do tego braku determinacji dochodziło jeszcze pozbawione polotu radzieckie dowodzenie. Z pewnością generałowi Głuzdowskiemu doskwierał brak zasobów i fakt, że Koniew ściągnął mu cugle, zwłaszcza po Wielkanocy. Jednak ataki, które przeprowadzała 6. Armia radziecka były słabo skoordynowane.
Poza tym Sowieci nie spróbowali zgnieść obrony jednoczesnym atakiem ze wszystkich stron, a taki skoordynowany szturm na miasto – zwłaszcza przeprowadzony 1 lub 2 kwietnia – prawdopodobnie doprowadziłby do upadku twierdzy. Zamiast tego Hans von Ahlfen, a potem jego następca Hermann Niehoff, dalej mogli wiązać siły Armii Czerwonej, spowalniając w ten sposób jej natarcie na zachód, co pozwoliło tysiącom cywilów uciec w bezpieczniejsze miejsce, zanim ich miasteczka i wioski wpadły w ręce wroga.
Mit, który nie wytrzymuje konfrontacji z faktami
Ten argument jest jednak tylko częściowo uzasadniony. Twierdza faktycznie związała pewne siły Armii Czerwonej, ale znacznie mniejsze, niż zakładali Niemcy. Obrońcy sądzili, że miasto oblegają wojska trzykrotnie liczebniejsze od garnizonu, czyli w sumie 150 tysięcy ludzi, ale według źródeł radzieckich siły otaczające Breslau nigdy nie przekraczały 65 tysięcy ludzi.
Ponadto jeszcze przed Wielkanocą dowództwo Armii Czerwonej zredukowało te siły do ledwie 50 tysięcy ludzi, rzucając blisko dwa miliony żołnierzy do szturmu na Berlin. Festung Breslau raczej drażniła przeciwnika, niż naprawdę mu szkodziła.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment książki Richarda Hargreavesa "Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945", wydanej nakładem wydawnictwa Rebis (Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.