
Urodził się w rewolucyjnym Piotrogrodzie, a zmarł w spokojnym Londynie – dokładnie sto lat później. Między tymi datami zmieściło się całe stulecie polskich zmagań o wolność: od szarż kawaleryjskich po stalowe pancerze czołgów Maczka. Zbigniew Makowiecki był ostatnim żyjącym świadkiem, który na własnym koniu walczył w kampanii wrześniowej.
Dzieciństwo w cieniu rewolucji i niepodległości
Wiosna 1917 roku w Piotrogrodzie nie była czasem spokojnym. W mieście wrzało od rewolucyjnych nastrojów, a rodzina Makowieckich wkrótce podjęła decyzję o powrocie do odrodzonej Polski. Młody Zbigniew dorastał już w Warszawie, w atmosferze budowania państwowości od podstaw. Jego ojciec Stanisław współtworzył Izbę Ubezpieczeń Społecznych, matka Jadwiga pracowała jako tłumacz.
Los chciał, że Makowiecki trafił do słynnego Gimnazjum im. Stefana Batorego. Ta warszawska szkoła była prawdziwą kuźnią przyszłych bohaterów. W jej murach uczyli się później Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy” czy poeta Krzysztof Kamil Baczyński. Czy młody Zbigniew przeczuwał, że i jego czeka podobna droga poświęcenia?
Podczas studiów w Szkole Głównej Handlowej związał się z kawalerią, trafiając do rezerwy 1. Pułku Szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego. Ukończył też Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Polska międzywojenna stawiała na konie i szable, choć świat powoli przestawiał się już na czołgi i samoloty.
Wrzesień 1939: od Zambrowa do Kocka
Gdy 1 września 1939 roku niemieckie bomby spadły na polskie miasta, podchorąży Makowiecki służył w 3. Pułku Strzelców Konnych im. Hetmana Stefana Czarnieckiego. Patronat wielkiego wodza zobowiązywał, ale rzeczywistość była brutalna. Polska kawaleria stanęła do walki z pancerną potęgą Wehrmachtu.
Makowiecki walczył pod Zambrowem i Nowogrodem. Bitwy te, choć mniej znane niż obrona Westerplatte czy Bzury, pochłonęły setki żołnierskich istnień. Kawalerzyści nie szarżowali na czołgi szablami, jak głosi propaganda, lecz walczyli zaciekle, wykorzystując każdą przewagę terenu i zaskoczenia.
Jego szlak bojowy zakończył się dopiero pod Kockiem, gdzie Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” generała Franciszka Kleeberga stoczyła ostatnią bitwę regularnego wojska polskiego w 1939 roku. Kapitulacja nastąpiła 6 października. Makowiecki trafił do niewoli niemieckiej, nie wiedząc jeszcze, że spędzi w niej ponad pięć lat swojego życia.
Pięć lat za drutami
Niemieckie obozy jenieckie stały się dla Makowieckiego domem na długie lata wojny. Przenoszony między obozami, trafił między innymi do Gross-Born i osławionego Colditz. Ten ostatni, położony w saskiej twierdzy, słynął jako miejsce odosobnienia dla „trudnych” więźniów, oficerów podejmujących kolejne próby ucieczki.
Jak wyglądało codzienne życie za drutami? Głód, zimno, monotonia i tęsknota za domem. Ale też nieustanne próby zachowania godności i ducha walki. Polscy oficerowie organizowali tajne nauczanie, prowadzili kroniki obozowe, planowali ucieczki. Każdy dzień przeżyty był małym zwycięstwem nad okupantem.
Dopiero w maju 1945 roku amerykańskie wojska wyzwoliły obóz, w którym przebywał Makowiecki. Po prawie sześciu latach wojny był wolny, ale do jakiego kraju miał wrócić? Polska znajdowała się już w sowieckiej strefie wpływów.
Emigracja i pamięć
Makowiecki, jak wielu polskich żołnierzy, wybrał emigrację. Osiadł w Wielkiej Brytanii, gdzie spędził resztę swojego długiego życia. Nie zapomniał jednak o swojej przeszłości ani o towarzyszach broni. Przez lata był aktywnym działaczem środowisk polonijnych i żołnierskich.
Pełnił funkcję Kanclerza Kapituły Barw i Tradycji Kawalerii i Artylerii Konnej, strzegąc pamięci o polskiej jeździe. W czasach, gdy ostatni świadkowie tamtych wydarzeń odchodzili jeden po drugim, Makowiecki stał się żywym pomnikiem polskiego oręża.
Zmarł 24 października 2017 roku w Londynie, przeżywszy równo sto lat. Był ostatnim żyjącym kawalerzystą kampanii wrześniowej i ostatnim członkiem 1. Dywizji Pancernej generała Maczka mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Wraz z nim odszedł cały świat polskiej kawalerii, świat szabel i koni, honoru i poświęcenia.
Stulecie polskich zmagań
Życiorys Zbigniewa Makowieckiego to lustro, w którym odbija się cała historia Polski XX wieku. Urodzony w rewolucyjnym Piotrogrodzie, wychowany w odrodzonej Rzeczypospolitej, walczący w tragicznym wrześniu, więziony przez nazistów, emigrant na obczyźnie. Ile pokoleń Polaków dzieliło podobny los?
Jego długowieczność była darem, ale i zobowiązaniem. Przez dekady świadczył o czasach, które młodsze pokolenia znają tylko z podręczników. Opowiadał o szarżach kawaleryjskich, o towarzyszach poległych pod Kockiem, o latach za drutami. Był ostatnim mostem łączącym nas z tamtą epoką.
Gdy w 2017 roku odszedł na wieczną wartę, Polska żegnała nie tylko stulatka. Żegnała ostatniego kawalerzystę, który naprawdę tam był, który naprawdę walczył, który naprawdę przeżył. Jego historia przypomina nam, że za datami i bitwami stoją zawsze żywi ludzie, z krwi i kości.
