
Gustaw August Paszkiewicz przeszedł jedną z najbardziej kontrowersyjnych metamorfoz w historii polskiego wojska. Człowiek, który jako zastępca Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej sprawował zwierzchnictwo nad konspiracją, zaledwie kilka lat później osobiście kierował jej likwidacją.
Z konspiracji do munduru
Sierpień 1945 roku przyniósł powrót generała do kraju, który wyglądał zupełnie inaczej niż ten, który opuścił. Paszkiewicz nie wahał się długo przed podjęciem decyzji o swojej przyszłości. Zameldował się u marszałka Michała Żymierskiego, naczelnego dowódcy Wojska Polskiego, sygnalizując gotowość do służby w nowych strukturach. Już w styczniu następnego roku otrzymał konkretne stanowisko.
Dowództwo 18 Dywizji Piechoty w Białymstoku oznaczało nie tylko prestiż, ale przede wszystkim określone zadania. Region białostocki pozostawał jednym z najbardziej aktywnych ośrodków zbrojnego oporu przeciwko komunistycznej władzy. Oddziały partyzanckie kontynuowały walkę, którą wielu z nich rozpoczęło jeszcze pod niemiecką okupacją. Paszkiewicz znał specyfikę konspiracyjnej działalności jak mało kto.
Ta właśnie znajomość czyniła go szczególnie cennym dla nowego reżimu. Człowiek, który przez miesiące koordynował działania podziemia na najwyższym szczeblu, dysponował wiedzą bezcenną dla tych, którzy chcieli to podziemie zniszczyć. Władze szybko dostrzegły potencjał tkwiący w tej sytuacji i postanowiły go wykorzystać w pełni.
Represje w Białymstoku
Wiosna 1946 roku przyniosła Paszkiewiczowi nowe obowiązki. Objął funkcję przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Bezpieczeństwa w Białymstoku, łącząc ją z dowództwem dywizji. Oznaczało to bezpośredni nadzór nad całym aparatem przemocy w regionie. Pod jego rozkazami znalazły się nie tylko jednostki wojskowe, ale również Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicja Obywatelska oraz struktury Urzędu Bezpieczeństwa.
Działalność podległych mu formacji wykraczała daleko poza operacje stricte wojskowe. Żołnierze i funkcjonariusze prowadzili intensywną agitację wśród miejscowej ludności, szczególnie przed referendum czerwcowym 1946 roku.
Propaganda szła w parze z zastraszaniem, a celem było złamanie oporu społecznego wobec narzucanego porządku. Podobne metody zastosowano podczas wyborów do Sejmu Ustawodawczego w styczniu następnego roku.
Paradoks sytuacji uderzał każdego, kto znał wojenną przeszłość generała. Zwalczając oddziały leśne, Paszkiewicz występował przeciwko ludziom, którzy zaledwie kilka lat wcześniej podlegali jego rozkazom. Jako zastępca komendanta głównego ZWZ sprawował nad nimi zwierzchnictwo w najtrudniejszym okresie okupacji. Teraz polował na tych, których sam kiedyś prowadził do walki o niepodległość.
Nagrody i upadek konformisty
Lojalność wobec komunistów przyniosła wymierne korzyści. W lipcu 1946 roku Krajowa Rada Narodowa nadała Paszkiewiczowi stopień generała dywizji. Jesienią tego samego roku awansował na stanowisko dowódcy Warszawskiego Okręgu Wojskowego, jednej z najważniejszych funkcji w strukturze sił zbrojnych. Równolegle budował karierę polityczną jako poseł na Sejm Ustawodawczy z ramienia Stronnictwa Ludowego.
Wystąpienia sejmowe generała pokazywały, jak daleko posunął się w służalczości. W 1947 roku publicznie oskarżył generała Władysława Andersa o udział w spisku na życie Władysława Sikorskiego i przyczynienie się do katastrofy gibraltarskiej. Takie oskarżenia, pozbawione jakichkolwiek dowodów, służyły wyłącznie propagandowym celom reżimu. Paszkiewicz ochoczo użyczał swojego nazwiska i autorytetu wojskowego tym manipulacjom.
Kariera wojskowa zakończyła się jednak stosunkowo szybko. W 1948 roku przeniesiono go w stan spoczynku, choć rok później przywrócono do służby na stanowisku w Ministerstwie Leśnictwa. Ostateczne odejście nastąpiło w 1952 roku.
Pozostały mu funkcje symboliczne, jak wicedyrektorstwo Państwowych Torów Wyścigów Konnych na Służewcu. Dla ludzi znających jego przeszłość ta trajektoria nie stanowiła niespodzianki. Pamiętali, że już po przewrocie majowym zachowywał się jak chorągiewka, zawsze gotów dostosować się do panujących wiatrów.
