Japońskie zbrodnie wojenne. Setki ściętych głów, żywcem paleni jeńcy i mordy w szpitalach

Kiedy człowieczeństwo przestało istnieć

Żołnierze japońscy walczyli aż do śmierci, gdyż wychowano ich w systemie wojskowym, który każdemu rekrutowi wpajał zasadę „gyokusai” (chwalebnego samozniszczenia). Zarówno ich samobójcze ataki, jak i samobójcza obrona sprawiały, że Amerykanie, Australijczycy i Brytyjczycy stawali się coraz bardziej obojętni na śmierć Japończyków. Ich zwłoki leżały często na drogach, dopóki alianckie pojazdy nie zamieniły ich w spłaszczoną, wysuszoną plamę.

Wojna japońska w Chinach od samego początku była prowadzona z praktycznie zerowym poszanowaniem konwencji regulujących zasady nowoczesnych konfliktów zbrojnych. Żołnierze chińscy, którzy się poddawali, byli rutynowo rozstrzeliwani lub ścinani na miejscu przez nacierających Japończyków. Rannych dobijano bagnetami lub mieczami samurajskimi, których piechota japońska używała z wyraźnym upodobaniem.

Chociaż z samolotów zrzucano ulotki, w których zachęcano Chińczyków do poddawania się, obiecując, że armia japońska „nie wyrządzi jeńcom żadnej krzywdy”, zapisy w dziennikach japońskich żołnierzy pokazują wyraźnie, iż ta obietnica była jedynie podstępem. Pewien Japończyk uczestniczący w ataku na prowincję Hebei opisywał przyjemność, jaką sprawiło mu bicie rannego Chińczyka kamieniem i przecięcie jeńca mieczem. Z kolei, gdy jego oddział ścigał cofające się wojska chińskie w głąb prowincji Shanxi, zanotował, że zabijanie uciekających żołnierzy było dla niego zabawą: „Wygłupianie się z rannymi i zmuszanie ich, żeby sami się zabili, też było zabawne”.

Takie dzienniki zdradzają również głębokie poczucie braku bezpieczeństwa i strachu nękające żołnierzy japońskich, którzy regularnie wpadali w zasadzki żołnierzy chińskich, gdy ci, po ujściu z pola bitwy, rozpoczynali walkę partyzancką. Posuwając się naprzód, armia japońska ponosiła duże straty, a jej żołnierze brali odwet na wrogu z wykalkulowanym sadyzmem.

richard overy krew-i-zgliszcza-tom-2

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Richarda Overy Krew i zgliszcza. Wielka wojna imperiów 1931-1945, t. 2 (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2025).

Zbrodnie w Nankinie

Apogeum owych okrucieństw nastąpiło w czasie szturmu na stolicę nacjonalistów chińskich w Nankinie i po jej zdobyciu, gdy według szacunków zamordowano około 20 tysięcy chińskich żołnierzy oraz tysiące cywilów. Chociaż wyżsi stopniem dowódcy japońscy w Chinach chcieli, by ich żołnierze okazali umiar, długie miesiące trudnych walk na niekończących się przestrzeniach pobudzały żądzę zemsty. Dwaj żołnierze japońscy z dnia na dzień stali się sławni w swoim kraju, gdy dotarła tam wiadomość, że rywalizowali o to, który pierwszy zetnie głowę stu Chińczykom. Te „zawody w zabijaniu setki ludzi” przeciągnęły się aż do marca 1938 roku i ostatecznie ich zwycięzca ściął 374 osoby.

W Japonii sławiono to „patriotyczne zabijanie setki ludzi” w wierszach, pieśniach, a nawet książkach dla dzieci. Wszędzie trwało polowanie na chińskich żołnierzy, których mordowano przy użyciu całej gamy brutalnych metod – wieszano ich za język, grzebano lub palono żywcem, używano do ćwiczenia walki bagnetem, wrzucano nagich do przerębli, żeby „poszli na ryby”. Pewien żołnierz japoński przechodził obok około 2 tysięcy martwych i okaleczonych Chińczyków, którzy poddali się, wywiesiwszy białą flagę. Jak odnotował, zostali oni „zabici na najróżniejsze sposoby” i pozostawieni, żeby zgnili przy drodze.

Czytaj również:  Mieczysław Smorawiński. Bohater wojny 1920, ofiara Katynia

Ta niczym niepohamowana fala przemocy była pokłosiem decyzji japońskich wojskowych, aby uznać żołnierzy chińskich za bandytów, co usuwało wszelkie bariery prawne uniemożliwiające mordowanie ich zaraz po schwytaniu. Konwencja genewska w sprawie traktowania jeńców wojennych nie została ratyfikowana przez Japonię, ale nawet gdyby tak się stało, to ograniczenia narzucone przez prawo międzynarodowe w porozumieniach genewskich i tak nie zostały zakomunikowane choćby starszym stopniem dowódcom japońskim.

Gdy Japończycy oswoili się już z brutalną walką, zwyczaj zabijania rannych i wziętych do niewoli przeciwników stał się dla nich swoistym stylem życia. „Chodziłem po trupach chińskich żołnierzy, nie przejmując się tym – pisał w dzienniku jeden ze świadków masakry nankińskiej – bo moje serce stało się dzikie i niespokojne”.

Japończycy strzelajacy do jeńców wojennych. Fot. domena publiczna
Japończycy strzelajacy do jeńców wojennych. Fot. domena publiczna

Zawody w ścinaniu głów. Jak Japonia gloryfikowała zbrodnie

Kiedy w grudniu 1941 roku Japonia zaatakowała amerykańskie, brytyjskie oraz holenderskie posiadłości w Azji Południowo-Wschodniej i na południowym Pacyfiku, większość żołnierzy uczestniczących w tych operacjach miała już za sobą służbę w Chinach, w odróżnieniu od stacjonujących w tamtym rejonie wojsk alianckich, które miały niewielkie albo żadne doświadczenie bojowe.

Tymczasem Japończycy przenieśli zwyczaje z czterech lat walki z Chińczykami na wojnę z mocarstwami kolonialnymi. Wyprzedzała ich reputacja barbarzyńców, ale i tak zderzenie z nimi było szokiem dla żołnierzy armii zachodnich, którzy nie tylko nie docenili zdolności taktycznych przeciwnika, ale zakładali również, że w walce z białymi Japończycy będą przestrzegać konwencji ograniczających przemoc. Kiedy brytyjski gubernator Hongkongu poddał miasto w dzień Bożego Narodzenia 1941 roku, najeźdźcy zaczęli siać spustoszenie w całej dzielnicy międzynarodowej, zabijając jeńców, przebijając bagnetami rannych w szpitalach, gwałcąc i mordując pielęgniarki (chociaż zaledwie kilka dni wcześniej brytyjscy żołnierze i policjanci otworzyli ogień z karabinów maszynowych do chińskich szabrowników, a w jednym przypadku ustawili w rzędzie rzekomych dywersantów, założyli im worki na głowę i zastrzelili jednego po drugim).

W czasie inwazji na Malaje posuwający się na południe Japończycy zabijali jeńców i masakrowali rannych, a ten schemat ich postępowania miał się potem powtarzać w całej wojnie na Pacyfiku. Podczas walk na Nowej Gwinei, gdzie oddziały japońskie często były bliskie śmierci głodowej i kiepsko zaopatrzone w amunicję, wziętych do niewoli żołnierzy australijskich znajdowano potem przywiązanych nago do drzew, ponieważ ćwiczono na nich pchnięcia bagnetem, lub posiekanych mieczami, a w wielu przypadkach zarżniętych, żeby do-starczyć głodnym Japończykom ludzkie mięso. Żołnierze amerykańscy odnajdywali ciała swoich okaleczonych i torturowanych towarzyszy lub odebrane Amerykanom trofea w kieszeniach poległych Japończyków.

Czytaj również:  Konstanty Plisowski. Historia generała, który bronił Brześcia i zginął w Katyniu
Egzekucja poprzez ścięcie mieczem w Nankinie
Egzekucja poprzez ścięcie mieczem w Nankinie

Japońska marynarka wojenna zatapiała statki bez żadnego ostrzeżenia i pozostawiała rozbitków w wodzie lub nawet strzelała do nich z karabinów maszynowych. W czasie inwazji na Holenderskie Indie Wschodnie (obecna Indonezja) marynarze japońscy dokonali też zbrodni na lądzie, masakrując setki pojmanych żołnierzy australijskich i holenderskich na wyspie Amboina, przy czym każdy ze sprawców mógł wybrać, czy ściąć głowę ofierze, czy zadźgać ją bagnetem.

US Navy także od samego początku prowadziła nieograniczoną wojnę podwodną. W 1945 roku było już jednak niewiele do zatopienia i amerykańscy podwodniacy zaczęli atakować kutry rybackie oraz przybrzeżne sampany, łamiąc tym samym obowiązujące w czasie wojny zasady użycia broni. W takich sytuacjach to raczej sumienie poszczególnych dowódców, a nie przepisy prawa międzynarodowego decydowały o tym, czy Japończyków usiłujących utrzymać się na wodzie lub dostać do szalup ratunkowych pozostawiano na pastwę losu, czy zabijano.

Polecamy również: Akcja „Za Kotarą”. Największa strzelanina w okupowanej Warszawie

„Zabijać tych sukinsynów”

Okrutne postępowanie japońskich najeźdźców w stosunku do żołnierzy alianckich przyniosło jednak skutki odwrotne do oczekiwanych. Ponieważ Japończycy nie starali się przestrzegać konwencji prawa wojennego, ich przeciwnicy odpowiadali tym samym. Nie każdy żołnierz aliancki i nie każdy żołnierz japoński popełniał czyny sprzeczne z prawem międzynarodowym, ale w wojnie na Pacyfiku takie naruszenia były powszechne, a żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej i wojsk lądowych wiedzieli, że nie grozi im za to żadna kara.

Podejście amerykańskich wojskowych ukształtowała fala spontanicznego gniewu wywołanego przez atak na Pearl Harbor. Już kilka godzin po nim kierujący operacjami morskimi US Navy admirał Harold Stark ogłosił rozpoczęcie „nieograniczonej wojny powietrznej i podwodnej przeciwko Japonii”, anulując w ten sposób zobowiązania międzynarodowe Stanów Zjednoczonych, nim tak naprawdę zaczęła się walka.

Osobisty doradca Roosevelta admirał William Leahy także postawił sprawę jasno, mówiąc, że w walce z „japońskimi dzikusami” przyjęte reguły wojny „muszą być porzucone”. Z kolei wiceadmirał William Halsey przesłał załogom swojej floty lotniskowców sygnał: „Zabijać Japońców, zabijać Japońców, zabijać jeszcze więcej Japońców”.

W tych okolicznościach nie było szans, że jakieś ograniczenia prawne powstrzymają amerykańskich wojskowych, tym bardziej po tym, jak na własne oczy zobaczyli przykłady japońskich okrucieństw. Hasło „Zabić tych sukinsynów” powtarzało się stale w literaturze czytanej przez żołnierzy amerykańskich.

Broniący się Japończycy nie przestrzegali żadnych zasad, nawet jeśli było to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem: machali białymi flagami, żeby wciągnąć przeciwnika w zasadzkę; leżeli na polu bitwy, udając martwych, aby następnie otworzyć ogień; poddawali się, trzymając granat bez zawleczki, by zginąć razem z tymi, którzy ich pojmali; a w rzadkich przypadkach ruszali z mieczami samurajskimi do zmasowanego ataku na stanowiska karabinów ma-szynowych wroga.

Czytaj również:  Najgorsza śpiewaczka świata,. Niezwykła historia Jenkins

Polecamy również: Piękna, inteligentna, niebezpieczna. Niezwykła historia gwiazdy warszawskiej konspiracji

Jeńcy w obozie japońskim w Singapurze
Jeńcy w obozie japońskim w Singapurze

„Byli zwierzętami i tak też byli traktowani”

Żołnierze amerykańscy powszechnie czuli do Japończyków wstręt i pogardę, które były podsycane przez propagandę ukazującą ich jako nieludzkie zwierzęta, wytwory egzotycznej i niezgłębionej kultury. Uważano, że w polu „dobry Japoniec” to „martwy Japoniec”, dlatego brano niewielu jeńców.

Rannych czasami dobijano, podrzynając im gardła. Zbierano trofea w postaci części ciał wrogów, którym ściągano skalpy lub wyrywano złote zęby, aby nosić je potem w niewielkich woreczkach. Okaleczanie zwłok było tak powszechne, że we wrześniu 1942 roku Departament Wojny polecił wszystkim dowódcom zakazać zbierania takich makabrycznych pamiątek, ale bez większego efektu.

Kiedy po wojnie ekshumowano i przewieziono do ojczyzny szkielety żołnierzy japońskich z Wysp Mariańskich, okazało się, że 60 procent z nich nie ma czaszek. Nóż do papieru zrobiony z kości Japończyka podarowano nawet Rooseveltowi, prezydent jednak upierał się, aby odesłać go do Japonii. Niektórzy Japończycy, nie mogąc pogodzić się z faktem, że nie zginęli w boju, walczyli, dopóki przeciwnik nie pozbawił ich życia. W czasie bitwy o Guadalcanal na Wyspach Salomona tak trudno było wziąć żywcem Japończyka, aby go przesłuchać, że żołnierzom amerykańskiej

Dywizji Piechoty „Americal” obiecano whisky i dodatkowe piwo za przyprowadzenie jeńca. W październiku 1944 roku, po prawie trzech latach wojny na Pacyfiku, w rękach aliantów było tylko 604 japońskich jeńców. Na całym tamtym teatrze działań wojennych wzięto do niewoli zaledwie 41 tysięcy japońskich żołnierzy i marynarzy, z czego prawie wszystkich pod koniec wojny. Wiedza o tym, że Amerykanie i Australijczycy generalnie nie biorą jeńców, jedynie potwierdzała zasady zapisane w japońskim regulaminie służby polowej, które wymagały od żołnierza śmierci zamiast haniebnej kapitulacji.

To samo dotyczyło wojny w Birmie, gdzie po ujrzeniu japońskich okrucieństw oddziały brytyjskie, zachodnioafrykańskie i indyjskie tak często zabijały jeńców oraz rannych Japończyków, że ci ostatni nie mieli żadnych powodów, aby się poddać. Pewnego razu żołnierze indyjscy spalili żywcem 120 rannych żołnierzy japońskich, a przy innej okazji pochowali żywcem ponad dwudziestu. Rannych Japończyków regularnie dźgano bagnetami lub dobijano z broni palnej, a martwych także przebijano bagnetami, aby się upewnić, że nie żyją. Jak stwierdził pewien major brygady brytyjskiej, „byli zwierzętami i tak też byli traktowani”.

Polecamy również: Najbardziej zuchwały szpieg Gestapo. Oszukał całe polskie podziemie

Źródło

richard overy krew-i-zgliszcza-tom-2

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Richarda Overy Krew i zgliszcza. Wielka wojna imperiów 1931-1945, t. 2 (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2025). Książkę można zamówić, klikając ten link lub poniższy przycisk.

O autorze: PrzezWieki

(Visited 9 168 times, 1 visits today)