
24 czerwca 1944 roku. Z obozu Auschwitz-Birkenau ucieka para więźniów. On w mundurze SS-mana, ona w kombinezonie roboczym z umywalką pod pachą. Idą wolnym krokiem przez bramę, mijając straże. Za nimi cztery lata piekła. Przed nimi dwanaście dni wolności i miłości, za które zapłacą najwyższą cenę. To historia, która gdyby została wymyślona przez pisarza, zostałaby uznana za niewiarygodną. A jednak wydarzyła się naprawdę.
Spotkanie w fabryce śmierci
Edward Galiński trafił do Auschwitz jako siedemnastolatek. Był uczniem szkoły średniej z Jarosławia, gdy wiosną 1940 roku Niemcy aresztowali go w ramach akcji AB wymierzonej w polską inteligencję. 14 czerwca tego samego roku znalazł się w pierwszym transporcie 728 polskich więźniów politycznych do obozu, który dopiero powstawał. Otrzymał numer 531.
Mala Zimetbaum przyjechała do obozu dwa lata później, we wrześniu 1942. Urodzona w Brzesku, wychowana w Antwerpii, władająca sześcioma językami młoda kobieta została aresztowana podczas łapanki na dworcu. Z transportu liczącego ponad tysiąc osób tylko 101 kobiet uznano za zdolne do pracy. Reszta trafiła prosto do komór gazowych. Mala otrzymała numer 19880.
Los sprawił, że oboje stali się więźniami funkcyjnymi. Edek pracował jako mechanik w obozowej ślusarni pod nadzorem niezwykłego esesmana, Edwarda Lubuscha, który zamiast dręczyć więźniów, pomagał im. Mala dzięki znajomości języków została tłumaczką i łączniczką, co dawało jej względną swobodę poruszania się po obozie.
Poznali się na przełomie 1943 i 1944 roku, gdy Edek naprawiał instalacje w obozie kobiecym. W świecie, gdzie uczucia były surowo zabronione, a każdy dzień mógł być ostatnim, między dwojgiem młodych ludzi narodziła się miłość.
Anioł Birkenau
Mala szybko zyskała wśród współwięźniarek przydomek „Anioł Auschwitz”. Wykorzystywała swoją pozycję, by ratować innych. Ostrzegała przed selekcjami, przemycała lekarstwa, przydzielała osłabione kobiety do lżejszych prac. Ewa Feldenkreis, współwięźniarka, wspominała: „Gdy stała przy Niemcach, zapisując nazwiska, często tylko udawała, że pisze. W ten sposób uratowała setki istnień”.
Ryzykowała życie każdego dnia. Gdy transporty z Grecji czy Węgier przyjeżdżały na rampę, Mala tłumaczyła rozkazy, ale jednocześnie szeptała nowo przybyłym, co mają mówić, by uniknąć komory gazowej. Mówiła, że mają osiemnaście lat, że są zdrowe, że potrafią pracować. Te kilka słów często decydowało o życiu lub śmierci.
Edek z kolei wykorzystywał swoją pozycję w ślusarni, by zabierać do warsztatu najsłabszych więźniów, ratując ich przed morderczą pracą przy budowie dróg czy osuszaniu bagien. Razem tworzyli nieformalną sieć pomocy, w którą zaangażowanych było wielu więźniów.
Plan ucieczki
Pierwotnie to nie Mala miała uciekać z Edkiem. Plan wymyślili Galiński z przyjacielem Wiesławem Kielarem. Mieli uciec przebrani za esesmanów, wykorzystując mundury zdobyte od Lubuscha. Gdy jednak Kielar stracił spodnie od munduru SS, Edek zaczął nalegać, by to Mala zajęła jego miejsce.
Kielar wspominał później: „Edek błagał mnie, bym zgodził się na ucieczkę Mali. Kochali się szaleńczo. Wiedziałem, że bez niej nie ucieknie, a ona bez niego nie przeżyje obozu”. Ostatecznie zgodził się ustąpić miejsca.
Plan był prosty i genialny zarazem. Edek miał udawać esesmana eskortującego więźniarkę do pracy poza obozem. To był częsty widok, który nie powinien wzbudzić podejrzeń. Mala wykradła czysty blankiet przepustki SS i sfałszowała odpowiednie pieczęcie. Mundur i pistolet z dwoma nabojami dostarczył Lubusch.
Dwanaście dni wolności
Sobota, 24 czerwca 1944 roku została wybrana nieprzypadkowo. W weekendy straże były mniej czujne. Mala włożyła kombinezon roboczy i wzięła umywalkę, udając, że idzie do naprawy. Edek w mundurze SS szedł za nią. Minęli wartowników, pokazali sfałszowaną przepustkę i wyszli z obozu.
Syreny alarmowe zawyły dopiero podczas wieczornego apelu. Para była już daleko. Dotarli do wsi Kozy, gdzie pomocy udzielił im Antoni Szymlak. Planowali przedostać się na Słowację, do krewnych Mali. Szli nocami, ukrywali się w lasach. Przez dwanaście dni byli wolni. Po raz pierwszy od lat mogli się przytulić bez strachu, porozmawiać bez świadków, zasnąć obok siebie.
Te dni wolności były wszystkim, czego pragnęli. W jednym z listów przemyconych później z celi Edek napisał: „Te dni z tobą były warte więcej niż całe życie”.
Zdrada czy pech?
6 lipca 1944 roku dotarli do Beskidu Żywieckiego, blisko słowackiej granicy. Mala weszła do sklepu kupić chleb. Niemiecki patrol graniczny zwrócił uwagę na wycieńczoną kobietę płacącą złotem. Edek ukrył się w pobliżu. Mógł uciec, gdy Mala została aresztowana. Nie uciekł. Wyszedł z ukrycia i oddał się w ręce patrolu.
Wiesław Kielar pisał później: „Edek mógł się uratować, ale wybrał śmierć z Malą. To była jego decyzja. Miłość była dla niego ważniejsza niż życie”.
Blok śmierci
Rozpoznani jako uciekinierzy z Auschwitz, zostali przewiezieni z powrotem do obozu. Osadzono ich w osobnych celach bloku 11, zwanego blokiem śmierci. Edek wydrapał na ścianach cel ich imiona i numery obozowe. „Mala Zimetbaum i Edward Galiński 6.VII.44”. Te napisy przetrwały do dziś.
Przez tygodnie byli torturowani. Gestapo chciało wydobyć informacje o pomocnikach, o pochodzeniu munduru SS. Nie wydali nikogo. W przemycanych grypsach uspokajali współwięźniów: „Nic nikomu nie grozi. Milczymy”.
Czasem gwizdali do siebie przez korytarz. Gdy wypuszczano ich na spacerniak, Edek stawał pod oknem celi Mali i śpiewał włoskie arie. Strażnik, który przemycał między nimi grypsy, mówił później, że nawet w obliczu śmierci „promieniowali miłością”.
Ostatni akt sprzeciwu
15 września 1944 roku mieli zostać publicznie powieszeni. Cały obóz otrzymał rozkaz przyglądania się egzekucji. SS chciało pokazać, jaki los czeka uciekinierów. Nie przewidzieli, że Mala i Edek wykorzystają swoją śmierć do ostatniego aktu oporu.
Edek, zanim odczytano wyrok, sam wskoczył na stołek pod szubienicą. Gdy go ściągnięto, krzyknął „Niech żyje Polska!”. Jeden z więźniów zawołał, by wszyscy zdjęli czapki na cześć skazańca. Tysiące więźniów w milczeniu oddało hołd.
Mala zdobyła gdzieś żyletkę. Gdy prowadzono ją na szubienicę, podcięła sobie żyły. Gdy esesman próbował jej wyrwać żyletkę, uderzyła go zakrwawioną dłonią w twarz. Według świadków krzyknęła do zgromadzonych więźniów: „Nie bójcie się! Wkrótce przyjdzie wolność! Ich koniec jest bliski!”
Skatowana, wykrwawiająca się, została wrzucona na wózek i zawieziona do krematorium. Niektórzy twierdzą, że została spalona żywcem.
Wybrana bibliografia:
– Miłość w obozie śmierci. Tragiczna historia Mali Zimetbaum i Edka Galińskiego [https://naszahistoria.pl/milosc-w-obozie-smierci-tragiczna-historia-mali-zimetbaum-i-edka-galinskiego/ar/c15-9174856]
– 74 lata temu Mala Zimetbaum i Edek Galiński uciekli z KL Auschwitz [https://historia.interia.pl/aktualnosci/news-74-lata-temu-mala-zimetbaum-i-edek-galinski-uciekli-z-kl-aus,nId,2597286]
