Najkrwawsza rzeź na Pacyfiku. Dramat Manili 1945

Gdy w styczniu 1945 roku amerykańskie wojska wylądowały w Zatoce Lingayen, generał Douglas MacArthur był przekonany, że odzyskanie Manili będzie kwestią kilku dni. Rzeczywistość okazała się brutalna. Zamiast triumfalnego wjazdu do wyzwolonego miasta, Amerykanie musieli stoczyć miesięczną batalię, która pochłonęła więcej ofiar cywilnych niż niejedna wielka operacja wojskowa całej wojny na Pacyfiku.

Sytuacja przed bitwą

Dowódca japońskich sił na Filipinach, generał Tomoyuki Yamashita, nie zamierzał bronić 800-tysięcznej metropolii. Doskonale rozumiał, że drewniana zabudowa miasta jest łatwopalna, a wyżywienie tak ogromnej populacji podczas oblężenia niemożliwe. Jego plan zakładał wycofanie głównych sił w góry północnego Luzonu, gdzie zamierzał wiązać wojska amerykańskie jak najdłużej, opóźniając tym samym ewentualną inwazję na Wyspy Japońskie.

Kontradmirał Sanji Iwabuchi miał jednak zupełnie inne plany. Ten oficer marynarki, który wcześniej stracił pancernik Kirishima pod Guadalcanalem, szukał okazji do rehabilitacji. 

Ściągnął do Manili podległe mu Morskie Siły Obrony złożone z rozbitków różnych zatopionych okrętów i postanowił bronić miasta do ostatniego żołnierza. Kiedy dowódca wojsk lądowych w rejonie stolicy zobaczył, że marynarka szykuje się do walki, honor nakazał mu pozostawić w mieście również swoje bataliony.

Ta fatalna decyzja, podjęta wbrew rozkazom Yamashity, przesądziła o losie Manili i jej mieszkańców. Iwabuchi kazał przygotować pozycje obronne, wysadzić wszystko, co mogło być przydatne atakującym, i rozstawić pola minowe. Zabytkowa dzielnica Intramuros, otoczona murami z czasów hiszpańskich, miała stać się twierdzą.

Kleszcze zaciskają się

Amerykanie nadciągali z dwóch kierunków jednocześnie. Od północy szła 1 Dywizja Kawalerii, której dowódca otrzymał od MacArthura lakoniczny rozkaz: uwolnić więźniów w Santo Tomas, zająć pałac prezydencki i gmach parlamentu. 

Od południa posuwała się 11 Dywizja Powietrznodesantowa, która wylądowała pod Nasugbu bez większego oporu. Obie formacje korzystały z bezcennej pomocy filipińskiej partyzantki, liczącej w szczytowym momencie 270 tysięcy członków.

Czytaj również:  Zabójstwo Romanowów. Bezwzględna zbrodnia trwała 20 minut

Błyskawiczny rajd kawalerii pozwolił 3 lutego wieczorem dotrzeć do kompleksu uniwersyteckiego Santo Tomas, gdzie Japończycy przetrzymywali ponad trzy tysiące cywilnych internowanych. Ich wyzwolenie było propagandowym sukcesem, ale radość szybko ustąpiła miejsca zgrozie. Gdy Amerykanie próbowali wedrzeć się do południowych dzielnic, natrafili na zaciekły opór i coś znacznie gorszego.

Japońscy obrońcy, świadomi nieuchronnej klęski, rozpoczęli systematyczne mordowanie ludności cywilnej. Mieszkańców spędzano do budynków, które następnie podpalano lub wysadzano. Kobiety i dziewczęta padały ofiarą masowych gwałtów, po których często je zabijano. 

Ofiarami byli również obywatele państw neutralnych, a nawet sojuszników Japonii. Konsul wenezuelski zginął wraz z całą rodziną, podobny los spotkał przedstawiciela rządu Vichy. W Klubie Niemieckim zamordowano kilkunastu obywateli Trzeciej Rzeszy, mimo że jeden z nich próbował ratować się, okazując niemiecki paszport.

Koniec zabytkowej dzielnicy

Szczególnie tragiczny los spotkał Intramuros. Japończycy spędzili tam blisko pięć tysięcy Filipińczyków, traktując ich jako żywe tarcze i zakładników. Gdy artyleria amerykańska rozpoczęła ostrzał starówki, na murach ustawiono około stu cywilów. Mimo to dowództwo nie przerwało ognia. Przez kilka dni na niewielką dzielnicę spadło łącznie 185 ton pocisków, w tym z haubic kalibru 203 milimetrów.

W podziemiach Fortu Santiago, który przez wieki służył jako więzienie i miejsce straceń, Amerykanie odkryli później ciała setek bestialsko pomordowanych mężczyzn. Wielu nosiło ślady tortur lub skrajnego wygłodzenia. 

Szczególnie ciężkie straty poniosło duchowieństwo katolickie. Zginęło ponad osiemdziesięciu księży i zakonników oraz pięćdziesiąt zakonnic, niektóre z nich przed śmiercią zgwałcono. W De la Salle College japońscy żołnierze zamordowali trzydzieści dziewięć osób, w tym piętnastu braci szkolnych różnych narodowości.

Bitwa o Intramuros zakończyła się 24 lutego. Z niemal dwutysięcznej japońskiej załogi do niewoli trafiło zaledwie dwudziestu pięciu żołnierzy. Walki o gmachy rządowe trwały jednak jeszcze tydzień. Dopiero 3 marca padł ostatni punkt oporu, ruiny Departamentu Finansów, gdzie kontradmirał Iwabuchi popełnił samobójstwo.

Czytaj również:  Polscy kamikadze. Zapomniana karta kampanii wrześniowej

Cena wyzwolenia

Manila była wolna, ale zwycięstwo trudno nazwać triumfem. Tysiąc amerykańskich żołnierzy poległo, ponad pięć tysięcy odniosło rany. Japończyków wybito niemal do nogi, szesnaście tysięcy zabitych. Jednak największą ofiarę złożyła ludność cywilna, według amerykańskich szacunków blisko sto tysięcy zabitych w ciągu niecałego miesiąca.

Straty materialne były równie przytłaczające. Intramuros zniszczono niemal całkowicie, ocalał tylko kościół świętego Augustyna. Zabytkowe mury zburzono w połowie. Dzielnice portowe, Malate i Ermita legły w prawie całkowicie w gruzach. Filipińska Biblioteka Narodowa straciła setki tysięcy książek, a Muzeum Narodowe dwa i pół tysiąca dzieł sztuki.

MacArthur, zwiedzając zrujnowane miasto, w którym spędził prawdopodobnie najlepsze lata życia, powiedział tylko: Manila jest Warszawą Azji. Amerykańscy korespondenci wojenni podchwycili to porównanie, nazywając filipińską stolicę najbardziej zniszczonym miastem świata zaraz po polskiej stolicy. 

Analogia była trafna nie tylko pod względem skali zniszczeń. Podobnie jak w przypadku Warszawy, masakra pochłonęła znaczną część przedwojennej elity, setki działaczy, artystów, naukowców i przedsiębiorców. Filipiny czekały dekady politycznej niestabilności, która ostatecznie doprowadziła do dyktatury.

O autorze: przez wieki

(Visited 410 times, 1 visits today)