
Niewiele postaci polskiego ruchu narodowego wzbudza tyle kontrowersji co Adam Doboszyński. Inżynier budowlany z dyplomem gdańskiej politechniki, który czytał „Sumę teologiczną” św. Tomasza z Akwinu i jednocześnie organizował zbrojne napady na miasteczka. Człowiek, który w angielskiej prasie propagował katolickie koncepcje ustrojowe, a wcześniej dowodził bojówkami demolującymi żydowskie sklepy.
Młody Adam Doboszyński
Młody Doboszyński trafił do Wolnego Miasta Gdańska w pierwszej połowie lat dwudziestych, porzuciwszy studia prawnicze w Warszawie na rzecz inżynierii budowlanej. W tym kosmopolitycznym porcie bałtyckim, gdzie krzyżowały się wpływy niemieckie i polskie, aktywnie działał w organizacjach studenckich, współtworząc Bratnią Pomoc Zrzeszenia Studentów Polskich i przewodnicząc Związkowi Akademików Gdańskich. Trzykrotnie reprezentował Polskę na kongresach międzynarodowej konferencji studenckiej.
Po uzyskaniu dyplomu inżyniera w 1925 roku wyjechał do Paryża, gdzie przez dwa lata studiował w prestiżowej Szkole Nauk Politycznych. Kłopoty finansowe rodziny zmusiły go do powrotu i zajęcia się majątkiem w Chorowicach pod Krakowem. To właśnie tam, zarządzając ziemiańskim gospodarstwem, zaczął formułować swoje koncepcje ekonomiczne, które później przybrały formę książkową.
Przełomowym momentem okazała się podróż do Anglii w 1933 roku i spotkanie z Gilbertem Keithem Chestertonem. Angielski pisarz i myśliciel katolicki zaszczepił w Doboszyńskim ideę dystrybucjonizmu, czyli koncepcji gospodarczej opartej na upowszechnieniu własności i walce z monopolami. Rok później ukazała się Gospodarka narodowa, praca, która do wybuchu wojny doczekała się trzech wydań i uczyniła jej autora jednym z czołowych teoretyków ekonomicznych polskiej prawicy.
Marsz na Myślenice i jego konsekwencje
Czerwcowa noc 1936 roku przyniosła wydarzenia, które na zawsze naznaczyły biografię Doboszyńskiego. Zainspirowany marszem Mussoliniego na Rzym z 1922 roku, poprowadził grupę kilkudziesięciu bojowców na małopolskie Myślenice.
Rozbrojono posterunek policji, przecięto linie telefoniczne, a towary z żydowskich sklepów wniesiono na rynek i spalono. Próbowano też podpalić synagogę.
Oddział wycofał się nad ranem w kierunku granicy czechosłowackiej, ścigany przez trzy grupy policyjne. W trakcie kilkudniowego pościgu doszło do dwóch starć zbrojnych. Doboszyński został lekko ranny w okolicach Zawoi i aresztowany. Podczas przesłuchań wziął całą odpowiedzialność na siebie, chroniąc pozostałych uczestników.
Ława przysięgłych go uniewinniła, lecz sąd apelacyjny wymierzył karę trzech i pół roku więzienia. Opuścił celę dopiero w lutym 1939 roku, korzystając z urlopu zdrowotnego.
Wyprawa myślenicka wpisywała się w szerszy kontekst radykalizacji polskiego ruchu narodowego. Stronnictwo Narodowe w 1936 roku oficjalnie uznało inspirowanie antyżydowskich zamieszek za dopuszczalne narzędzie walki politycznej. Akceptowano przemoc i postulowano separację nie tylko wyznawców judaizmu, ale również osób ochrzczonych o żydowskich korzeniach.
Emigracyjny krytyk i prorok tragedii
Wojna zastała Doboszyńskiego bez przydziału wojskowego ze względu na wyrok pozbawiający praw publicznych. Mimo to zgłosił się jako ochotnik, dowodził oddziałem saperów i został ranny pod Lwowem. Przez Węgry przedostał się do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuował służbę w stopniu porucznika. Za męstwo otrzymał Krzyż Waleczny i francuski Croix de Guerre.
Na emigracji okazał się równie niepokorny jak w kraju. Ostro krytykował rząd generała Sikorskiego, którego uważał za człowieka słabego, zawdzięczającego karierę kontaktom z czynnikami zagranicznymi.
Za opublikowanie listu otwartego wzywającego do obalenia premiera trafił na prawie rok do obozu dla przeciwników politycznych na szkockiej wyspie Bute. Wydalono go też z wojska.
Szczególnie prorocze okazały się jego ostrzeżenia przed powstaniami. W artykule Ekonomia krwi z listopada 1943 roku twierdził, że przez dwieście lat niewoli ciągoty powstańcze zaszczepiali Polakom ich wrogowie, czerpiący korzyści z nieudanych zrywów.
Przewidywał, że ewentualne powstanie w okupowanym kraju będzie równie tragiczne jak dziewiętnastowieczne insurekcje. Wydarzenia warszawskie z 1944 roku potwierdziły trafność tych przewidywań.
Ostatnia podróż Doboszyńskiego
W grudniu 1946 roku Doboszyński potajemnie wrócił do Polski. Przez pół roku jeździł po kraju, spotykając się z działaczami narodowymi i katolickimi. Planował stworzenie nieformalnego środowiska, które po spodziewanej klęsce Związku Radzieckiego w konfrontacji z Zachodem stanie się zaczątkiem szerokiego frontu odbudowy. Większość jego rozmówców szybko trafiła do aresztów Urzędu Bezpieczeństwa.
Jego samego ujęto w Poznaniu w lipcu 1947 roku. Śledztwo prowadził osobiście pułkownik Józef Różański, stosując wymyślne tortury. Proces pokazowy przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się w czerwcu 1949 roku.
Oskarżono go o współpracę z wywiadami niemieckim i amerykańskim oraz o szerzenie doktryny faszystowskiej. Wyrok śmierci wykonano strzałem w tył głowy 29 sierpnia 1949 roku w więzieniu mokotowskim.
Dopiero czterdzieści lat później, w kwietniu 1989 roku, Sąd Najwyższy oczyścił Doboszyńskiego ze wszystkich powojennych zarzutów. Jego symboliczny grób znajduje się na Powązkach w kwaterze Na Łączce, miejscu spoczynku ofiar terroru komunistycznego.
