
Günther Prien przeszedł do historii jako jeden z najbardziej zuchwałych dowódców U-Bootów II wojny światowej. Jego brawurowy atak na Scapa Flow wstrząsnął Wielką Brytanią, a śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach zszokowała nazistowskie Niemcy. Kim był człowiek, którego nazywano Bykiem ze Scapa Flow?
Młodość Priena
Günther Prien urodził się 16 stycznia 1908 roku w Lubece jako syn miejscowego sędziego. Idylliczne dzieciństwo skończyło się wraz z rozwodem rodziców, gdy wraz z matką i rodzeństwem przeniósł się do Lipska. Hiperinflacja i chaos gospodarczy Republiki Weimarskiej zepchnęły rodzinę na skraj ubóstwa.
W wieku zaledwie piętnastu lat Prien podjął decyzję, która ukształtowała całe jego życie. Porzucił szkołę i wstąpił do marynarki handlowej. Rozpoczął od najniższego możliwego stanowiska jako pokojowy na statku, ale przez następne osiem lat piął się w górę, ucząc się telegrafii, nawigacji i prawa morskiego. Morze stało się jego uniwersytetem.
Kiedy w 1935 roku Adolf Hitler zaczął odbudowywać niemiecką flotę wojenną, Prien dostrzegł szansę. Jego doświadczenie z marynarki handlowej pozwoliło mu na przyśpieszony awans. Dobrowolnie zgłosił się do służby na okrętach podwodnych, choć były to jednostki ciasne, niebezpieczne i cuchnące olejem napędowym. Dla młodego oficera liczyło się jednak coś innego: prestiż i możliwość wykazania się.
Noc, która zmieniła wszystko
13 października 1939 roku U-47 pod dowództwem Priena wykonał manewr, który wydawał się niemożliwy. Okręt przepłynął przez wąskie przejście Kirk Sound do zatoki Scapa Flow, głównej bazy brytyjskiej Home Fleet. Było to serce morskiej potęgi Imperium Brytyjskiego, miejsce teoretycznie niedostępne dla wroga.
W środku nocy torpedy z U-47 trafiły pancernik HMS Royal Oak. Potężny okręt zatonął w ciągu kilkunastu minut, zabierając ze sobą 833 członków załogi. Prien wyprowadził swój okręt z zatoki równie cicho jak wszedł, mijając brytyjskie posterunki, które nawet nie podejrzewały, co się właśnie wydarzyło.
Sukces był spektakularny nie tylko militarnie. Uderzenie w samo serce brytyjskiej floty miało ogromne znaczenie propagandowe. Hitler osobiście przyjął Priena, a nazistowska prasa uczyniła z niego bohatera narodowego. Załoga U-47 wymalowała na kiosku okrętu szarżującego byka, co dało dowódcy przydomek, który przylgnął do niego na zawsze.
Fanatyk na morzu
Amerykański dziennikarz William Shirer, który spotkał Priena na konferencji prasowej w Berlinie po sukcesie w Scapa Flow, nie miał wątpliwości co do charakteru niemieckiego asa. Opisał go jako zarozumiałego i fanatycznego nazistę. To nie była przesada ani dziennikarska złośliwość.
Prien, podobnie jak jego przełożony Karl Dönitz, był nazistą z przekonania, nie z oportunizmu. Wierzył w ideologię Trzeciej Rzeszy i realizował jej cele z pełnym oddaniem. Przez kolejne miesiące bitwy o Atlantyk jego U-47 zatopił łącznie 31 jednostek o pojemności prawie 200 tysięcy ton, a kolejne osiem poważnie uszkodził.
Dla alianckich marynarzy handlowych i ich eskorty Prien był koszmarem wynurzającym się z głębin. Dla nazistowskiej propagandy stanowił wzór niemieckiego żołnierza. Ta dwoistość jego postaci sprawia, że do dziś budzi kontrowersje wśród historyków próbujących oddzielić wojskowy kunszt od ideologicznego zaangażowania.
Ostatni patrol
19 lutego 1941 roku U-47 wypłynął z portu w Lorient na kolejny patrol. Nikt nie przypuszczał, że będzie to ostatni rejs Byka ze Scapa Flow. Pod koniec lutego Prien namierzył konwój trzydziestu dziewięciu statków i wezwał wsparcie. Bombowce Condor zatopiły siedem jednostek, a sam Prien dodał do tego kolejne trzy pod osłoną nocy.
Kilka dni później, gdy nad Atlantykiem unosiła się mgła, Prien polował wraz z innym asem U-Bootwaffe Otto Kretschmerem. Niespodziewanie mgła się rozwiała, odsłaniając brytyjskie niszczyciele. Oba okręty zanurkowały, nasłuchując eksplozji bomb głębinowych nad głowami.
Po 7 marca 1941 roku U-47 zamilkł na zawsze. Co dokładnie się wydarzyło, pozostaje nieznane do dziś. Historycy rozważają kilka możliwości: wejście na pole minowe, trafienie własną uszkodzoną torpedą lub atak brytyjskich korwet HMS Camellia i HMS Arbutus. Przez lata sądzono, że sprawcą był niszczyciel HMS Wolverine, ale nowsze badania podważają tę teorię.
Szok nad Renem
Kiedy władze Trzeciej Rzeszy w końcu potwierdziły śmierć Priena, społeczeństwo niemieckie doznało wstrząsu. Był on bohaterem propagandowym, symbolem niemieckiej przewagi na morzu. Jego zniknięcie podkopywało mit niezwyciężoności U-Bootów.
Historycy porównują szok wywołany śmiercią Priena do tego, jakiego później doświadczyli Brytyjczycy po utracie Malcolma Wanklyna na HMS Upholder oraz Amerykanie po zaginięciu Musha Mortona na USS Wahoo. Wszyscy trzej byli legendami swoich flot podwodnych, a ich odejście symbolizowało brutalną prawdę wojny: że nawet najlepsi nie są nieśmiertelni.
Günther Prien spoczął gdzieś na dnie północnego Atlantyku wraz ze swoją załogą. Miejsce jego wiecznego spoczynku pozostaje nieznane, podobnie jak dokładne okoliczności katastrofy. Byk ze Scapa Flow, który terroryzował alianckie konwoje, sam stał się ofiarą bezlitosnego oceanu i równie bezlitosnej wojny.
