
Syn zbankrutowanego rolnika, który ledwo znał łacinę, stał się narodowym poetą Szkocji. Robert Burns przekuł rodzinną tragedię i ciężką pracę na farmie w poezję, która do dziś jednoczy Szkotów na całym świecie podczas noworocznych celebracji.
Dzieciństwo w cieniu bankructwa
William Burns przybył do hrabstwa Ayrshire z nadzieją na lepsze życie dla swojej rodziny. Najpierw dzierżawił farmę Mount Oliphant, potem Lochlea, ale mimo katorżniczej pracy pech nie opuszczał go ani na chwilę. Zmarł w 1784 roku, złamany i pozbawiony majątku, pozostawiając syna z głęboką raną i równie głębokim gniewem.
Młody Robert obserwował, jak system społeczny miażdży uczciwego człowieka. Ta obserwacja ukształtowała jego światopogląd bardziej niż jakiekolwiek książki. Poeta stał się buntownikiem, który przez całe życie atakował piórem każdą formę niesprawiedliwości, obłudy religijnej i politycznego okrucieństwa wobec prostych ludzi.
Mimo ubóstwa rodzice zadbali o wykształcenie syna. Burns uczył się od wynajętego nauczyciela, poznał podstawy francuskiego i szczątkową łacinę. Czytał najważniejszych angielskich pisarzy osiemnastego wieku, sięgał po Szekspira, Miltona i Drydena, choć szkocką literaturę poznawał głównie przez pieśni ludowe przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie.
Poeta przy pługu
Po śmierci ojca Burns został dzierżawcą farmy Mossgiel i wreszcie mógł sam decydować o swoim czasie. Ciężka praca w polu nie przeszkadzała mu w poszukiwaniu towarzystwa, zarówno męskiego, jak i kobiecego. Jego romanse stały się równie legendarne jak jego wiersze, a pierwszy nieślubny syn przyszedł na świat w 1785 roku, gdy poeta miał zaledwie dwadzieścia sześć lat.
Narodziny dziecka służącej Elizabeth Paton poeta powitał żywym, radosnym wierszem. Ta reakcja doskonale oddawała jego charakter, pełen życia, przekory i odmowy podporządkowania się konwenansom epoki. Burns nigdy nie ukrywał swoich uczuć ani nie przepraszał za swoje wybory, co czyniło go postacią fascynującą i kontrowersyjną jednocześnie.
Lata 1784 i 1785 przyniosły eksplozję twórczości. Burns pisał coraz więcej, wyrażając w wierszach miłość, przyjaźń, rozbawienie i ironiczną obserwację otaczającego go świata. Prowadził notatnik, w którym analizował problemy wersyfikacji, co obala mit o nim jako prostym chłopie piszącym spontanicznie. Był świadomym rzemieślnikiem słowa, który doskonalił swój warsztat z naukową precyzją.
Od lokalnej drukarni do edynburskich salonów
W 1786 roku niewielka drukarnia w Kilmarnock wydała tomik jego poezji zatytułowany po prostu „Poems, Chiefly in the Scottish Dialect”. Sukces publikacji był natychmiastowy i oszałamiający; zamiast uciekać przed problemami finansowymi na Jamajkę, jak pierwotnie planował, Burns wyruszył do Edynburga. Tamtejsza elita intelektualna przyjęła go z otwartymi ramionami.
Pobyt w stolicy pozwolił mu na wydanie kolejnej edycji dzieł i zgromadzenie funduszy, które umożliwiły mu ostateczne ustabilizowanie życia. W 1788 roku osiadł w Dumfries, gdzie objął posadę poborcy podatkowego, co zapewniało mu stały dochód, choć praca ta bywała wyczerpująca i niewdzięczna. Ożenił się z Jean Armour, kobietą, która towarzyszyła mu w najtrudniejszych chwilach, i poświęcił resztę energii na zbieranie oraz redagowanie tradycyjnych szkockich pieśni ludowych dla przyszłych pokoleń.
To właśnie w tym okresie powstały utwory, które na zawsze wpisały się w kanon światowej kultury, w tym słynne „Auld Lang Syne”. Burns nieustannie pracował nad „The Scots Musical Museum”, starając się zachować muzyczne dziedzictwo swojego narodu, które bez jego interwencji mogłoby zostać zapomniane. Jego twórczość stała się pomostem między tradycją ustną a wielką literaturą.
Robert Burns zmarł w 1796 roku w wieku zaledwie trzydziestu siedmiu lat, wyniszczony chorobą serca i katorżniczą pracą z czasów młodości. Choć odszedł w biedzie, jego pogrzeb stał się manifestacją narodową, gromadząc tysiące ludzi pragnących oddać hołd swojemu wieszczowi. Dziś jego wpływ sięga daleko poza granice Szkocji.
