Klątwa templariuszy. Tak zmarł król po spaleniu wielkiego mistrza

Gdy płomienie obejmowały stos na wyspie pośrodku Sekwany, zniszczony przez lata więzienia starzec wykrzyknął ostatnie słowa w swoim życiu. Wielki mistrz templariuszy Jakub de Molay miał ponoć przekląć imiennie tych, którzy go skazali – papieża Klemensa V i króla Francji Filipa IV Pięknego. Zapowiedział, że nim minie rok, oboje staną przed Bożym sądem. Miesiąc później papież nie żył. Przed Bożym Narodzeniem zmarł także Filip w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy to przypadek? A może rzeczywiście dosięgła go klątwa płonącego mistrza?

Egzekucja wielkiego mistrza Jakuba de MolayEgzekucja wielkiego mistrza Jakuba de Molay
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Filip Piękny i koniec wielkiej epoki

Filip IV, zwany Pięknym, zasiadał na francuskim tronie przez niemal trzy dekady – od 1285 do 1314 roku. Wnuk Świętego Ludwika i syn Filipa III Śmiałego uchodził za jednego z najbardziej kontrowersyjnych władców średniowiecznej Europy.

Z jednej strony rozbudował aparat państwowy, wzmocnił monarchię i położył fundamenty pod nowoczesną Francję. Z drugiej – wszedł w otwarty konflikt z papiestwem, doprowadził do tzw. niewoli awiniońskiej i bezlitośnie rozprawił się z zakonem templariuszy, którego majątku pożądał.

Pod koniec panowania jego królestwo dusiło się jednak pod ciężarem rosnących podatków, nieudanych kampanii flamandzkich i samowoli królewskich urzędników. Niezadowolenie szlachty i miast narastało, a do tego doszły rodzinne skandale – w 1314 roku trzy synowe króla zostały oskarżone o cudzołóstwo w głośnej aferze z wieży Nesle. Gdy w listopadzie tego samego roku Filipa dopadła tajemnicza choroba, wielu współczesnych odebrało to jako znak.

A znak miał swoje konkretne źródło. Wiosną tego samego roku, na Île aux Juifs pośrodku Sekwany, paryżanie patrzyli, jak płonie wielki mistrz templariuszy.

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Klątwa wielkiego mistrza

Filip IV Piękny pod koniec życia kazał spalić na małej wyspie na Sekwanie dwóch ostatnich templariuszy, których trzymał pod kluczem. Jednym z nich, postarzałym i schorowanym po wielu latach więzienia, był sam wielki mistrz zakonu, Jakub de Molay.

Wcześniej przyznał się do stawianych mu zarzutów, ale w ostatniej chwili odwołał zeznania, zapewniając o swej niewinności. Gdy tylko wieść o tym doszła do uszu Filipa, rozkazał stracić starca, a jego kości zetrzeć na pył.

Nie dał przy tym czasu na zebranie się składu sędziowskiego. Król chciał, aby de Molay natychmiast zniknął z powierzchni ziemi.

Sędziwy templariusz przecierpiał już tyle, że w obliczu śmierci zachował zimną krew. Gdy prowadzono go na stos, polecił się Matce Bożej i zapowiedział, że Bóg wkrótce pomści templariuszy, karząc ich nikczemnych prześladowców.

Kilka lat później opowieść ta stała się bardziej wyrazista i złowieszcza: de Molay na stosie przeklął imiennie papieża Klemensa i Filipa. Ostrzegł, że nim minie rok, odpowiedzą za swoje grzechy przed Bożym trybunałem.

Przepowiednia ta się spełniła, jak wszystkie przepowiednie post hoc. Klemens zmarł miesiąc później, a Filip nie dożył Bożego Narodzenia.

Feralne polowanie Filipa

Co właściwie położyło kres życiu Filipa w wieku zaledwie czterdziestu sześciu lat, nie jest jasne. Wydaje się, że to coś przytrafiło mu się, gdy w początkach listopada 1314 roku polował w starych lasach na północ od Paryża.

Wedle niektórych relacji spadł – "wyrzucony jak z trebusza", mówi wierszowana kronika – z konia. Wielu kronikarzy obwinia o ten upadek dzika, jak Dante, który pisał, że "odyniec z konia śmiertelną go powalił raną", być może wspominając nieszczęście, jakie dużo wcześniej spotkało imiennika Filipa za sprawą pędzącej przez Paryż diabolicznej świni.

Jednak pewien dyplomata z Majorki, który wkrótce potem rozmawiał z członkami dworu Filipa, utrzymywał, że król wcale nie spadł z konia. Raczej, podczas polowania, "jego serce nagle ustało", na długi czas odbierając mu mowę.

Kronikarz z Saint-Denis twierdził, że chwyciły go bóle żołądka, brak apetytu i nieugaszone pragnienie. Później pojawiły się pogłoski o truciźnie.

Dziś moglibyśmy zdiagnozować atak serca, ale choć medycy zmierzyli Filipowi puls i zbadali jego mocz (oceniając nie tylko jego barwę, ale też zapach i smak), stwierdzili, że nie potrafią określić przyczyny jego dolegliwości.

Ostatnia podróż króla Francji

Filip, równie niepobłażliwy wobec siebie jak wobec innych, nie zamierzał się poddać niemocy. Opuścił domek myśliwski i udał się statkiem do Poissy, miejsca narodzin Ludwika Świętego, gdzie ufundował niedawno żeński klasztor.

Spędził tam dziesięć dni w nadziei, że uleczy go uzdrowicielska moc świętego i modlitwy zakonnic. Odzyskawszy nieco sił, pojechał konno do Essonne. Ta sześćdziesięciokilometrowa podróż wykończyła go.

Z Essonne przeniesiono go na noszach do Fontainebleau, miejsca, gdzie się urodził i gdzie zmarł 29 listopada. Uwolniony od ziemskich trosk w końcu miał się przekonać, jaki skarb zgromadził sobie w niebie.

Uwolnieni od Filipa poddani także myśleli o skarbach, zwłaszcza tych, które Korona odebrała im w minionym roku. W ostatnich miesiącach panowania Filipa ludność Burgundii i Szampanii gromadnie protestowała przeciwko podatkom, jakie Korona ściągnęła na potrzeby kolejnej flamandzkiej inwazji, która nie doszła do skutku.

Narastający bunt

Po odwołaniu wcześniej planowanej kampanii, która miała w 1313 roku ukarać Flandrię za niedotrzymanie postanowień traktatu z Athis (1305), Filip zwrócił zebrane pieniądze. Ale tym razem tak się nie stało. Niezadowolenie ogarniało błyskawicznie inne części królestwa.

Od Vermandois po Langwedocję rozwścieczeni poddani Filipa układali petycje i tworzyli ligi, by dać wyraz swoim skargom. Autor wierszowanej kroniki twierdzi, że kilku feudałów przybyło nawet rozmówić się z królem na łożu boleści w Poissy.

W jednym ze swych ostatnich aktów Filip obiecał im posłuchanie, ale potwierdził też swoje prawo do ściągania owych danin. I właśnie ta nieznająca skruchy arogancja rozpaliła bunt tlący się w całej Francji, kiedy wydawał ostatnie tchnienie.

Upadek wielkiej dynastii

Ligi zdecydowały, że chcą czegoś więcej niż odzyskania swoich pieniędzy. Chciały także powrotu nie tylko do, jak sądziły, niższych podatków poprzedników Filipa, ale także do ich luźniejszego stylu rządzenia.

Prym wiedli tu feudałowie, w tym dziewięćdziesięcioletni już Jan z Joinville, i mieli w tej kwestii szczególne żale. Walczyli, jak twierdzili, nie tylko dla siebie, ale także za "wolność ojczyzny" (patriae libertate).

Sławni przodkowie Filipa, ich zdaniem, nie deptali regionalnych zwyczajów i lokalnych interesów, które agenci Filipa tak brutalnie lekceważyli. Filip August i Blanka Kastylijska, nie mówiąc już o samym Świętym Ludwiku, nigdy nie pozwoliliby na ich "niesłuszne gnębienie i molestowanie z pogwałceniem ich pradawnych i zatwierdzonych swobód, przywilejów, tradycji i obyczajów" przez parweniuszowskich urzędników, jak robił to Filip.

Aż dotąd pozwalano im w spokoju zarządzać swymi ziemiami wedle własnego uznania. A przynajmniej tak utrzymywali. Najwyraźniej ci wielcy panowie nie śpiewali już zjadliwych piosenek swych przodków krytykujących naruszanie przez Ludwika Świętego ich swobód. Ani też nie zdawali sobie sprawy, jak wiele innowacji Filipa było po prostu rozwinięciem pomysłów jego poprzedników.

Mieli jednak rację co do jednego: Filip przeliczył się z siłami. Chcąc udoskonalić spuściznę przodków, doprowadził swój ród na skraj zagłady.

Źródło

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie