Odmówiła karmienia własnego dziecka. Głośna sprawa z Walencji

Ojciec jej dziecka, zakonnik, odmówił uznania syna i łożenia na jego utrzymanie. Wtedy ona, przy świadkach, poprzysięgła, że sama również nie poda noworodkowi piersi. Gdy w końcu ustąpiła, zaznaczyła, że robi to za wynagrodzeniem, a osiemnaście miesięcy później poszła do sądu po zaległą pensję. Oto historia Lucrèci z Walencji, która w XV wieku uznała opiekę nad własnym dzieckiem za pracę.

Kobieta karmiąca niemowlę i dziecko. Fot. Pieter de Hooch Kobieta karmiąca niemowlę i dziecko. Fot. Pieter de Hooch
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Przysięga złożona w połogu

W lutym 1474 roku mieszkanka Walencji o imieniu Lucrècia urodziła dziecko. Ojcem był dominikanin, co z góry przekreślało szanse na uporządkowane życie rodzinne. Znacznie gorsze okazało się jednak to, że duchowny odmówił uznania potomka i jakiegokolwiek udziału w kosztach jego utrzymania.

Reakcja Lucrèci była natychmiastowa i stanowcza. Skoro ojciec nie zamierzał wykarmić dziecka, ona uznała, że jej również nic do tego nie obliguje. Publicznie, w obecności świadków, poprzysięgła, że nie poda noworodkowi piersi i że nie skłoni jej do tego żadna miłość macierzyńska.

Wieść o tej przysiędze szybko się rozeszła. Dotarła do Cateriny de Vallès, krewnej owego dominikanina, która pospieszyła do domu, gdzie Lucrècia leżała w połogu, i zaczęła błagać ją o zmianę decyzji, argumentując, że dziecko nie powinno cierpieć z powodu konfliktu między rodzicami.

Poruszona tymi prośbami kobieta ostatecznie ustąpiła i zgodziła się karmić syna. Uczyniła jednak wyraźne zastrzeżenie, powtarzając, że nie działa ani z matczynej miłości, ani z naturalnego odruchu. Za swoją pracę oczekiwała zapłaty.

Mamki, mleko i moraliści

Aby zrozumieć tę sytuację, trzeba spojrzeć na ówczesne obyczaje. Wśród elit zatrudnianie mamek było zjawiskiem powszechnym, mimo że moraliści nieustannie przypominali, iż matki powinny karmić dzieci samodzielnie. Argumentowano, że skoro sama Maryja, Królowa Nieba i Ziemi, nie wzdragała się przed karmieniem piersią, tym bardziej nie przystoi to zwykłym kobietom.

W praktyce jednak obowiązki matki ustępowały obowiązkom żony. Wiele arystokratek i patrycjuszek musiało towarzyszyć mężom w podróżach lub pełnić powinności na dworze. Inne starały się jak najszybciej rodzić kolejne dzieci, ponieważ śmiertelność niemowląt była ogromna.

Wybór mamki uznawano za obowiązek ojca i to mężczyźni podpisywali większość umów. Z zachowanej korespondencji wynika jednak, że radzili się przy tym żon, matek oraz innych krewnych i liczyli się z ich zdaniem.

Praca mamki wiązała się z licznymi ograniczeniami. Uważano, że mleko ciężarnej kobiety szkodzi dziecku, dlatego mężowie karmicielek niekiedy przysięgali, że nie będą z nimi współżyć. Same mamki musiały zdrowo się odżywiać i prowadzić przykładne życie, bo wierzono, że wraz z mlekiem dziecko wysysa złe skłonności opiekunki.

Pozew o zaległą pensję

Ojciec dziecka nie poczuwał się do żadnych obowiązków, lecz skoro nie był jej mężem, ona również nie miała wobec niego zobowiązań. Uznała zatem, że to Caterina najęła ją w charakterze mamki, a karmienie własnego syna potraktowała jako odpłatne zajęcie.

Zapłata nie nadeszła. Osiemnaście miesięcy później, po odstawieniu dziecka od piersi, Lucrècia pozwała Caterinę o złamanie warunków ustnej umowy i wypłatę zaległego wynagrodzenia. Sprawa trafiła przed sąd, gdzie obie strony przedstawiły zupełnie odmienne wersje wydarzeń.

Pełnomocnik Cateriny odwoływał się do argumentów religijnych. Tłumaczył z oburzeniem, że każda rodzicielka ma obowiązek karmić swoje dziecko, bo tak nakazuje prawo boskie i naturalne, a kobietę, która tego odmawia, należałoby do tego zmusić.

Lucrècia przedstawiła własną relację. Zeznała, że Caterina wielokrotnie nachodziła ją w komnacie połogowej, męcząc i zadręczając prośbami, aż wreszcie zobowiązała się przejąć odpowiedzialność za dziecko. Miała obiecać, że sama je wychowa i weźmie na utrzymanie, a za cały okres karmienia zapłaci według stawek przyjętych dla mamek. Ostatecznie jednak przekazała jedynie 20 sous oraz nieco tkanin na pieluszki i ubranie dla niemowlęcia.

Kobiety, które stanęły po jej stronie

Najbardziej zaskakuje to, że postępowanie Lucrèci najwyraźniej nie gorszyło jej otoczenia. Na jej korzyść zeznawało wiele kobiet, które nie widziały w tych żądaniach niczego niestosownego.

Jedną z nich była Francina Çacruella, obecna przy porodzie i przy składaniu słynnej przysięgi. Nie próbowała łajać Lucrècii ani przekonywać jej do zmiany zdania, lecz po prostu zaczęła szukać w sąsiedztwie mamki dla noworodka.

Osobliwie zabrzmiała natomiast argumentacja strony przeciwnej. Pełnomocnik Cateriny zapewniał sąd, że Lucrècia jest przykładną matką, która karmiła syna wyłącznie z macierzyńskiej miłości, a nie z wyrachowania. Na dowód przywoływał fakt, że odmówiła oddania dziecka wieśniaczce, którą wreszcie znaleziono do tego zadania.

Pełnomocnik Lucrèci obrał strategię dokładnie odwrotną. Konsekwentnie odsuwał od swojej klientki wszelkie wzmianki o miłości macierzyńskiej, koncentrując się wyłącznie na umowie zawartej między dwiema kobietami, z których jedna nie wywiązała się ze zobowiązań.

Miłość, która wykluczała zapłatę

Ta linia obrony wynikała z ówczesnej praktyki prawnej. Lucrècia nie była bowiem jedyną kobietą, która domagała się pieniędzy za karmienie własnego potomka.

W piętnastowiecznej Aragonii wdowy negocjowały niekiedy z wykonawcami testamentów swoich mężów dodatkowe wynagrodzenie za karmienie dzieci, powołując się na ubóstwo. Część z nich zawierała ugody, a pozostałe kierowały sprawy do sądu, gdzie zdarzało się, że przyznawano im rację.

Podobne umowy o karmienie wspólnych dzieci zawierali też ze swoimi konkubinami mężczyźni, zarówno świeccy, jak i duchowni. Publiczne oświadczenie Lucrèci miało więc głęboki sens procesowy. Jeżeli krewni deklarowali otwarcie, że nie sprawują opieki nad dzieckiem z miłości, mogli się później domagać rekompensaty finansowej.

Kluczowe okazało się przy tym wyczucie momentu. Lucrècia wykrzyczała swój sprzeciw tuż po porodzie, ponieważ to prawo nie działało wstecz. Gdyby zwlekała, jej roszczenia straciłyby podstawę.

Nie wiadomo, jaki wyrok zapadł w tej sprawie. Niezależnie od rozstrzygnięcia sam proces zasługuje na uwagę. W piętnastowiecznej Walencji niezamężna kobieta odmówiła uznania opieki nad noworodkiem za swój święty obowiązek i wyceniła ją jako pracę. Gdy nie otrzymała zapłaty, poszła do sądu w przekonaniu, że miłość macierzyńska nie może być pretekstem do przerzucenia na nią wszystkich kosztów wychowania dziecka, którego przecież nie spłodziła sama. Co równie znamienne, sąd potraktował ją i jej sprawę z pełną powagą.

Źródło

Okładka książki "Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny" © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi przeredagowany fragment najnowszej książki Anny Brzezińskiej "Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet" (wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie