Atak w domu przyjaciółki
Pod koniec października 2016 roku 24-letnia Felicia Hambrick spędzała weekend w domu swojej najlepszej przyjaciółki w okolicach Tacoma w stanie Waszyngton. Opiekowała się jej trojgiem dzieci – sześcioletnim, trzyletnim i ośmiomiesięcznym.
29 października trzymała na rękach najmłodsze z nich, gdy Roscoe, należący do rodziny pitbull, wydostał się z pokoju, w którym wcześniej był zamknięty. Pies ruszył na Hambrick i przewrócił ją na podłogę.
Kobiecie udało się uchronić głowę niemowlęcia przed uderzeniem o podłoże. Następnie objęła dziewczynkę i zasłoniła ją własnym ciałem przed atakującym psem.
Bohaterska postawa
Roscoe gryzł Hambrick po nogach, rękach, brzuchu i szyi. Kobieta wspominała później, że miała świadomość, iż pies atakuje przede wszystkim ją. Nie mogła jednak dopuścić do tego, by niemowlę znalazło się w jego zasięgu.
Na pomoc przybiegła matka właścicielki domu. Próbowała odpędzić psa miotłą, a gdy na chwilę przestał atakować, zabrała dziecko. Sama również została pogryziona w ręce, zanim Roscoe udało się wypchnąć na zewnątrz.
Ośmiomiesięczna dziewczynka nie odniosła obrażeń. Znacznie poważniej ucierpiała Hambrick.
Potrzebowała 94 zszywek
Według relacji opublikowanej przez "The News Tribune" lekarze naliczyli na jej ciele około 30–40 ran po ugryzieniach. Znajdowały się między innymi na szyi, brzuchu, rękach i nogach.
Hambrick trafiła do Tacoma General Hospital, gdzie spędziła pięć dni. Kiedy opuszczała szpital, jej rany zabezpieczały 94 zszywki. Rodzina informowała również o obrażeniach wymagających długiego leczenia i kolejnych zabiegów.
Właścicielka Roscoe mówiła później, że czuje się odpowiedzialna za to, co spotkało jej przyjaciółkę. Podkreślała jednocześnie, że to dzięki Felicii jej ośmiomiesięczna córka wyszła z ataku bez obrażeń.
Po zdarzeniu psa poddano eutanazji. Hambrick przeżyła, lecz po licznych ranach pozostały jej rozległe blizny. Odniosła je, chroniąc przed atakiem dziecko swojej przyjaciółki.