Król tańczył w łatwopalnym stroju. Omal nie zginął

28 stycznia 1393 roku dworska zabawa w Paryżu zamieniła się w śmiertelną pułapkę. Karol VI i pięciu jego towarzyszy wystąpili w łatwopalnych strojach "dzikich ludzi". Wystarczyła jedna pochodnia, by maskarada zakończyła się tragedią.

Pożar podczas Bal des Ardents na średniowiecznej miniaturzePożar podczas Bal des Ardents na średniowiecznej miniaturze
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Wesele w Hôtel Saint-Pol

Uroczystość zorganizowano z okazji ślubu jednej z dam dworu królowej Izabeli Bawarskiej. Jak relacjonował Jean Froissart, wieczorne zabawy odbywały się w paryskim Hôtel Saint-Pol, jednej z głównych rezydencji królewskich.

Na dworze wciąż żywe było wspomnienie ciężkiego kryzysu Karola VI z sierpnia 1392 roku, kiedy podczas wyprawy król zaatakował własnych ludzi. Kilka miesięcy później znów brał udział w ucztach, zabawach i widowiskach organizowanych przez jego otoczenie.

Stroje "dzikich ludzi"

Jedną z atrakcji wieczoru miała być maskarada. Karol VI i pięciu młodych dworzan przebrali się za "dzikich ludzi" – włochate, nieokrzesane postacie, które w średniowiecznej wyobraźni zamieszkiwały świat poza granicami cywilizacji.

Nie był to motyw przypadkowy. "Dziki człowiek" pojawiał się w średniowiecznej sztuce i literaturze, a podobne przebrania wykorzystywano także podczas dworskich widowisk. Tym razem kostiumy miały nadać występowi celowo nieokrzesany, niemal zwierzęcy charakter.

Stroje uszyto z płótna, które następnie oblepiono strzępami lnu lub pakuł przytwierdzonych łatwopalną, smolistą substancją. Efekt mógł być widowiskowy, ale kostiumy miały jedną fatalną wadę: wystarczyła iskra, by zajęły się ogniem.

Froissart pisał również, że część tancerzy była połączona ze sobą łańcuchami. Kronika mnicha z Saint-Denis, drugie ważne źródło dotyczące tragedii, nie wspomina jednak o tym szczególe, dlatego nie można uznać go za całkowicie pewny.

Pożar podczas Bal des Ardents

Ze względu na łatwopalne stroje w sali ograniczono używanie otwartego ognia. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się Ludwika Orleańskiego, młodszego brata króla. Chcąc lepiej przyjrzeć się zamaskowanym tancerzom, zbliżył do nich pochodnię.

Jeden z kostiumów zajął się ogniem. Płomienie błyskawicznie przeniosły się na kolejnych mężczyzn, a w sali wybuchł chaos. Dworzanie próbowali ratować płonących uczestników maskarady, lecz materiały, z których wykonano stroje, tylko podsycały ogień.

Karol VI uniknął śmierci dzięki Jeanne d’Auvergne, księżnej de Berry. Kobieta okryła go własną suknią lub płaszczem, odcinając płomieniom dostęp powietrza.

Ocalał również jeden z pozostałych tancerzy. Nantouillet rzucił się do dużej kadzi z wodą i w ten sposób ugasił płonący kostium. Czterej pozostali uczestnicy maskarady zmarli wskutek ciężkich oparzeń.

Wśród ofiar znaleźli się Hugonin de Guisay, Charles de Poitiers i Jean de Noyers. Średniowieczne przekazy różnią się jednak w zapisie imion i tytułów niektórych uczestników tragedii, dlatego późniejsze zestawienia nie zawsze są pod tym względem zgodne.

Pokuta Ludwika Orleańskiego

Tragedia szybko przestała być wyłącznie sprawą królewskiego dworu. Wiadomość, że Karol VI – zaledwie kilka miesięcy po pierwszym poważnym ataku choroby – omal nie zginął podczas ryzykownej maskarady, wywołała w Paryżu oburzenie. Szczególnie mocno uderzyło ono w Ludwika Orleańskiego.

Książę musiał publicznie odpokutować swój udział w tragedii. Przeszedł boso przez Paryż, uczestniczył w nabożeństwie w Notre-Dame, a następnie ufundował kaplicę ekspiacyjną w kościele celestynów.

Dla czterech dworzan było już jednak za późno. Zabawa, która miała uświetnić wesele, przeszła do historii jako Bal des Ardents – "bal płonących".

Wybrane dla Ciebie