Wyrzucili ich z okna. Tak rozpoczęła się słynna wojna

23 maja 1618 roku grupa czeskich protestanckich możnych wtargnęła do kancelarii na Zamku Praskim. Dwóch cesarskich namiestników i ich sekretarza wyrzucono z okna z wysokości kilkunastu metrów. Wbrew oczekiwaniom wszyscy trzej przeżyli.

Defenestracja praska (1618) – rycina z Theatrum EuropaeumDefenestracja praska (1618) – rycina z Theatrum Europaeum
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Spór o wolność religijną

Konflikt narastał od lat. Protestanckie stany czeskie powoływały się na List majestatyczny Rudolfa II z 1609 roku, gwarantujący im szerokie prawa religijne. Gdy zamknięto lub zablokowano protestanckie świątynie w Broumovie i Hrobie, uznały to za pogwałcenie wcześniejszych gwarancji.

Gniew skupił się na przedstawicielach habsburskiej władzy. Szczególną niechęć budzili katoliccy namiestnicy Jaroslav Bořita z Martinic oraz Vilém Slavata z Chlumu i Košumberka. Protestanccy możni obarczali ich odpowiedzialnością za działania ograniczające swobody wyznaniowe.

Rankiem 23 maja grupa szlachty pojawiła się w Starym Pałacu Królewskim. Spotkanie bardzo szybko przestało przypominać polityczne negocjacje.

Wyrok w królewskiej kancelarii

W kancelarii przebywało kilku cesarskich urzędników. Przybysze zaczęli domagać się wyjaśnień w sprawie decyzji wymierzonych w protestantów, po czym uznali Martinica i Slavatę za winnych.

Na oskarżeniach się nie skończyło. Obu namiestników chwycono i zaciągnięto do okna. Najpierw wyrzucono Martinica, chwilę później Slavatę. Za nimi poleciał sekretarz Filip Fabricius, który próbował bronić swoich zwierzchników.

Nie była to jedynie gwałtowna demonstracja. Wszystko wskazuje na to, że uczestnicy zajścia liczyli się z tym, że wyrzuceni poniosą śmierć. Okna kancelarii znajdowały się kilkanaście metrów nad terenem zamkowego rowu.

Trzej wyrzuceni przeżyli

Stało się jednak inaczej. Wszyscy trzej przeżyli upadek.

Martinic odniósł stosunkowo niewielkie obrażenia, Slavata ucierpiał poważniej, natomiast Fabricius zdołał oddalić się o własnych siłach i później przekazać wiadomość o buncie na dwór cesarski.

Niemal natychmiast zaczęto tłumaczyć ich ocalenie zgodnie z własnymi sympatiami politycznymi i religijnymi. W wersji katolickiej mówiono o opiece Opatrzności, a z czasem także o cudownej interwencji Matki Boskiej. Przeciwnicy Habsburgów proponowali znacznie mniej wzniosłe wyjaśnienie: urzędnicy mieli spaść na stertę nieczystości.

Ta ostatnia opowieść do dziś chętnie powraca w popularnych opisach wydarzenia, ale nie należy traktować jej jako pewnika. Wskazuje się również na ukształtowanie terenu pod oknami i możliwość, że mężczyźni nie spadali pionowo na twarde podłoże. Dokładnego przebiegu ich upadku nie da się już odtworzyć.

Od okna do wojny

Martinic i Slavata znaleźli schronienie w pobliskim pałacu Polyxeny z Lobkowicz. Sama defenestracja miała jednak znacznie poważniejsze konsekwencje niż napaść na kilku cesarskich urzędników. Czeskie stany otwarcie wystąpiły przeciw władzy Habsburgów.

W kolejnych miesiącach buntownicy powołali własne władze i zaczęli szukać sojuszników. Lokalny konflikt szybko połączył się z napięciami religijnymi i politycznymi obejmującymi znaczną część Rzeszy. Defenestrację praską powszechnie uznaje się za wydarzenie, które zapoczątkowało powstanie czeskie i stało się bezpośrednim punktem wyjścia wojny trzydziestoletniej.

Dwa lata później wojska stanów czeskich zostały rozbite w bitwie pod Białą Górą. Trzej ludzie wyrzuceni z okna 23 maja 1618 roku przeżyli. Wydarzenie, które miało zakończyć się ich śmiercią, okazało się za to początkiem znacznie większego konfliktu.

Wybrane dla Ciebie