Zatonięcie "Kurska". Najgłośniejsza katastrofa floty rosyjskiej

Sierpień 2000 roku miał być triumfem rosyjskiej floty. Największe manewry od czasów rozpadu ZSRR pokazać miały światu, że Moskwa wraca do morskiej rozgrywki. Stało się jednak inaczej…

K-186 „Omsk”, okręt siostrzany „Kurska”K-186 „Omsk”, okręt siostrzany „Kurska”
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

"Kursk" na wielkich manewrach

Latem 2000 roku rosyjska flota prowadziła na Morzu Barentsa największe ćwiczenia od rozpadu ZSRR. Jedną z uczestniczących w nich jednostek był "Kursk", atomowy okręt podwodny zaprojektowany między innymi do zwalczania lotniskowców. Na jego pokładzie znajdowało się 118 osób, w tym dwóch cywilnych konstruktorów torped.

Ich obecność wiązała się z zadaniem, które miała wykonać załoga. Podczas ćwiczeń planowano wystrzelenie torpedy ćwiczebnej. Jedna z używanych na "Kursku" torped typu 65-76 Kit wykorzystywała jako paliwo nadtlenek wodoru, substancję mogącą gwałtownie reagować po zanieczyszczeniu.

Sam okręt należał do najważniejszych jednostek rosyjskiej floty. Rok przed katastrofą wypłynął na Morze Śródziemne, skąd obserwował działania NATO prowadzone podczas operacji Allied Force w Jugosławii. W sierpniu 2000 roku miał uczestniczyć w pokazie sprawności rosyjskiej marynarki.

Dwie eksplozje

Pierwszy wybuch nastąpił 12 sierpnia, krótko przed południem, w przedziale torpedowym. Według najbardziej prawdopodobnego przebiegu zdarzeń eksplodował zbiornik z nadtlenkiem wodoru, a płonące paliwo przedostało się dalej w głąb dziobowej części okrętu.

Od pierwszej eksplozji do kolejnej minęło 135 sekund. Druga była znacznie silniejsza i miała postać serii pięciu albo siedmiu detonacji, które nastąpiły w ciągu zaledwie pół sekundy. Wstrząs o sile około 3,5 stopnia zarejestrowali sejsmolodzy w norweskim Karasjok.

Fala uderzeniowa oderwała fragment poszycia. Później właśnie ten element pomógł śledczym odtworzyć położenie "Kurska" w chwili eksplozji. Ustalono, jak wysoko nad dnem znajdował się okręt, zanim jego dziób z ogromną siłą uderzył w muł i doszło do dalszych zniszczeń wewnątrz kadłuba.

23 marynarzy

Eksplozje nie zabiły całej załogi. W tylnej części okrętu, w pobliżu reaktora i siłowni, przeżyło 23 marynarzy. Schronili się w dziewiątym przedziale i tam czekali na pomoc.

Najważniejszym świadectwem ich losu stała się notatka kapitana-lejtnanta Dmitrija Kolesnikowa. W ciemności zapisał nazwiska ludzi, którzy wciąż żyli, i pozostawił krótki list. Kartkę znaleziono później w kieszeni jego munduru.

Do dziś nie wiadomo, jak długo marynarze przetrwali w zamkniętym przedziale. Ślady popiołu i osmalenia odnalezione na ciałach wskazywały, że pod koniec mogło dojść do wypadku z chemicznym generatorem tlenu. Urządzenie, które miało podtrzymywać ich przy życiu, prawdopodobnie przyczyniło się do śmierci ocalałych.

Akcja ratunkowa "Kurska"

Rosyjskie władze nie zareagowały natychmiast. Informacja o utracie kontaktu z okrętem dotarła na najwyższy szczebel dopiero po kilku godzinach, a Władimir Putin nie przerwał urlopu nad Morzem Czarnym. Także flota rozpoczęła działania ratunkowe z opóźnieniem.

Kolejne rosyjskie próby dotarcia do okrętu kończyły się niepowodzeniem. Kapsuły ratunkowe zawodziły z powodu awarii lub wyczerpanych akumulatorów. Jednocześnie rosyjscy decydenci długo nie chcieli dopuścić do miejsca katastrofy zachodnich ekip, ponieważ część z nich obawiała się, że pod pozorem akcji ratunkowej mogłyby one prowadzić działalność szpiegowską.

Brytyjski komandor David Russell, dowodzący zespołem wyposażonym w miniokręt LR5, zaczął przerzucać sprzęt na północ jeszcze przed oficjalną prośbą Rosji o pomoc. Brytyjskie i norweskie jednostki początkowo trzymano jednak z dala od "Kurska". Dopiero po tygodniu norwescy nurkowie otworzyli właz i stwierdzili, że dziewiąty przedział jest już całkowicie zalany.

Co doprowadziło do katastrofy?

Wrak "Kurska" wydobyto w 2001 roku. Zniszczony dziób, w którym mogło znajdować się 15 torped z głowicami bojowymi, odcięto, natomiast pozostałą część kadłuba podniesiono na linach przeciągniętych przez 26 otworów wykonanych w poszyciu. Operację przeprowadziło holenderskie konsorcjum.

Oficjalne ustalenia wskazywały, że przyczyną katastrofy był wyciek nadtlenku wodoru przez mikroskopijne pory w spoinach jednej z torped.

Nie wszyscy przyjęli jednak tę wersję. Admirał Walerij Riazancew uważał, że problem mógł zacząć się od niedomkniętego zaworu i zanieczyszczenia układu, z którym źle przeszkolona załoga nie potrafiła sobie poradzić.

Po zatonięciu "Kurska" pojawiły się również bardziej sensacyjne hipotezy. Mówiono o tajnym teście torpedy Szkwał, kolizji z jednostką NATO, a nawet o zderzeniu z lotniskowcem "Admirał Kuzniecow". W przypadku rzekomego zderzenia z okrętem NATO nie znaleziono jednak ani śladów uderzenia, ani sygnałów akustycznych, które przemawiałyby za takim przebiegiem katastrofy.

Wybrane dla Ciebie