Podejrzenia, które nie chciały ucichnąć
Gdy w latach dwudziestych XVI wieku zmarli młodo dwaj ostatni książęta mazowieccy, Stanisław i Janusz, niemal natychmiast rozeszły się plotki o ich otruciu.
Przekonany o tym był już sekretarz Zygmunta Starego, Bernard Wapowski, który pisał, że Janusza zgładzono trucizną w wyniku spisku. Podobną wersję powtórzył później kronikarz Marcin Bielski.
O otrucie obu braci obwiniano wiele osób. Najgłośniej mówiono o pięknej wojewodziance Katarzynie Radziejowskiej, która rzekomo z zemsty otruła obu książąt oraz ich matkę. Podejrzenia padały jednak także na królową Bonę Sforzę, powszechnie uważaną za trucicielkę otoczoną wprawnymi włoskimi skrytobójcami.
Wszystkie te oskarżenia miały jednak wspólną słabość, bo nikt nie przedstawił twardych dowodów. W przypadku Bony poza pomówieniami politycznych przeciwników nie istniało nic konkretnego.
Z kolei cała historia o Radziejowskiej opierała się na zeznaniach, które budziły poważne wątpliwości. Sprawa domagała się rzetelnego zbadania.
Zeznania wymuszone na torturach
Najbardziej szczegółowy opis rzekomego otrucia książąt przez Katarzynę Radziejowską pochodził z anonimowej relacji spisanej tuż po śmierci Janusza. Sprawozdanie to obfitowało w drobiazgowe szczegóły, które na pierwszy rzut oka uwiarygodniały całą opowieść. Problem w tym, że owe szczegóły powstały w bardzo podejrzanych okolicznościach.
Zeznania obciążające Radziejowską i jej domniemanych wspólników wydobyto bowiem za pomocą ciężkich tortur. Historycy podkreślają, że torturami można było wymusić praktycznie każde wyznanie, a przesłuchiwani mówili to, co chcieli usłyszeć oprawcy.
To właśnie dlatego relacji tej nie można traktować jako wiarygodnego dowodu. Oskarżenia wobec pięknej wojewodzianki, choć brzmiały przekonująco, opierały się na fundamencie, który przy bliższym oglądzie okazywał się wyjątkowo kruchy.
Werdykt królewskiej komisji
Sprawą śmierci książąt zajął się sam król Zygmunt Stary, który powołał specjalną komisję śledczą. Zasiedli w niej najtęższe umysły z Mazowsza i Korony, a ich zadaniem było ustalenie prawdy o zgonie obu braci. Komisja podeszła do zadania z niezwykłą jak na tamte czasy skrupulatnością.
Zarzuty wobec Radziejowskiej nie znalazły żadnego potwierdzenia w wynikach śledztwa. Co więcej, komisja zdecydowała się na krok wyjątkowy, czyli ekshumację i zbadanie zwłok Stanisława i Janusza.
Po dokładnym oględzinach ciał w 1528 roku ogłoszono edykt, w którym stwierdzono, że "książęta nie zginęli sztuką ani sprawą ludzką, lecz z woli Boga Wszechmogącego zeszli z tego świata".
Był to werdykt jednoznaczny. Zdaniem królewskiej komisji obaj bracia zmarli śmiercią naturalną, a cała opowieść o truciźnie i mściwej wojewodziance okazała się wymysłem. Rozstrzygnięcie to musiało uciąć spekulacje, choć plotka o otruciu żyła jeszcze długo własnym życiem.
Potwierdzenie po czterech wiekach
Najbardziej zaskakujące jest to, że werdykt szesnastowiecznej komisji potwierdziły badania przeprowadzone stulecia później. W 1953 roku szczątki synów Konrada III trafiły do zakładu medycyny sądowej, gdzie poddano je skrupulatnej analizie na miarę ówczesnych możliwości.
Wyniki były jednoznaczne. W kościach obu książąt nie stwierdzono nawet śladowej ilości trucizny, w tym arszeniku, który w dawnych wiekach stosowano na potęgę.
Nowoczesna nauka potwierdziła więc to, co królewska komisja ogłosiła ponad czterysta lat wcześniej. Ostatni Piastowie mazowieccy nie zostali otruci.
Dziś w badaniach historycznych dominuje pogląd, że Stanisław i Janusz umarli z przyczyn naturalnych. Wskazuje się, że nieznane wówczas choroby, których medycyna nie potrafiła rozpoznać, często utożsamiano właśnie z otruciem.
Warto pamiętać, że w pierwszych latach życia obaj książęta wcale nie byli słabeuszami, wręcz przeciwnie. Odznaczali się imponującą posturą i siłą, a zwłaszcza Janusz, o którym pisano, że miał muskulaturę przypominającą dawnych gigantów, z łatwością łamał podkowy i wyrzucał w górę ogromne kamienie.
Co naprawdę zabiło książąt
Skoro nie trucizna, to co odebrało życie dwóm silnym mężczyznom w kwiecie wieku? Historycy wskazują, że kluczową rolę odegrał ich hulaszczy tryb życia.
Obaj bracia byli bowiem zapalonymi miłośnikami biesiad i mocnych trunków, a na organizowanych przez nich ucztach alkohol lał się strumieniami. Uczestniczący w tych bankietach Wapowski pisał, że książęta kazali sobie wino lać wprost do gardła aż do dna.
Nadmierne opilstwo mogło doprowadzić do marskości wątroby lub chorób trzustki, których objawy do złudzenia przypominały otrucie. Wśród innych możliwych przyczyn wymienia się suchoty, które Jan Długosz uznał za dziedziczną przypadłość Piastów mazowieckich, a także kiłę, szybko rozprzestrzeniającą się wówczas po Europie.
Obaj bracia od młodości nie stronili od kobiet, więc i ta hipoteza wydaje się prawdopodobna, choć żaden współczesny im kronikarz nie odnotował charakterystycznych objawów tej choroby.
Nie można też wykluczyć zwykłego zatrucia pokarmowego, które w dawnych wiekach bywało śmiertelne z powodu fatalnych warunków przechowywania żywności. W podobny sposób zmarli inni Piastowie, w tym książę cieszyński po zjedzeniu nieświeżego węgorza czy książę brzeski po spożyciu trzynastu kurczaków.
Na co dokładnie zmarli Stanisław i Janusz, nie dowiemy się już nigdy. Pewne jest jedynie to, że wbrew mrocznej legendzie nie zginęli z ręki truciciela, a piękna Katarzyna Radziejowska najpewniej padła ofiarą wymuszonych torturami oskarżeń.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.