Zdobył dla kuzyna Pragę. Zapomniana karta polskiej historii

Wygnany z Czech książę praski przybył do Polski jako żebrak bez kraju i grosza przy duszy. Bolesław Chrobry przyjął kuzyna z otwartymi ramionami: razem polowali, ucztowali i wygrzewali się w łaźniach. Niedługo potem piastowski książę osadził kuzyna z powrotem na praskim tronie.

Bolesław Chrobry według Stanisława HeykowskiegoBolesław Chrobry według Stanisława Heykowskiego
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Dwaj kuzyni

Aby zrozumieć, jak doszło do tego niezwykłego spotkania, trzeba cofnąć się o kilka lat. Bolesław Chrobry i czeski książę Bolesław III Rudy byli spokrewnieni. Łączyły ich więzy rodzinne sięgające czasów, gdy Mieszko I pojął za żonę czeską księżniczkę Dobrawę, matkę Chrobrego.

Krew Przemyślidów płynęła zatem również w żyłach polskiego władcy, a obie dynastie, choć często rywalizujące, pozostawały ze sobą blisko związane.

Losy obu kuzynów potoczyły się jednak zupełnie inaczej. Chrobry konsekwentnie umacniał swoją pozycję, poszerzał granice państwa i zręcznie rozgrywał wielką politykę.

Rudy natomiast własnymi rękami zniszczył to, co odziedziczył po ojcu. Okrutnymi rządami zraził do siebie czeskie możnowładztwo, okaleczył braci i ostatecznie został wygnany z kraju.

Po serii nieszczęść, w tym kilku miesiącach spędzonych w lochu margrabiego Henryka ze Schweinfurtu, pozbawiony tronu Przemyślida nie miał już dokąd pójść. Wybór padł na Polskę, i nie był to wybór całkiem przypadkowy.

Rodzinne koneksje w tamtych czasach dawały przynajmniej szansę na ciepły kąt i miskę zupy. Rudy liczył, że potężny kuzyn nie odmówi mu schronienia.

Zima nad Wisłą

Obaj Bolesławowie spędzili zimę 1002/1003 roku w zadziwiająco serdecznej atmosferze, razem polując, ucztując i wygrzewając się w łaźniach. Trudno o lepszy obraz pojednania niż dwóch potężnych krewniaków biesiadujących przy jednym stole.

Podczas jednej z takich rozmów Chrobry złożył kuzynowi obietnicę, która zabrzmiała jak gwarancja powrotu do utraconego raju. Obiecał mianowicie, że pomoże Rudemu odzyskać tron w Pradze.

Dla człowieka, który jeszcze niedawno gnił w lochu, była to oferta nie do odrzucenia. Rudy przyjął ją bez wahania, bo i tak nie miał nic do stracenia. Z perspektywy wygnańca polski kuzyn jawił się jako zbawca, jedyna osoba zdolna przywrócić mu dawną świetność.

Czy Chrobry kierował się rodzinną solidarnością, czy też od początku miał w głowie zupełnie inne zamiary? Tego nie wiemy.

Pewne jest natomiast, że w średniowiecznej polityce żaden gest hojności nie był bezinteresowny, a osadzenie własnego człowieka na obcym tronie zawsze niosło ze sobą wymierne korzyści.

Wyprawa na Pragę

Bolesław Chrobry przygotował się do wyprawy bardzo skrupulatnie. Zwołał (jak napisał kronikarz Thietmar) "zewsząd wojska" i ruszył na południe. Skala przedsięwzięcia pokazuje, że polski władca traktował sprawę nadzwyczaj poważnie.

Praga padła bez większego oporu. Czesi nie spodziewali się tak zdecydowanego uderzenia, a przewaga liczebna polskiego władcy zniechęcała do jakichkolwiek bohaterskich gestów. Stolica Przemyślidów znalazła się w rękach Chrobrego niemal bez walki.

Rudy, osadzony z powrotem na ojcowskim stolcu, musiał czuć się jak nowo narodzony. Jeszcze niedawno był bezdomnym księciem, a teraz znów zasiadał na tronie swoich przodków, w dodatku dzięki wsparciu potężnego sąsiada. Wszystko wskazywało na to, że karta wreszcie się odwróciła.

Nie przyszło mu zapewne do głowy, że kuzyn, który właśnie włożył mu na głowę książęcą czapkę, już niebawem wyda rozkaz, który tę głowę pozbawi wzroku. Wdzięczność Rudego miała okazać się przedwczesna, a jego radość krótkotrwała.

Uczta, która wszystko przekreśliła

Dziewiątego lutego 1003 roku Bolesław Rudy postanowił uczcić powrót na tron w godny sposób. Zorganizował wystawną ucztę, na którą zaprosił przedstawicieli możnego rodu Wrszowców i wielu innych wpływowych czeskich dostojników. Stoły uginały się od potraw, wino lało się strumieniami, a goście bawili się w najlepsze.

Pozornie była to chwila triumfu. Książę, który ledwie odzyskał władzę, zasiadał wśród elity swojego kraju, demonstrując, że wrócił na dobre. Lata tułaczki i poniżenia zdawały się przechodzić do przeszłości.

Sielanka skrywała jednak coś znacznie mroczniejszego. Stary jak świat instynkt Rudego, każący mu widzieć w każdym możnym potencjalnego zdrajcę, ani na chwilę nie zniknął.

Powrót na tron nie zmienił jego natury, a wystawna biesiada miała się wkrótce zamienić w jedną z najkrwawszych scen w dziejach Przemyślidów. To, co wydarzyło się tamtego dnia, na zawsze przekreśliło rachuby Rudego i otworzyło drogę do jego ostatecznego upadku.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

Książka "Kryminalne dzieje Piastów" (wyd. ZNAK, Kraków 2026) © Licencjodawca

Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie