Kobieta w kardynalskim kapeluszu
Wersji tej historii jest kilka, choć różnią się w zasadzie jedynie szczegółami. Joanna miała być z pochodzenia Angielką i żyć w IX wieku. Ponieważ odznaczała się ogromnym głodem wiedzy, którego jako kobieta nie mogła zaspokoić, przywdziała męski strój.
Jako Johannes Anglicus zdobyła wszechstronne wykształcenie, i to na tyle rozległe, że w Rzymie otrzymała kapelusz kardynalski. W 855 roku kolegium kardynalskie, nieświadome jej płci, wybrało ją na papieża, który przyjął imię Jana VIII. Na tronie Piotrowym miała zasiadać przez około dwa i pół roku.
Prawda wyszła na jaw w sposób, który zapewnił tej opowieści nieśmiertelność. Podczas procesji w Wiecznym Mieście Joanna spadła z konia, chwycona nagłymi bólami porodowymi. Oburzony lud rzymski miał ją za to bluźnierstwo ukamienować.
Legenda dorobiła się przy tym namacalnych śladów w papieskich obyczajach. Procesje udające się od Bazyliki świętego Piotra do bazyliki na Lateranie do dziś idą okrężną drogą, ponieważ omijają Via Sacra, gdzie miała umrzeć Joanna.
Krzesło, na którym sprawdzano płeć
Z tą historią wiąże się jeszcze jeden osobliwy zwyczaj. Mówi się, że każdy nowo wybrany papież musiał zasiąść na specjalnym krześle z otworem, zwanym sella stercoraria, po czym jeden z dostojników kościelnych sprawdzał jego płeć. Jeżeli wszystko było zgodne z zasadami, wypowiadał głośno formułę oznajmiającą, że kandydat jest mężczyzną. Dopiero potem można było przystąpić do dalszych ceremonii intronizacyjnych.
Rzeczywistość okazuje się znacznie mniej sensacyjna. Owo krzesło było najpewniej pochodzącym jeszcze z czasów Imperium Romanum wychodkiem. Może dziwić, dlaczego papieże mieliby zasiadać na tak pospolitym przedmiocie, lecz warto pamiętać, że średniowieczne papiestwo chętnie ogrzewało się w blasku imperialnej chwały. Świadczy o tym choćby tytulatura, w tym przejęcie tytułu Pontifex Maximus. Sięgnięcie po dawne przedmioty cesarskie wpisywałoby się w tę samą logikę, nawet jeśli chodziło o mebel służący celom całkiem przyziemnym.
Brakuje też źródeł potwierdzających, że papieżom rzeczywiście sprawdzano płeć. Jacopo d'Angelo de Scarperia, obserwujący intronizację Grzegorza XII w 1406 roku, określił to wprost jako wulgarną plotkę powtarzaną przez plebs.
Kronika, która stworzyła papieżycę
Kluczowa dla całej sprawy jest data pojawienia się tej opowieści. Po raz pierwszy zapisano ją setki lat po rzekomych wydarzeniach, w trzynastowiecznym dziele Chronica Universalis Mettensis autorstwa dominikanina Jana z Mailly.
Kronikarz umieścił pontyfikat Joanny w 1099 roku, co jest absolutnie wykluczone. Papież Urban II zmarł w lipcu tego roku, a już dwa tygodnie później na tron wstąpił Paschalis II, więc dla Joanny zwyczajnie nie ma tam miejsca.
Historia zaczęła jednak żyć własnym życiem i pojawiła się w kilku kolejnych źródłach, za każdym razem z innymi szczegółami. Największy rozgłos przyniosło jej dzieło Marcina z Opawy z 1277 roku, czyli Chronicon pontificum et imperatorum, przygotowany na zlecenie papieża spis wszystkich papieży od świętego Piotra oraz cesarzy od czasów rzymskich.
Przez kolejne stulecia mało kto kwestionował istnienie papieżycy. Co znamienne, nie mamy żadnych informacji o omijaniu Via Sacra przez procesje sprzed końca XIII wieku. Zwyczaj ten pojawił się dopiero po opublikowaniu dzieła Marcina z Opawy, a papieże zaczęli unikać tego miejsca najpewniej właśnie pod jego wpływem. Joannę opisywano w następnych pocztach, a jej podobizna trafiła nawet do galerii papieży w katedrze w Sienie.
Dowód ukryty na monetach
Drugie życie legendzie przyniosła reformacja. Reformatorzy chętnie sięgali po opowieść doskonale pasującą do narracji o zepsuciu i moralnej zgniliźnie Rzymu, podczas gdy Kościół katolicki wolał tej sprawy w ogóle nie poruszać.
Największym wrogiem tej legendy okazał się jednak upływ czasu. Bolączką badaczy wczesnego średniowiecza bywa wprawdzie niedobór źródeł, a te, które przetrwały, nierzadko są ze sobą sprzeczne, lecz Joanny nie da się wpasować ani w IX, ani w XI wiek. Nie pomaga nawet założenie, że jej pontyfikat trwał krócej niż legendarne dwa i pół roku.
Rozstrzygające okazują się monety. Papieże mieli prawo bicia własnej monety, a numizmaty pozostają dla historyków i archeologów źródłem wyjątkowo cennym, bo na tak niewielkim przedmiocie mieści się zaskakująco dużo informacji. Zachowały się monety z monogramem papieża Benedykta III oraz cesarza Lotara I. Lotar zmarł 29 września 855 roku, a zatem Benedykt musiał zostać wybrany przed tą datą.
Co ciekawe, oficjalny poczet papieży podaje jako datę jego wyboru dokładnie 29 września 855 roku. Każe to podawać w wątpliwość samą datę wyboru Benedykta, ponieważ data śmierci Lotara jest niemal pewna, lecz potwierdza, że Benedykt był jego bezpośrednim sukcesorem. Potwierdza to również Liber Pontificalis, czyli spisywany od III wieku poczet papieży.
Zwolennicy tezy o istnieniu Joanny przypominają jeszcze, że w 1276 roku, a więc gdy Marcin z Opawy pisał swoje dzieło, papież Jan XX nagle zmienił numerację imienia i stał się Janem XXI. Miałoby to dowodzić, że przekonał się, iż wieki wcześniej na tronie zasiadał Jan VIII, czyli Joanna.
Zmiana ta dotyczyła jednak zupełnie innej legendy i innego Jana. Według niej między zmarłym w 984 roku Janem XIV a intronizowanym rok później Janem XV zasiadać miał na tronie jeszcze jeden papież o tym imieniu, pozostający w opozycji do antypapieża Bonifacego VII.
Dowody na istnienie papieżycy Joanny są zatem nad wyraz wątłe, i to na tyle, że trudno oprzeć na nich jakąkolwiek narrację. Popularność tej historii nie powinna jednak dziwić. Ma ona bowiem wszystko, co powinna mieć dobra plotka, czyli skandal, złamanie tabu oraz akcję rozgrywającą się w sferze elit politycznych. Działało to w średniowieczu i działa również dzisiaj.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment książki Anny Zielińskiej "Historyczne bzdury o średniowieczu" (Wydawnictwo Sploty, Gliwice 2026).
Książkę można zamówić pod tym linkiem.