Fortuna po rozpadzie dywizji
Ungern żył zaledwie 35 lat i dowodził Azjatycką Dywizją Konną na Dalekim Wschodzie oraz w Mongolii. Kiedy jego wojsko rozpadło się w 1921 roku, zabrakło człowieka, który przejąłby dokumenty i sporządził spis przewożonego majątku. Dawni podkomendni rozproszyli się, a pozostawioną przez nich lukę szybko wypełniły pogłoski.
Baron miał zgromadzić kosztowności z czasów carskich oraz dobra odebrane bolszewikom, którzy wcześniej rabowali klasztory. Część przedmiotów wielokrotnie zmieniała właścicieli, dlatego ich rzeczywistej wartości nie sposób było dokładnie ustalić.
Kazimierz Grochowski wycenił całość na około 20 milionów dolarów, choć sam nie miał dostępu do opisywanego depozytu.
Tę sumę powtarzano później w kolejnych relacjach, aż zaczęła funkcjonować jak ustalony fakt. To właśnie z niej wyrosła opowieść o zaginionej fortunie barona Ungerna.
Konwój w górach
Kosztowności miały wyjechać w mongolskie góry na wozach eskortowanych przez zaufanych Mongołów. Po drodze konwój podobno odparł bolszewicki atak, a następnie dotarł do groty lub skalnej kryjówki. Tam ślad po skrzyniach się urywał.
Relację znała tylko niewielka grupa ludzi związanych z transportem. Nikt z zewnątrz nie potwierdził przebiegu wyprawy, a poszukiwacze nie dysponowali ani pewną mapą, ani dokładnym opisem miejsca. Im mniej było sprawdzalnych szczegółów, tym łatwiej historia obrastała w kolejne wersje.
Znaczenia dodawał jej domniemany testament Ungerna z maja 1921 roku. Ossendowski twierdził, że dokument znała starszyzna klasztorna, a baron przeznaczył majątek na cele religijne, pozostawiając spadkobiercom 50 lat na zgłoszenie praw. W ten sposób rok 1971 stał się dla poszukiwaczy datą szczególną.
Co zostało w kasie Ungerna?
Po śmierci Ungerna część jego dawnych współpracowników osiadła w Harbinie. Właśnie tam szeroko rozeszła się wiadomość o ukrytym złocie, a powtarzana przez kolejne osoby pogłoska zaczęła brzmieć jak potwierdzona relacja.
W latach 20. Mongołowie, Sowieci i Chińczycy organizowali tajne lub półtajne wyprawy w okolice Hailaru i jeziora Buir-Nur. Niestety, niczego konkretnego tam nie znaleziono.
Ludzie dobrze znający dywizję nie przedstawiali zgodnej wersji. W. A. Kislitsin opublikował w 1936 roku wspomnienia przychylne Ungernowi, lecz nie wspomniał w nich o wielkiej fortunie. Jego milczenie wyraźnie kontrastowało z coraz bardziej rozbudowanymi opowieściami różnych poszukiwaczy skarbów.
Najbardziej konkretny opis pozostawił N. N. Kniaziew. W 1942 roku pisał, że kasa dywizji zawierała około 64 kilogramów złota i srebra. Część majątku rozdano żołnierzom, a reszta dostała się w ręce innych osób.
Była to wartość znacznie skromniejsza od fortuny szacowanej na 20 milionów dolarów, lecz przynajmniej opisana przez człowieka związanego z oddziałami Ungerna.
Nie powstrzymało to kolejnych wypraw. W 1934 roku i w następnych latach skarbu szukali ludzie z USA i Niemiec, w tym brat barona oraz oficerowie SS, ale nie znaleźli żadnych śladów.
Giżycki i Ossendowski
Kamil Giżycki utrzymywał, że jako saper otrzymał rozkaz wysadzenia skał zamykających wejście do groty. Wspominał również o skrawku papieru zaszytym pod skórą, który miał zawierać ważną wskazówkę. Dokumentu nikt jednak nie zobaczył, dlatego jego treści nie dało się sprawdzić.
W latach 30. Giżycki kupił ziemię w Liberii i założył plantację rycynusa, choć źródło jego majątku pozostawało nieznane. Później połączono ten fakt z legendą skarbu, ale sam zakup ziemi niczego nie dowodził. W 1968 roku ciężko choremu podróżnikowi Służba Bezpieczeństwa zaproponowała wyjazd do Mongolii, niedługo przed upływem terminu przypisywanego testamentowi.
Drugim Polakiem wiązanym z tajemnicą był Ferdynand Ossendowski, który w 1921 roku przebywał przy Ungernie jako doradca. Mógł znać treść testamentu oraz kierunek, w którym wywieziono kosztowności. Według relacji pod koniec wojny przyjął w Mińsku Mazowieckim oficera SS nazwiskiem von Ungern-Sternberg, a następnego dnia zmarł.
Nikt nie zapisał, o czym rozmawiali. Nie odnaleziono też 24 skrzyń, osobnego kufra barona ani pewnej mapy prowadzącej do groty. Po stu latach najbardziej konkretną informacją pozostaje około 64 kilogramów złota opisanych w kasie Azjatyckiej Dywizji Konnej.
Źródło
Inspiracją do napisania tego tekstu stała się najnowsza książka Jolanty Marii Kalety "Polowanie na księżycową kukułkę", wydana nakładem wydawnictwa Mg (Warszawa 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.