Poganie w cesarskim wojsku
Wiedzę o tej świątyni zawdzięczamy zbiegowi okoliczności politycznych. W 1005 roku cesarz Henryk II wyruszył na Polskę Bolesława Chrobrego, a po jego stronie stanęli sojusznicy, jakich nikt się nie spodziewał. Byli nimi Wieleci, nazywani też Lucicami, czyli najzagorzalsi obrońcy pogaństwa na Połabiu.
Plemiona te dwadzieścia kilka lat wcześniej zrzuciły niemieckie panowanie i wróciły do wiary przodków, wypędzając ze swoich ziem chrześcijańskich duchownych. Teraz, wyłącznie z powodów politycznych, maszerowały ramię w ramię z chrześcijańskim cesarzem przeciwko chrześcijańskiemu władcy Polski.
Wojsko lucickie kroczyło za niesionymi na przedzie wizerunkami swoich bogów. Widok ten wprawił w zakłopotanie biskupa Thietmara z Merseburga, kronikarza opisującego te wydarzenia. Zastrzegł on wprost, że wzdryga się cokolwiek o nich mówić, lecz przedstawi pokrótce, kim są, żeby czytelnik poznał czczy zabobon i ohydny kult tego ludu.
Ta niechęć okazała się dla nas szczęściem. Thietmar pozostawił bowiem jeden z najdokładniejszych opisów pogańskiego sanktuarium, jaki znamy ze średniowiecznej Europy.
Świątynia na fundamencie z rogów
W kraju Redarów, plemienia sprawującego hegemonię nad resztą Luciców, znajdował się gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach, zwany Radogoszczą. Otaczała go puszcza, której tubylcy nie tknęli ręką i czcili jak świętość. Dwie bramy stały otworem dla wszystkich, a trzecia, najmniejsza i zwrócona na wschód, prowadziła ścieżką do strasznie wyglądającego jeziora.
Wewnątrz grodu wznosiła się tylko jedna budowla, czyli drewniana świątynia spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej zewnętrzne ściany zdobiły przedziwnie rzeźbione wizerunki bogów i bogiń.
W środku stały posągi bóstw w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu napisem z imieniem. Pierwszy z nich nosił imię Swarożyc (Swaróg) i doznawał szczególnej czci u wszystkich pogan. To on był panem tego miejsca.
W świątyni przechowywano także sztandary, które wynoszono wyłącznie na wyprawy wojenne. Nieśli je wtedy piesi wojownicy. Sanktuarium strzegli specjalni kapłani, którzy jako jedyni mieli prawo siedzieć podczas zgromadzeń ofiarnych, podczas gdy wszyscy pozostali musieli stać.
Wróżba z konia i odyniec z jeziora
Najbardziej niezwykły był sposób, w jaki radzono się bóstwa. Kapłani szeptali między sobą tajemnicze wyrazy i z drżeniem kopali ziemię, by na podstawie wyrzuconych losów zbadać sedno wątpliwych spraw. Następnie przykrywali losy zieloną darnią.
Potem następowała część najważniejsza. W ziemię wbijano na krzyż dwa groty od włóczni i z gestami pokory przeprowadzano przez nie konia, uważanego za rzecz największą i czczonego jak świętość. Wróżbę powtarzano, tym razem za pośrednictwem tego zwierzęcia.
Wynik rozstrzygał o losach całych plemion. Jeżeli obie wróżby dawały ten sam znak, przystępowano do działania. Gdy znaki się różniły, ze smutkiem rezygnowano z całego przedsięwzięcia.
Z Radogoszczą wiązała się też mroczna opowieść. Ilekroć groziła długa wojna domowa, ze wspomnianego jeziora miał wychodzić potężny odyniec z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarzać się w kałuży wśród straszliwych wstrząsów. Thietmar dodał również, że gniew bogów łagodzono tam ofiarami z ludzi i z bydła.
Bóg, którego chrześcijanie nazywali diabłem
Sojusz cesarza z poganami budził zgorszenie. Brunon z Kwerfurtu, misjonarz sprzyjający Bolesławowi Chrobremu, w liście do Henryka II pytał wprost, czy godzi się prześladować lud chrześcijański, a żyć w przyjaźni z pogańskim. Pytał także, w jaki sposób mogą pogodzić się diabeł Swarożyc oraz święty Maurycy, patron cesarskiej włóczni.
Jak bardzo Lucicy trzymali się swoich bogów, pokazał rok 1017. Podczas kolejnej wyprawy na Polskę pewien Sas przebił kamieniem wizerunek lucickiej bogini na sztandarze. Za tę zniewagę cesarz musiał wypłacić 12 talentów srebra. Gdy zaś przy przeprawie przez rzekę poganie stracili drugi posąg oraz 50 doborowych wojowników, uznali to za złą wróżbę i chcieli wracać do domu.
Nieco inny obraz sanktuarium pozostawił Adam z Bremy w drugiej połowie XI wieku. Nazwał gród Retrą, a głównego boga Redigastem, opisując jego wizerunek jako wykonany ze złota i spoczywający na purpurowym łożu. Podał też, że gród miał 9 bram, a nie 3, i że dzieliły go od Hamburga 4 dni drogi.
To właśnie w tym miejscu w 1066 roku poganie złożyli w ofierze swojemu bogu sędziwego biskupa meklemburskiego Jana. Dwa lata później do świątyni dotarł zbrojnie biskup Burchard z Halberstadt, który zabrał ze sobą świętego konia. Mimo pozornie dokładnych opisów obu kronikarzy nikomu nie udało się dotąd ustalić, gdzie dokładnie leżała Radogoszcz, a kolejne pokolenia badaczy wskazywały na różne punkty całego północnego Połabia.
Ten sam bóg nad Dnieprem
Swarożyc jest jedynym bóstwem, którego kult poświadczono zarówno u Słowian zachodnich, jak i wschodnich. Ślad prowadzi do ruskiej kopii dzieła bizantyjskiego historyka Jana Malalasa, sporządzonej w XII wieku. Tam, gdzie mowa była o bogach egipskich, nieznany kopista dopisał własne wyjaśnienia.
Zanotował, że po śmierci Hefajstosa, którego zwą Swarogiem, panował Egipcjanom jego syn Słońce, nazywany Dażbogiem. Jeśli te dopiski oddają rzeczywiste wierzenia pogańskiej Rusi, czczono tam boga Swaroga oraz jego syna Dażboga, a Swarożyc oznaczałby zgodnie z praktyką językową Słowian właśnie syna Swaroga.
Swaróg był prawdopodobnie bogiem nieba lub słońca. Jego imię bywa wywodzone od słowa swarzyć się albo z języków irańskich, gdzie podobne rdzenie oznaczały światło nieba i słońce. Imię Dażboga tłumaczy się jako dawca bogactwa.
Z czasem bóstwo to traciło swoją rangę. W tekście z XIV wieku czytamy skargę, że prości ludzie modlą się do ognia, nazywając go swarożycem. Wielu uczonych uważa, że kult miał charakter ogólnosłowiański, na co wskazują nazwy miejscowe takie jak Swarożyn czy Swarzędz. Aleksander Brückner posuwał się nawet do twierdzenia, że Świętowit, Trzygłów i Jarowit to jedynie lokalne imiona tego samego najwyższego boga Słowian.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki prof. Jerzego Strzelczyka "Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian" (wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając w ten link.