Pościł, płakał i pielgrzymował. Tak Krzywousty pokutował ze grzechy

Najpierw kazał wyłupić oczy własnemu bratu, a potem przez czterdzieści dni leżał w popiele i włosiennicy, zalewając się łzami. Bolesław Krzywousty, jeden z najpotężniejszych władców ówczesnej Europy, ukorzył się publicznie w sposób, jakiego Polska wcześniej nie widziała. Boso przemierzał kraj, pościł, rozdawał majątek i pielgrzymował do świętych grobów. Czy robił to ze szczerej skruchy, czy też desperacko ratował nadszarpnięty wizerunek?

Obraz J. Peszka (1800–1820) "Śmierć Bolesława"Obraz J. Peszka (1800–1820) "Śmierć Bolesława"
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Zbrodnia, która wstrząsnęła krajem

W 1112 roku Bolesław Krzywousty dopuścił się czynu, który na zawsze splamił jego panowanie. Kazał oślepić swojego przyrodniego brata Zbigniewa, niedawno powracającego z wygnania. Okaleczenie, równoznaczne z całkowitym wykluczeniem z życia politycznego, było dla księcia korzystne, bo raz na zawsze usuwało rywala z własnego rodu.

Z dzisiejszej perspektywy postąpił niehonorowo. Co znamienne, nawet Gall Anonim, nadworny kronikarz starający się wybielić swojego protektora, nazwał ten postępek wprost grzechem.

Bolesław liczył wówczas zaledwie około dwudziestu sześciu lat, lecz większą część dorosłego życia spędził już z mieczem w ręku, walcząc o jedynowładztwo. Pod tym względem niewiele różnił się od swojego ojca Władysława Hermana, który również poświęcił wiele lat zmaganiom o władzę.

Nieoczekiwana kaźń na bracie wywołała w kraju oburzenie i rozjątrzyła sprzyjających Zbigniewowi możnych oraz duchownych. Skala tego zjawiska nie jest dokładnie znana, choć niektórzy historycy mówią wręcz o buncie, który miał wówczas wybuchnąć przeciwko Krzywoustemu.

Klątwa i widmo buntu

Na czele niezadowolonych miało stanąć duchowieństwo, a zwłaszcza arcybiskup gnieźnieński Marcin, który zachował wiele sympatii dla oślepionego Zbigniewa. Według tej hipotezy arcybiskup miał nawet rzucić na Bolesława klątwę, by skłonić go do opamiętania i naprawienia wyrządzonych szkód.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to tylko luźne przypuszczenie. Żaden z przekazów źródłowych nie wspomina o wybuchu buntu możnowładczego wymierzonego w Krzywoustego, takiego jak ten, który u schyłku rządów jego stryja Bolesława Śmiałego zakończył się wygnaniem monarchy z kraju.

Niewykluczone jednak, że to właśnie w obawie przed powtórzeniem losu poprzednika Krzywousty zdecydował się rozpocząć pokutną pielgrzymkę, mającą zmazać ciążące na nim winy.

Pamięć o upadku Bolesława Śmiałego, który zginął na wygnaniu po zabójstwie biskupa Stanisława, musiała być wciąż żywa. Możliwe też, że książę szczerze się nawrócił i autentycznie żałował popełnionego grzechu, co dodatkowo zmobilizowało go do szybkiego rozpoczęcia pokuty.

Post, popiół i włosiennica

Pokuta Bolesława Krzywoustego, której towarzyszyły spektakularne gesty, składała się z kilku etapów. Najpierw książę przez wiele tygodni umartwiał się w kraju, czego osobiście był świadkiem Gall Anonim.

Kronikarz pozostawił poruszający opis tego umartwienia. Relacjonował, że na własne oczy widział tak znakomitego męża i potężnego księcia, jak przez czterdzieści dni pościł publicznie, leżąc wytrwale na ziemi w popiele i włosiennicy, wśród strumieni łez i łkań. Bolesław miał wyrzec się obcowania z ludźmi, a za stół służyła mu ziemia, za obrus trawa, za przysmaki czarny chleb, a za nektar zwykła woda.

Według Galla biskupi, opaci i kapłani wspierali pokutującego księcia mszami i postami, a przy większych świętach odpuszczali mu część pokuty na mocy swej władzy kanonicznej. Sam Bolesław dbał o to, by codziennie odprawiano msze za grzechy i za zmarłych, śpiewano psalmy, a ubogim niósł pociechę, karmiąc ich i odziewając.

Na tym etapie ekspiacji Krzywousty zdecydował się ukorzyć przed bratem i pojednać się z nim, co było koniecznym warunkiem otrzymania rozgrzeszenia. Gall napisał krótko, że Zbigniew wspaniałomyślnie odpuścił przyrodniemu bratu jego występek.

Oślepiony książę nie stawiał oporu i dał Bolesławowi to, czego ten oczekiwał. Wiedział przecież, że nie zasiądzie już więcej na książęcym tronie, a prawdopodobnie przeczuwał też zbliżającą się śmierć. W tych warunkach pojednanie leżało bardziej w interesie Zbigniewa niż Krzywoustego.

Boso do świętych grobów

Kolejnym przystankiem na pokutnej trasie były Węgry, gdzie Bolesław bawił w okresie Wielkiego Postu 1113 roku. Książę odwiedził grób świętego Stefana w Białogrodzie Królewskim oraz sanktuarium świętego Idziego. Żarliwie się modlił, recytował psalmy i uczestniczył w mszach, wszędzie rozdając jałmużnę i obdarowując napotkane kościoły.

Z jednym tylko miał problem. Poszczenie szło mu wyjątkowo opornie. Zaczął objadać się mięsem, a towarzyszącym mu kapelanom nie pozostało nic innego, jak udzielić mu dyspensy. Ten drobny, ludzki szczegół przebija się przez podniosły ton kroniki, przypominając, że pod płaszczem pokutnika kryła się postać z krwi i kości.

Podczas węgierskiej podróży Krzywousty kilkukrotnie spotkał się z królem Kolomanem, dawnym sojusznikiem. Z pewnością nie obyło się wówczas bez ważnych rozmów politycznych, choć kronikarze przemilczeli ich treść. Książę najprawdopodobniej zabiegał o odnowienie przymierza z Węgrami, lecz nie wiadomo, czy mu się to udało.

Po powrocie do kraju Bolesław kontynuował demonstracyjnie swoje praktyki pokutne, pokazując wszystkim, że jest wzorowym chrześcijaninem. Pokutę zakończył pielgrzymką do grobu świętego Wojciecha, dokąd, jeśli wierzyć Gallowi, dotarł boso i ze łzami w oczach.

Tam rozdał ubogim ogromne jałmużny i złożył w kościele kosztowne ozdoby. Na relikwie męczennika kazał sporządzić bogato zdobioną trumienkę, zawierającą osiemdziesiąt grzywien najczystszego złota, nie licząc pereł i drogich kamieni. Swoich biskupów, książąt i rycerzy obdarował podczas tej Wielkanocy szatami, końmi i innymi darami.

Cień, którego nie zmazała żadna pokuta

Bolesław Krzywousty przeżył brata o ponad dwadzieścia lat i zmarł w 1138 roku u szczytu potęgi. A jednak to nie liczne sukcesy najtrwalej zapisały się w pamięci potomnych, lecz właśnie tamten jeden rozkaz wydany w przypływie gniewu. Oślepienie Zbigniewa okazało się skazą, której żadna pokuta nie zdołała do końca zatrzeć.

Książę kajał się z rozmachem godnym swego temperamentu, lecz pytanie, czy robił to szczerze, czy jedynie ratował nadszarpnięty wizerunek, pozostaje otwarte do dziś. Być może łączyły się w nim obie pobudki, czyli autentyczna skrucha i chłodna polityczna kalkulacja człowieka, który nie chciał podzielić losu wygnanego stryja.

Ironia losu polega na tym, że Bolesław, który pozbawił brata wzroku w imię jedności państwa, sam tuż przed śmiercią dokonał czegoś, co tę jedność pogrzebało na niemal dwa stulecia. Jego słynny testament, dzielący Polskę między synów na osobne dzielnice, otworzył erę rozbicia dzielnicowego.

Źródło

Okładka książki KRYMINALNE DZIEJE PIASTÓW © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie