Dzień, który nie budził podejrzeń
Wtorek 16 lipca 1918 roku zaczął się pochmurno, później jednak wyszło słońce. Aleksandra zanotowała, że Aleksy był lekko przeziębiony. Po południu domownikom pozwolono na półgodzinny spacer po ogrodzie otoczonym wysokim parkanem.
Reszta dnia upłynęła podobnie jak wiele poprzednich. Była cesarzowa przygotowywała lekarstwa razem z Olgą, a Tatiana czytała jej teksty religijne. Wieczorem Aleksandra zjadła kolację, zagrała z Mikołajem w bezika i zapisała, że położyła się o wpół do jedenastej.
Tylko jedno wydarzenie wyraźnie ją zaniepokoiło. Czternastoletniego Leonida Siedniowa, pomocnika kuchennego nazywanego Lenką, niespodziewanie zabrano z domu pod pretekstem spotkania z wujem. Aleksandra zastanawiała się w dzienniku, czy chłopiec kiedykolwiek wróci.
Jakow Jurowski, komendant domu Ipatiewa, twierdził później, że Siedniowa usunięto celowo, aby ocalić mu życie. Chłopiec nie znalazł się dzięki temu wśród jedenastu osób sprowadzonych kilka godzin później do sutereny.
Przygotowania do egzekucji
Jurowski tymczasem dobierał wykonawców egzekucji, przygotowywał pistolety i wyznaczał każdemu z nich ofiarę. Strażnicy pełniący służbę na zewnątrz mieli pozostać na posterunkach i nie reagować na strzały. Na podwórze miała natomiast przyjechać ciężarówka potrzebna do wywiezienia zwłok.
Decyzja zapadła w czasie wojny domowej, gdy do Jekaterynburga zbliżały się oddziały walczące z bolszewikami. W telegramie wysłanym 16 lipca z Uralu do Lenina i Jakowa Swierdłowa informowano, że ze względów wojskowych "uzgodniona sprawa" nie może dłużej czekać. Nadawcy domagali się natychmiastowej odpowiedzi, gdyby władze centralne sprzeciwiały się planowanemu działaniu.
Telegram dowodzi, że tuż przed egzekucją władze uralskie zwróciły się do Moskwy i oczekiwały szybkiej reakcji. Nie zachował się jednak dokument potwierdzający, że Lenin osobiście wydał rozkaz zamordowania Romanowów.
Jego bezpośredniego udziału w podjęciu tej decyzji nie można zatem przedstawiać jako bezspornego faktu. Wiadomo natomiast, że już po egzekucji centralne władze bolszewickie zaaprobowały rozstrzelanie Mikołaja II.
Ostatnie chwile Romanowów
Ciężarówka przyjechała około wpół do drugiej w nocy, później niż planowano. Dopiero wtedy Jurowski obudził doktora Jewgienija Botkina i polecił mu przekazać rodzinie oraz służbie, że z powodu zamieszek w mieście górne piętro nie jest bezpieczne. Wszyscy mieli się ubrać i zejść na dół.
Przygotowania zajęły około czterdziestu minut. Więźniom nakazano pozostawić bagaże, zabrali jednak ze sobą kilka drobiazgów, poduszki i torby.
Nic nie wskazuje na to, aby wiedzieli, co ich czeka. Zachowywali się tak, jakby rzeczywiście mieli zostać przeniesieni w inne miejsce.
Do sutereny zeszło jedenaście osób: Mikołaj II, Aleksandra, ich córki Olga, Tatiana, Maria i Anastazja, syn Aleksy, doktor Botkin, pokojówka Anna Diemidowa, kucharz Iwan Charitonow oraz kamerdyner Aleksiej Trupp.
Żadna z ofiar nie pozostawiła świadectwa opisującego te ostatnie chwile. Ich przebieg znamy przede wszystkim z późniejszych relacji sprawców.
Dwa krzesła
Według Jurowskiego Mikołaj niósł Aleksego, który z powodu hemofilii i niedawnego urazu wciąż miał trudności z chodzeniem. Kiedy Aleksandra zapytała, czy mogłaby usiąść, przyniesiono dwa krzesła — dla niej i dla syna. Pozostali stanęli pod ścianą.
W ciasnym pomieszczeniu nie odbył się żaden proces. Nie było też długiego odczytywania wyroku. Jurowski przekazał zgromadzonym decyzję władz uralskich, lecz po latach sam zaznaczył, że pamięta jedynie ogólny sens swoich słów. Popularnej wersji ogłoszonego wówczas komunikatu nie należy więc traktować jak stenogramu.
Z relacji komendanta wynika, że Mikołaj początkowo nie zrozumiał, co usłyszał, i poprosił o powtórzenie. Chwilę później padły pierwsze strzały. Było już po drugiej w nocy 17 lipca.
Co wiadomo o ostatnich chwilach Romanowów
Pierwsza salwa nie przypominała sprawnie przeprowadzonej egzekucji. W niewielkim pomieszczeniu wybuchła chaotyczna strzelanina. Strzelcy stali blisko siebie, pociski uderzały w ściany, a dym i ogłuszający huk szybko utrudniły im dalsze działanie.
Ogólny przebieg wydarzeń można odtworzyć na podstawie dziennika Aleksandry, telegramów, dokumentów z późniejszego dochodzenia oraz relacji uczestników egzekucji. Źródła nie pozwalają jednak poznać ostatnich myśli ofiar.
Także słowa, które miały paść w piwnicy, znamy z późniejszych, częściowo sprzecznych wspomnień.