Worek z wężem i psem
Rzymskie prawo znało kary wyjątkowe, przeznaczone dla wyjątkowych zbrodni. Ojcobójcę wsadzano do worka razem z wężem, kogutem i psem, a następnie topiono w Tybrze. Westalkę, która złamała śluby czystości, zamurowywano żywcem w podziemnej komnacie, a dezerterów przywiązywano do rozwidlonego pala i chłostano na śmierć.
Na co dzień stosowano dwie metody, czyli ukrzyżowanie oraz ścięcie, lecz żadna z nich nie sprawdzała się podczas igrzysk. Ukrzyżowanie trwało zbyt długo, bo człowiek mógł konać na krzyżu nawet kilka dni. Ścięcie z kolei trwało za krótko i uchodziło za zbyt honorowe.
Ta stosunkowo bezbolesna śmierć zarezerwowana była dla obywateli rzymskich, a po 212 roku, gdy Karakalla przyznał obywatelstwo wszystkim wolnym mieszkańcom imperium, ograniczono ją do elity określanej mianem honestiores.
Krzyż jako element widowiska
Aby ukrzyżowanie nadawało się na arenę, trzeba je było połączyć z inną formą kaźni. W Lyonie chrześcijankę Blandynę powieszono na krzyżu i wypuszczono na nią dzikie zwierzęta.
W Koloseum pewien przestępca odgrywający rolę mitycznego rozbójnika Laureolusa został ukrzyżowany i wydany na pastwę niedźwiedzia. To widowisko szczególnie ujęło poetę Marcjalisa, który zanotował, że kończyny skazańca wciąż drgały, gdy jego tułów znikał w paszczy bestii.
Obie te metody wykorzystał Neron w 64 roku naszej ery. Chrześcijan, których obwiniono o wielki pożar Rzymu, przybijano do krzyży, część palono żywcem, tak że służyli za pochodnie rozjaśniające ciemności, a innych przebierano w skóry zwierzęce i pozwalano rozszarpać psom.
Śmierć w pazurach bestii
Typowymi metodami egzekucji na arenie było wypuszczenie na skazańca dzikich zwierząt albo spalenie, przy czym obie zyskiwały na widowiskowości dzięki odpowiedniej oprawie. Mozaika z Zalitan przedstawia nagiego mężczyznę, który unosi ręce w geście przerażenia, wleczony za włosy i popędzany batem ku skaczącemu lwu. Dwaj inni stoją przywiązani do pali na małych rydwanach, przy czym jednego z nich drapieżnik już pochwycił, orząc pazurami jego ciało.
Na terakocie z Afryki Północnej widzimy z kolei kobietę przywiązaną do grzbietu byka, którego powalił na kolana lampart, teraz atakujący nieszczęsną. Współczesnego odbiorcę może dziwić taka ozdoba domu, lecz jej rzymski właściciel uważał ją zapewne za skuteczny środek odstraszający, czyli przypomnienie dla niewolników o karze za nieposłuszeństwo.
Takie egzekucje bywały niebezpieczne również dla opiekunów zwierząt. Na tej samej mozaice bestiariusz z biczem odsuwa się od więźnia i atakującego lwa. Autorzy Akt męczenników z upodobaniem opisywali sytuacje, w których dziki zwierz obojętnie mijał chrześcijanina, by rzucić się na swojego dozorcę. W Kartaginie, gdy Satura przywiązano do dzika, zwierzę jedynie wlokło go po ziemi, rozszarpało natomiast bestiariusza, który zmarł kilka dni później.
Kiedy zwierzęta zawodziły
Nieliczni skazańcy nie ginęli od zwierzęcych kłów. Wszyscy znali historię Androklesa, zbiegłego niewolnika, który wyciągnął cierń z lwiej łapy. Schwytany ponownie i skazany na śmierć na arenie w Rzymie, spotkał tam tego samego lwa, a ten łasił się do niego jak pies. Gdy sprawa się wyjaśniła, obu ułaskawiono, a Androkles miał potem w zwyczaju odwiedzać karczmy z pojemnikiem na datki w jednej dłoni i lwią smyczą w drugiej.
Takie zakończenia zdarzały się niezmiernie rzadko. Jeśli stan skazańca na to pozwalał, zabierano go z areny, by mógł pojawić się na niej ponownie. Blandynę zdjęto z krzyża tylko po to, by po chłoście, zwierzętach i rozpalonym do czerwoności ruszcie umieścić ją w siatce i wydać na pastwę byka.
Podobnie potraktowano Satura, który wrócił na arenę, by zginąć w paszczy niedźwiedzia. Zwierzę nie chciało jednak opuścić klatki, a przy trzeciej próbie lampart zatopił kły w jego ciele, czego skazaniec również nie przypłacił życiem.
Tych, którzy byli zbyt pokiereszowani, aby wystąpić ponownie, dobijali confectores, czyli początkujący gladiatorzy. Tuż po Saturze zabito jego towarzyszkę Perpetuę, która przeżyła atak rozszalałej krowy. Kobieta krzyknęła, gdy pierwszy cios trafił w kość, a potem drżącą rękę niewprawnego jeszcze gladiatora sama podprowadziła sobie do gardła.
Udręki
Ogień dawał organizatorom igrzysk równie szerokie pole do popisu. Krążyły opowieści o stosach budowanych z wilgotnego drewna, na których skazaniec nie ginął w płomieniach, lecz dusił się dymem, choć ten rodzaj kaźni wydaje się w większości wymysłem literackim.
Zupełnie realnym rozwinięciem publicznych egzekucji na stosie było natomiast rozwiązanie opisane przez Plutarcha. Skazańców ubierano w krzykliwe i kosztowne stroje tancerzy pirryjskich, które znienacka stawały w płomieniach.
Kara polegająca na podpalaniu ubrań nasączonych środkami łatwopalnymi cieszyła się taką popularnością, że dorobiła się własnej nazwy, czyli tunica molesta, co znaczy tunika udręki. Z czasem stała się ona podstawowym narzędziem widowiskowych egzekucji.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment bestsellerowej książki Harry’ego Sidebottoma "Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie" (wyd. Rebis, Poznań 2026).
Książkę można zamówić, klikając w ten link.